CZAS DO NASTĘPNEGO MECZU U SIEBIE Trefl Sopot vs Polski Cukier Toruń
Kup bilet
30 Paź

Paweł Leończyk: „Skupiamy się na kolejnym celu”

Przed spotkaniem z GTK Gliwice, kapitan Trefla Sopot, Paweł Leończyk, opowiada o meczu z Anwilem, obronie strefowej i… emocjach w autobusie po rywalizacji we Włocławku.

Od spotkania z Anwilem minęło już kilka dni. Wciąż żyjesz tym meczem?
Paweł Leończyk: Wiadomo, że pamięta się to, co dobre, jednak moje myśli są już w zupełnie innym miejscu. Zaczęliśmy nowy tydzień treningowy, trener nam przypomniał, że teraz przed nami kolejne spotkanie. Mecz z Anwilem będziemy pewnie pamiętać do końca kariery każdego z nas, ale teraz przed nami nowe zadania. Właśnie tak też musimy do tego podjeść, bo mecz z GTK Gliwice będzie o tyle ważny, że jeśli go wygramy, to zwycięstwo we Włocławku będzie miało dla nas większe znaczenie.

Dla Ciebie, byłego zawodnika Anwilu, ten mecz był specjalny. Kibice we Włocławku przywitali Cię gorącymi brawami.
W tamtym roku emocje, które mi towarzyszyły, były większe. Teraz już aż tak tego nie odczuwałem. Lubię tam przyjeżdżać, bo jest to zespół z którym zdobyłem Mistrzostwo Polski – jedyne w swojej karierze. Wiedziałem jednak, że muszę być skoncentrowany na grze i meczu. Jechaliśmy do Włocławka z nastawieniem, że my możemy, ale nie musimy. Chcieliśmy po prostu zagrać dobry mecz, zrealizować założenia, powalczyć i na koniec zobaczyć co nam to przyniesie. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło.

Przed rozpoczęciem rozgrywek typowano, iż Anwil zdecydowanie zdominuje zmagania ligowe. Pojawiały się nawet głosy, że włocławianie mogą wygrać wszystkie mecze w rundzie zasadniczej. Szybko udowodniliście, że nazwiska nie grają.
Nie myśleliśmy o tym, kto tam gra i jakie kluby wcześniej reprezentował. Już wcześniejsze mecze – te w Lidze Mistrzów, ale też w Energa Basket Lidze pokazały, że z Anwilem można powalczyć. Analizowaliśmy ich grę, wiedzieliśmy jakie mają mankamenty i staraliśmy się je wypunktować. Trzeba też sobie szczerze powiedzieć, że przez trzy i pół kwarty szło nam to dość opornie, jednak końcówka należała do nas. Szybkie kontry i obrona strefą okazały się być kluczem.

Nawiązując do tej obrony strefowej – był to wariant, który specjalnie ćwiczyliście przed meczem z Anwilem, czy jesteście przygotowani na niego od początku sezonu i możecie z niego skorzystać przeciwko każdemu z rywali?
Trenowaliśmy takie ustawienie na długo przed spotkaniem we Włocławku. Anwil jest bardzo dobrym zespołem, a my chcieliśmy go wybijać z rytmu. Próbowaliśmy grać tak jeszcze na początku meczu, ale to nie wychodziło. Dopiero, gdy zaczęliśmy mieć problemy z faulami, a strata punktowa oscylowała w granicy 20 punktów – wtedy zaczęło to działać. Wydaje mi się, że rywale nieco się rozluźnili, a my to potrafiliśmy wykorzystać i złapaliśmy wiatr w żagle. Nawet kiedy przewaga stopniała do kilku oczek, my byliśmy już w takim rytmie, że Anwil nie potrafił znaleźć na nas sposobu. Zbieraliśmy piłkę, dobrze zastawialiśmy i „wysyłaliśmy” Łukasza, który – jak to powiedział Szymon Szewczyk – stał na spalonym, a z tego były łatwe punkty.

Wspomniałeś o problemie z faulami – najpierw za pięć przewinień boisko musiał opuścić Witalij Kowalenko, potem Nana Foulland. W związku z tym zostałeś przesunięty z „4” na „5” i świetnie sobie tam radziłeś. Dyrygowałeś obroną i zdobywałeś ważne punkty z przodu. Odczuwasz jakąś różnicę w związku z grą na innej pozycji?
Nie ma to dla mnie większej różnicy. Szczególnie w tym sezonie, bo tak naprawdę podczas treningów więcej ćwiczę na „5”, chociaż w meczu częściej występuję na „4”. Od kilku dobrych lat waham się pomiędzy tymi pozycjami i nawet ciężko mi wskazać, gdzie czuję się lepiej. Będę grał tam, gdzie drużyna będzie miała ze mnie większy pożytek.

Po spotkaniu z Anwilem wszyscy widzieli jaka była radość – na parkiecie czy w szatni. Jestem jednak ciekaw, jak to było w drodze powrotnej do Sopotu. To wciąż była euforyczna radość czy jednak każdy miał swój osobny komfort i myśl – „dokonaliśmy tego”?
Kiedy wsiedliśmy do autokaru to jeszcze te emocje z nami były. Rozmawialiśmy, analizowaliśmy różne rzeczy i cieszyliśmy się. Później pojawiło się zmęczenie, gdyż ten mecz kosztował nas bardzo dużo. Wspomniane problemy z faulami, przez co minuty rozkładały się inaczej, pogoń, na koniec radość – to było wyczerpujące, więc każdy założył słuchawki i odpoczywał aż do Sopotu.

Przed meczem z GTK Gliwicami eksperci nie mają wątpliwości przy wskazaniu faworyta.
Nie słuchamy takich głosów. Musimy mieć czyste głowy. Mamy do wykonania zadanie, a mecz z GTK będzie bardzo trudnym spotkaniem. Wierzę w ten zespół i w to, że uda nam się podtrzymać domową passę, ale tylko ciężką pracą na parkiecie możemy zdobyć upragnione dwa punkty. Gdybyśmy teraz przegrali, zwycięstwo z Anwilem praktycznie byłoby bez znaczenia. Chcemy w każdym meczu udowadniać wartość zespołu.

  • paweł leończyk
  • trefl sopot

Nasze Drużyny

Sponsor Energa Basket Ligi

Sponsorzy tytularni

Sponsor strategiczny

Sponsor złoty

Sponsorzy wspierający i techniczni

Patroni medialni