CZAS DO NAJBLIŻSZEGO SPOTKANIA DOMOWEGO Trefl Sopot vs WKS Śląsk Wrocław
Kup bilet

Historia

Kalendarz

Sezon 1995/1996

Zwiń

Skład: Robert Wieczorek, Tomasz Rospara, Przemysław Frasunkiewicz, Wojciech Kamiński, Maciej Kulczyk, Chad Faulkner, Przemysław Król, Wojciech Niewolski, Michał Kowalski, Piotr Bruździak, Marcin Chojnacki, Wojciech Kukuczka.
Trener: Adam Ziemiński.

Sopockie Towarzystwo Koszykówki Trefl zarejestrowano w Gdańsku 30 czerwca 1995 roku. Pomysłodawcą i głównym założycielem klubu był prezes firmy Trefl Kazimierz Wierzbicki, w zarządzie klubu znalazł się Jan Meyer, a pierwszym dyrektorem został Wojciech Pietkewicz. Nowa drużyna powstała obok grającego jeszcze na zapleczu ekstraklasy Wybrzeża Gdańsk, ale to właśnie sopocianie szybko przejęli rolę wizytówki Trójmiasta na koszykarskiej mapie Polski.

Pierwszym trenerem Trefla został Adam Ziemiński, który poprzedni sezon zakończył wicemistrzostwem Polski w koszykówce żeńskiej z drużyną MTK Pabianice. Szkoleniowiec sopockiej drużyny zorganizował dwudniowe treningi otwarte, w których wzięli udział najzdolniejsi koszykarze z całego Trójmiasta i okolic. W ten sposób w drużynie znaleźli się między innymi Wojciech Kukuczka, Tomasz Rospara, Przemysław Frasunkiewicz, czy Wojciech Kamiński. Kapitanem zespołu został Maciej Kulczyk.

Prawdziwą ciekawostką jak na tę klasę rozgrywek, jak i magnesem przyciągającym kibiców na trybuny, było zakontraktowanie zawodnika z USA (jedyny gracz ze Stanów Zjednoczonych w tej klasie rozgrywek). Był nim 24-letni obrońca Chad Faulkner, który sprowadzony został z myślą o pozycji rozgrywającego, ale szybko okazało się, że zdecydowanie lepiej spisuje się na pozycji rzucającego.
Drużyna Trefla rozgrywała swoje mecze w niewielkiej Hali XII Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku, która praktycznie na każdym meczu pękała w szwach. Klub od początku wzbudzał zainteresowanie fanów z całego Trójmieście, a wraz z kolejnymi sukcesami i awansami, ich grono stale rosło.

Swój pierwszy oficjalny mecz w historii sopocianie zagrali na wyjeździe, pokonując 8 października 1995 roku w Starogardzie Gdańskim tamtejszy SKS 90:75. Drużyna Trefla przez rozgrywki III ligi przeszła jak burza, nie ponosząc żadnej porażki, w większości spotkań gromiąc rywali. W dniach 30-31 marca 1996 roku w Gdańsku rozegrano turniej finałowy o awans do II ligi. Sopocianie przystąpili do tej rywalizacji od razu z dwoma punktami, gdyż zaliczono im zwycięstwo 83:60 z turnieju półfinałowego z rezerwami Instalu Białystok.

W pierwszym meczu rozgromili Sokoła Międzychód 107:65. Awans do wyższej klasy rozgrywek wywalczyli w drugim spotkaniu po zwycięstwie nad rezerwami Mazowszanki Pruszków 92:62. W decydującym meczu na wyróżnienie zasłużyli przede wszystkim Tomasz Rospara (17 pkt), Piotr Bruździak (13 pkt.), Chad Faulkner (13 pkt). Trefl zakończył turniej, jak i rozgrywki z kompletem zwycięstw i mógł cieszyć się z awansu.

Kalendarz

Sezon 1996/1997

Zwiń

Skład: Piotr Bruździak, Stephen Cambell, Marcin Chojnacki, Chad Faulkner, Przemysław Frasunkiewicz, Piotr Gajewski, Antoine Gillespie, Wojciech Kamiński, Przemysław Król, Wojciech Kukuczka, Wojciech Niewolski, Roman Olszewski, Bartosz Potulski, Wojciech Puścion, Jacek Rosiński, Tomasz Rospara, Jacek Węsierski.
Trener: Adam Ziemiński.

W drugim roku istnienia włodarze sopockiej drużyny zrobili wszystko co w ich mocy, aby pójść za ciosem i z marszu awansować do ekstraklasy. Budowę zespołu po raz drugi z rzędu powierzono Adamowi Ziemińskiemu, a jego asystentem został Mariusz Karol. Swoją wieloletnią współpracę z drużyną Trefla rozpoczął także trener odnowy biologicznej, Aleksander Walda. Skład drużyny oparto na zawodnikach, którzy wywalczyli awans do drugiej ligi, ale nie obyło się także bez solidnych wzmocnień.

Sukces rodził się jednak w bólach. Chad Faulkner, który był gwiazdą trzecioligowych parkietów, w wyższej klasie rozgrywek nie był już w stanie prowadzić drużyny do zwycięstw we wszystkich meczach. Do tego Amerykanin dużą część sezonu spędził na trybunach z powodu kontuzji. Kłopoty ze zdrowiem pokrzyżowały też plany dotyczące nowego kapitana drużyny Wojciecha Puściona, którego sprowadzono z ekstraklasowej Elany Toruń. Środkowy Trefla przegrał ostatecznie rywalizację w składzie z Wojciechem Kukuczką.

Pod koszem sopocianie prezentowali się zresztą bardzo przyzwoicie. W rotacji znalazło się miejsce dla obiecującego Tomasza Rospary. Z brązowego medalisty, Anwilu Włocławek, ściągnięto Romana Olszewskiego, a do Faulknera dołączył drugi zawodnik zza oceanu. Stephen Campbell przez cały sezon grał bardzo równo i w dużym stopniu przyczynił się do awansu do ekstraklasy.

Prawdziwym hitem transferowym okazał się jednak Antoine Gillespie. Mierzący 192 cm wzrostu rozgrywający do Sopotu przyjechał tuż przed fazą play-off, zastąpił kontuzjowanego Faulknera i z miejsca stał się gwiazdą drużyny. Jego świetna gra pozwoliła odmienić sezon i dała kibicom upragniony awans. Skład na obwodzie uzupełniali Wojciech Kamiński oraz bardzo obiecujący młodzi zawodnicy Przemysław Frasunkiewicz i Bartosz Potulski.


Wraz z awansem do drugiej ligi, koszykarze przenieśli się do Sopotu, aby móc rozgrywać mecze w domu. Nowym obiektem zmagań Trefla została Hala SKT mieszcząca się przy ulicy Haffnera. Wielu kibiców do dziś wspomina wspaniałą atmosferę panującą na trybunach. Większość spotkań oglądał komplet publiczności, a na mecze play-off często brakowało biletów.

Sezon zasadniczy w grupie B II ligi sopocianie zakończyli na trzecim miejscu z bilansem 15 zwycięstw i 7 porażek. Trefl przegrał wszystkie spotkania z Astorią Bydgoszcz i Kotwicą Kołobrzeg, a także zanotował porażki w Pruszkowie, Warszawie i Zielonej Górze. Sporym sukcesem było za to wygranie obu spotkań ze Stalą Ostrów.

Wzmocnienie w osobie Antoine’a Gillespie pozwoliło z kolei przebrnąć Treflowi przez play-off bez porażki. Rywalizacja na każdym etapie toczyła się do dwóch zwycięstw. W pierwszej rundzie na drodze zawodników trenera Ziemińskiego stanęła Polonia Warszawa. Dwa łatwe zwycięstwa 89:70 oraz 106:75 dały drużynie awans do półfinałów.

Tam czekała już wyżej rozstawiona Kotwica. Pierwszy mecz w Kołobrzegu przeszedł do historii. Sopocianie w dramatycznych okolicznościach wygrali 102:97. Już w czasie spotkania nie obyło się bez niesportowych incydentów takich jak ruszanie konstrukcją kosza, czy plucie na graczy Trefla. Rozczarowani porażką gospodarze długo nie mogli pogodzić się z porażką, posuwając się nawet do oskarżeń o doping. W rewanżu rozdrażnieni sopocianie nie dali już rywalom szans gromiąc ich 108:87. W końcówce meczu, aby dodatkowo podkreślić swoją wyższość, gracze Trefla turlali piłkę po parkiecie. Był to skromny rewanż za wydarzenia w Kołobrzegu.

W finale grupy B Trefl niespodziewanie zmierzył się z czwartą drużyną sezonu zasadniczego – Stalą Ostrów. Zawodnicy trenera Kowalczyka niespodziewanie wyeliminowali Astorię Bydgoszcz. Dzięki temu, sopocianie mieli w tej serii przewagę własnego parkietu i wygrali pierwsze spotkanie 87:76. Z Ostrowa Wielkopolskiego gracze wrócili z kolei ze zwycięstwem 90:77 i 25 marca 1997 kibice Trefla mogli świętować historyczny awans do ekstraklasy.

Za sukcesem sportowym poszedł także sukces organizacyjny. Tuż przed wywalczeniem awansu, 19 marca 1997 roku STK Trefl został przekształcony w Sportową Spółkę Akcyjną Trefl, co uczynił jako pierwszy klub koszykarski w całej Polsce. Warto także dodać, że 22 grudnia 1996 roku Trefl był gospodarzem tradycyjnego Meczu Gwiazd „Północ – Południe”, dzięki czemu fani sopockiej koszykówki mieli okazję zobaczyć w akcji na żywo najlepszych koszykarzy w kraju.

Kalendarz

Sezon 1997/1998

Zwiń

Skład: Gary Alexander, Radosław Czerniak, Przemysław Frasunkiewicz, Gregory Hillman, Przemysław Król, Wojciech Kukuczka, Roman Olszewski, Edgar Padilla, Bartosz Potulski, Jacek Rosiński, Tomasz Rospara, Grzegorz Skiba, Krzysztof Wilangowski, Justyn Węglorz, Filip Dylewicz, Paweł Machynia, Gibbs.
Trenerzy: Tadeusz Aleksandrowicz/Tomasz Służałek, Krzysztof Koziorowicz.

W klubie doskonale zdawano sobie sprawę z faktu, że gra w ekstraklasie wymaga zdecydowanych wzmocnień składu. Dlatego trener Adam Ziemiński nie dostał szansy prowadzenia zespołu po awansie i został zastąpiony szkoleniowcem, który sezon wcześniej sensacyjnie wywalczył z drużyną Komfortu Stargard Szczeciński wicemistrzostwo Polski. Po obiecującym początku sezonu, przyszła jednak seria porażek, po której Tadeusz Aleksandrowicz podał się do dymisji. Przez moment drużynę objął jego asystent, Krzysztof Koziorowicz, ale od 22 kolejki jego miejsce zajął Tomasz Służałek i to właśnie ten trener do kończył sezon z drużyną Trefla.

Siłą sopocian w debiutanckim sezonie byli zawodnicy podkoszowi. Prawdziwą gwiazdą okazał się Gary Alexander, który nie był może wysoki, ale swoją muskulaturą i potężną sylwetką bardziej przypominał kulturystę niż zawodowego koszykarza. Amerykanin był postrachem obręczy we wszystkich halach w Polsce, a jego wsady po dzień dzisiejszy wspominane są jako jedne z najbardziej efektownych w historii klubu. Amerykanin był nie tylko liderem drużyny. Wziął udział w meczu Polska – Gwiazdy Ligi, w którym wygrał konkurs wsadów. Został także uznany za MVP Meczu Gwiazd w Tarnowie, w którym zdobył 25 punktów.

Drugim Amerykaninem w drużynie był Gregory Hillman sprowadzony z Pogoni Ruda Śląska. Zawodnik nie spełnił jednak pokładanych w nim nadziei i w grudniu na jego miejsce sprowadzony został pierwszy w polskiej lidze Portorykańczyk, Edgar Padilla. Z polskich graczy największym wzmocnieniem był reprezentant Polski, Krzysztof Wilangowski, który do Sopotu trafił razem z trenerem Aleksandrowiczem z Komfortu. Kontrakty z Treflem podpisali także dwaj solidni gracze zadaniowi Radosław Czerniak i Grzegorz Skiba, a w końcówce sezonu drużynę wzmocnił także doświadczony center Justyn Węglorz.

Resztę składu stanowili zawodnicy, którzy wywalczyli awans do ekstraklasy. Roman Olszewski, Przemysław Frasunkiewicz i Tomasz Rospara wciąż odgrywali bardzo ważną rolę w zespole. Jacek Rosiński i Przemysław Król na parkiecie pojawiali się za to sporadycznie. Klub podpisał też kontrakt z młodym, zdolnym skrzydłowym, który już za parę lat, jak się okazało, stał się gwiazdą ligi i symbolem koszykówki w Sopocie. Z Bydgoszczy trafił do Trefla 17-letni Filip Dylewicz. W pierwszym sezonie jego występy można było jednak podziwiać przede wszystkim w drużynach młodzieżowych. Były to zresztą bardzo udane rozgrywki dla sopockiej młodzieży zakończone pierwszymi sukcesami w historii klubu: Mistrzostwem Polski juniorów starszych oraz Mistrzostwem Polski juniorów.


Pierwszy mecz w ekstraklasie sopocianie rozegrali 6 września 1997 roku. Miało być efektownie, ale przeprowadzony podczas prezentacji w Hali SKT mały pokaz pirotechniczny spowodował przerwanie meczu na trzy godziny z powodu zadymienia obiektu. Po powrocie na parkiet gracze sprawili jednak swoim kibicom miłą niespodziankę, gdyż grając bez Krzysztofa Wilangowiskiego i Gary’ego Alexandra zdołali pokonać Polonię Przemyśl 73:71. Bohaterem tego meczu okazał się Gregory Hillman.

Sopocianie na początku sezonu radzili sobie całkiem nieźle. Po 11 kolejkach plasowali się na czwartym miejscu, co zostało uznane za sensacyjny wynik. Do historii przeszedł także mecz rozegrany w Sopocie z Pekaesem Pruszków, zakończony dwiema dogrywkami. Trefl co prawda przegrał spotkanie 86:90, ale napędził Mistrzom Polski sporego stracha.

Po udanym początku przyszedł jednak znacznie gorszy okres. Trefl przegrał cztery mecze z rzędu, a z pracy zrezygnował trener Aleksandrowicz. Zmiany nie przyniosły pożądanego rezultatu i w efekcie sopocianie nie zakwalifikowali się do górnej ósemki kończąc pierwszy etap sezonu zasadniczego na dwunastym miejscu z bilansem 10 zwycięstw i 18 porażek.

Dwie najlepsze drużyny z dolnej siódemki miały jeszcze szansę na awans do play-off w barażach, dlatego było o co się bić. Trefl wygrał cztery pierwsze mecze drugiego etapu i wydawało się, że jest bliski osiągnięcia swojego celu. Pomimo bilansu 9-3 w tej części sezonu, sopocianie nie zdołali jednak wyprzedzić Warty Szczecin i zmagania w sezonie zasadniczym zakończyli ostatecznie na 11 miejscu.

W meczach o utrzymanie Treflowi przyszło się zmierzyć z drużyną ITK Noteć Inowrocław. Po dwóch bardzo wyrównanych meczach w Sopocie, podopieczni trenera Służałka prowadzili w serii do trzech zwycięstw 2:0. W Inowrocławiu gospodarze zdołali doprowadzić jeszcze do czwartego meczu, ale w kolejnym spotkaniu zwycięstwo 82:60 zapewniło sopocianom ekstraklasowy byt. W dwumeczach o miejsca 9-12, Trefl okazał się lepszy najpierw od Unii Tarnów, a następnie od Warty Szczecin.

Tym samym w swoim debiutanckim sezonie Trefl zakończył rozgrywki na dziewiątym miejscu, co było dobrym wynikiem biorąc pod uwagę możliwości drużyny.

Kalendarz

Sezon 1998/1999

Zwiń

Skład: Kenny Williams, Tomasz Rospara, Filip Dylewicz, Radosław Czerniak, Bartosz Potulski, Byron Houston, Paweł Kowalczuk, Łukasz Kasperzec, Michał Hlebowicki, Gienadij Silantjew, Paweł Machynia, Dariusz Lewandowski, Antwon Johnson, Przemysław Frasunkiewicz, Duane Cooper, Brian Miles, Ikena Nwankwo, Galen Robinson, Ronald Henderson, Gregor Belina.
Trenerzy: Arkadiusz Koniecki (do 28. kolejki), Mariusz Karol, Krzysztof Koziorowicz.

Z drugim sezonem w ekstraklasie, kibice i działacze wiązali ogromne nadzieje, licząc na pierwszy w historii klubu awans do play-off. Zadanie przerosło to jednak możliwości drużyny. Zespół oddano w ręce Arkadiusza Konieckiego, który jednak opuścił drużynę w trakcie rozgrywek, a jego miejsce zajął ponownie asystent Krzysztof Koziorowicz. Sporych roszad nie udało uniknąć się także w składzie. Przez skład przewinęło się w sumie 20 zawodników, z czego 10 obcokrajowców.

Po informacjach odnośnie budowanego latem składu można było być optymistą. Zespół powierzono w ręce doświadczonego trenera, który sezon wcześniej zajął z Pogonią Ruda Śląska piąte miejsce, a dodatkowo przywiózł ze sobą do Sopotu świetnego rozgrywającego z przeszłością w NBA – Duane’a Coopera. Dobrą decyzją okazał się także transfer Byrona Houstona, który w najlepszej lidze świata rozegrał ponad 200 spotkań.

Włodarzom klubu udało się także przekonać do podpisania umowy Michała Hlebowickiego. Obiecujący skrzydłowy reprezentacji Polski w Białymstoku wywalczył tytuł króla strzelców ligi. Nic więc dziwnego, że dwuletni kontrakt z graczem ucieszył większość kibiców. Trefl kontynuował zresztą swoją politykę stawiania na młodych graczy. Postępy nadal czynili Filip Dylewicz, Przemysław Frasunkiewicz, Bartosz Potulski, czy Tomasz Rospara, a w sezonie 1998/99 dołączył do nich także Paweł Kowalczuk.

Ciekawostką było także zatrudnienie Dariusza Lewandowskiego. Mierzący 212 cm wzrostu zawodnik został wypatrzony na treningu… piłki ręcznej. Przez długi czas Trefl dysponował najmłodszą drużyną w całej lidze. Nowym nabytkiem był także Łukasz Kasperzec, a z debiutanckiego sezonu miejsce w składzie zachował Radosław Czerniak.

Niestety Duane Cooper już w grudniu dostał korzystniejszą propozycję z Grecji, a że nie najlepiej układała mu się współpraca z trenerem, to postanowił z niej skorzystać. W jego miejsce w Sopocie pojawił się superstrzelec Kenny Williams, który z miejsca stał się najskuteczniejszym graczem drużyny i to głównie od jego gry zależała postawa na parkiecie całej drużyny.

Przez cały sezon brakowało jednak wsparcia dla liderów drużyny, aby móc nawiązać walkę o play-off. Wielu graczy przyjeżdżało do Sopotu, ale żaden z nich nie zagrzał długo miejsca. Brian Miles, Ikenna Nwankwo, Galen Robinson, Ronald Henderson, Gregor Belina, czy Gienadij Silantjew to wszystko zawodnicy, którzy nie spełnili pokładanych w nich nadziei i musieli opuścić Trefla. Częste zmiany spowodowały brak stabilizacji w składzie, przez co ciężko było osiągnąć korzystny wynik.

W trakcie sezonu klub musiał radzić sobie z wieloma problemami, ale w porę, w listopadzie, z pomocą przyszedł potężny sponsor – Prokom Software S.A., a zespół zmienił nazwę na Prokom Trefl Sopot. To rozpoczęło zupełnie nowy rozdział w historii koszykówki na Pomorzu.

Sopocianie sezon rozpoczynali tym razem na wyjeździe. Wysoka porażka z Zagłębiem Maczki Bór Sosnowiec była pierwszym ostrzeżeniem. Pierwsze zwycięstwo Trefl odniósł dopiero w piątej kolejce pokonując po dogrywce w Hali SKT Azoty Unię Tarnów 87:83. W całej pierwszej rundzie Trefl wygrał jednak zaledwie cztery mecze.

Runda rewanżowa była już bardziej łaskawa dla graczy trenera Konieckiego. Sopocianie wygrali w niej siedem spotkań, ale wszystkie zostały odniesione w domu. Na wyjeździe koszykarze radzili sobie dużo gorzej i przegrali wszystkie rozegrane mecze. Najbliżej wygranej byli w Szczecinie, gdzie w 18. kolejce przegrali po dogrywce z Wartą 100:102, mimo iż musieli sobie radzić bez Byrona Houstona.

To spotkanie zapisało się jednak w historii z innego powodu. Kenny Williams w Szczecinie ustanowił bowiem strzelecki rekord PLK odkąd prowadzone są oficjalne statystyki. Amerykanin trafił aż 14 razy za trzy punkty i spotkanie zakończył z 54 punktami na koncie. Do dziś nikomu nie udało się poprawić tego wyniku.

Po 30 kolejkach Trefl uplasował się na 11 miejscu w tabeli z bilansem 11 zwycięstw i 19 porażek. Do upragnionego miejsca w play-off zabrakło czterech zwycięstw. Tym samym sopocianom pozostała walka o utrzymanie, gdzie na drodze stanęła po raz kolejny drużyna Warty. Kenny Williams nie był już w tych meczach tak skuteczny, ale prowadzeni przez trenera Koziorowicza gracze i tak zdołali wygrać tą serię 3:0. W dwumeczach o miejsca 9-12 Trefl najpierw minimalnie uległ drużynie Polonii Przemyśl, a następnie dwukrotnie wygrał z AZS Lubelski Węgiel. Dzięki temu Trefl swój drugi sezon w ekstraklasie zakończył na 11 miejscu. Na pocieszenie młodzi gracze obronili zdobyte rok wcześniej Mistrzostwo Polski Juniorów Starszych.

Kalendarz

Sezon 1999/2000

Zwiń

Skład: Daniel Blumczyński, Jarosław Darnikowski, Filip Dylewicz, Przemysław Frasunkiewicz, Michał Hlebowicki, Łukasz Kasperzec, Paweł Kowalczuk, Dariusz Lewandowski, Corey Louis, Paweł Machynia, Darius Maskoliunas, Jerrod Mustaff, Ike Nwankwo, Bartosz Potulski, Goran Savanovic, Zoran Stevanovic, Venson Hamilton.
Trenerzy: Ryszard Szczechowiak/Eugeniusz Kijewski, Mariusz Karol.

W sezonie 1999/00 ambicje klubu sopockiego klubu zbiegły się z możliwościami, dzięki większemu zaangażowaniu ze strony sponsora. Celem klubu miał być awans do play-off i zagwarantowanie drużynie miejsca w europejskich pucharach. Zespół oddano w ręce Ryszarda Szczechowiaka, ale po niepowodzeniach w sezonie zasadniczym, jego miejsce 7 lutego 2000 roku zajął Eugeniusz Kijewski. Był to początek siedmioletniej współpracy tego szkoleniowca z Prokomem Trefl.

Hitem transferowym lata było zakontraktowanie Dariusa Maskoliunasa. Litwin był w tym czasie świeżo upieczonym mistrzem Euroligi z zespołem Żalgirisu Kowno. Miał także pewne miejsce w reprezentacji swojego kraju. Uroczyste podpisanie kontraktu odbyło się na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej w Suwałkach. „Moska” w Sopocie spędził prawie pięć sezonów i choć nigdy nie był łowcą punktów, czy asyst, zaskarbił sobie sympatię kibiców swoim zaangażowaniem w obronę i mądrością na boisku.

Włodarzom Trefla udało się także namówić do podpisania kontraktu dwóch strzelców, Daniela Blumczyńskiego i Jarosława Darnikowskiego. Pierwszy zaprezentował się z bardzo dobrej strony w meczach z sopocianami w poprzednich rozgrywkach w barwach Warty. Drugi był bardzo doświadczonym zawodnikiem, który przyjechał do Prokomu Trefla razem z trenerem z Torunia. Polską część składu uzupełniali gracze dobrze znani sopockiej publiczności: Michał Hlebowicki, Filip Dylewicz, Przemysław Frasunkiewicz, Bartosz Potulski, czy Paweł Machynia.

Z zawodników zagranicznych, poza wspomnianym wyżej Maskoliunasem, obwód Prokomu Trefla wzmocnił także Serb Goran Savanović, który grał na pozycji rzucającego. Pod koszem pierwsze skrzypce odgrywał Corey Louis. Amerykanin nie był może wirtuozem w ataku, ale doskonale nadawał się do zadań obronnych i zbiórek.

Klub przez cały sezon miał jednak problemy ze znalezieniem drugiego gracza pod kosz. Na początku w Prokomie Treflu pojawił się Venson Hamilton. Wkrótce jego miejsce zajął jednak zawodnik z przeszłością w NBA, Jerrod Mustaf, który jednak nie wrócił do drużyny po przerwie świątecznej. Po krótkiej przygodzie z sezonu wcześniej, drugą szansę otrzymał Ike Nwankwo, ale jej nie wykorzystał, więc trener Kijewski po raz drugi ściągnął do Sopotu Mustafa. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, gdyż Amerykanin był bardzo ważnym graczem w decydujących meczach sezonu.


Rozgrywki Prokom Trefl rozpoczął bardzo dobrze, od czterech zwycięstw w pięciu meczach. Niestety dobra seria szybko się skończyła, a do końca pierwszej rundy sopocianie przegrali sześć z dziesięciu spotkań. Jeszcze gorzej było w rundzie rewanżowej. Podopieczni trenera Szczechowiaka dobre mecze przeplatali ze słabymi. W końcu w lutym cierpliwość włodarzy klubu się wyczerpała i przed 24 kolejką doszło do zmiany na stanowisku trenera.

Debiut Eugeniusza Kijewskiego trudno zaliczyć do udanych. Sopocianie zmierzyli się z bezpośrednim rywalem w walce o play-off, Komfortem Forbo Stargard Szcz. Spotkanie było bardzo wyrównane, a o porażce 63:66 gospodarzy w dużej mierze przesądziło zaliczenie dwóch punktów po zbiciu piłki znad obręczy przez Michała Hlebowickiego po jednym z rzutów wolnych. To była jedna z najbardziej kontrowersyjnych decyzji sędziowskich w historii klubu.

Mecz z Komfortem zapoczątkował serię pięciu porażek z rzędu, które ostatecznie pogrzebały szanse drużyny na awans do play-off. W przedostatniej kolejce na pocieszenie kibicom pozostało zwycięstwo z Mistrzami Polski z Wrocławia 79:76. Sezon zasadniczy Prokom Trefl zakończył na dziewiątym miejscu z bilansem 14 zwycięstw i 16 porażek.

Gdy już wydawało się, że sezon będzie stracony, sopocianie przebili się do turnieju finałowego Pucharu Polski. Po drodze musieli wygrać grupę, w której zmierzyli się z Brokiem Czarnymi Słupsk, Zastalem Zielona Góra, AZS Toruń, Komfortem Forbo Stargard Szcz. oraz PKK Wartą Szczecin. W ćwierćfinale czekał już Cersanit Nomi Kielce. Pierwsze spotkanie na wyjeździe Prokom Trefl wygrał 90:83, a w rewanżu padł remis 74:74.

Turniej najlepszych czterech drużyn rozegrano we Wrocławiu. Po emocjonującym spotkaniu w podwrocławskim Brzegu Dolnym, sopocianie wyeliminowali Stal Wega Ostrów Wlkp., wygrywając 85:84. W finale w Hali Ludowej Prokom Trefl spotkał się z Hoopem Pruszków. Rozpędzeni sopocianie nie dali szans rywalom, wygrali 79:63 i 26 marca 2000 roku wznieśli do góry pierwsze w historii klubu trofeum. Ten sukces zagwarantował drużynie możliwość występów w Pucharze Koraca.

Kończąca sezon walka o utrzymanie była już tylko formalnością. Zawodnicy trenera Kijewskiego w trzech meczach rozprawili się z Wartą Szczecin, zapewniając sobie możliwość gry w ekstraklasie w kolejnych rozgrywkach. Następnie Prokom Trefl wygrał jeszcze dwukrotnie z Azotami Unią Tarnów, a także z AZS Lublin, kończąc Lech Basket Ligę na dziewiątym miejscu. Młodzi zawodnicy po raz trzeci z rzędu zdobyli za to Mistrzostwo Polski Juniorów Starszych.

Kalendarz

Sezon 2000/2001

Zwiń

Skład: Andrzej Adamek, Michael Ansley, Rafał Bigus, Daniel Blumczyński, Jarosław Darnikowski, Filip Dylewicz, Venson Hamilton, David Hinton, Goran Kalamiza, Dariusz Lewandowski, Darius Maskoliunas, Igor Milicic, Jerrod Mustaf, Bartosz Potulski, Piotr Szybilski, Tomasz Wilczek, Josip Vrankovic.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski, Mariusz Karol.

Zdobycie Pucharu Polski dało sopocianom klucz do europejskich pucharów. Perspektywa występów w Pucharze Koraca, a także stojąca z roku na rok na coraz wyższym poziomie organizacja klubu pozwoliły skusić do podpisania kontraktów lepszych graczy. Trener Eugeniusz Kijewski miał z czego wybierać, szczególnie, że latem 2000 roku w drużynie zaszły spore zmiany.

Po wielu latach spędzonych w Sopocie Przemysław Frasunkiewicz przeniósł się do Szczecina. Z oferty nowego kontraktu nie skorzystał Corey Louis, podobnie jak Michał Hlebowicki, który podpisał umowę w Pruszkowie. Paweł Machynia znalazł pracę w Zielonej Górze w II lidze. Tym samym w drużynie pozostali tylko Darius Maskoliunas, Daniel Blumczyński, Filip Dylewicz, Dariusz Lewandowski i Bartosz Potulski. Nowy kontrakt podpisał także Jerrod Mustaf, który jednak szybko pożegnał się z zespołem ze względu na słabą grę.

Gwiazdą drużyny został Josip Vranković, reprezentant Chorwacji i nieprzeciętny strzelec. To kolejny zawodnik, który w ciągu trzech sezonów spędzonych w Prokomie Treflu zaskarbił sobie ogromną sympatię kibiców. Z pozoru „Joke” był bardzo przewidywalny. Nie był specjalnie szybki, większość akcji kończył na lewą stronę, ale jego półhaków nie potrafił zatrzymać żaden zawodnik w lidze. Jego firmowym zagraniem był też dwutakt z przełożeniem piłki za plecami.

Skład na obwodzie uzupełniali dwaj zawodnicy zadaniowi. Prosto z Wrocławia udało się nakłonić do przyjazdu nad morze Tomasza Wilczka oraz Andrzeja Adamka. Prawdziwym skarbem okazało się jednak zatrudnienie Piotra Szybilskiego. Reprezentant Polski w Sopocie czuł się jak ryba w wodzie i rozegrał jeden z najlepszych sezonów w karierze.

Pod koszem sopocianie mieli spory problem. Poza grającym słabo Mustafem, pokładanych w nim nadziei nie spełniał także David Hinton. Przez chwilę sopocianie wrócili do pomysłu sprzed roku zatrudniając Vensona Hamiltona. Wtedy plany pokrzyżowała mu kontuzja. Tym razem także nie zagrzał długo miejsca i musiał opuścić Sopot. Podobnie jak Goran Kalamiza, który prowadził grę zespołu w pierwszej części sezonu.

W ich miejsce Prokom Trefl zatrudnił Igora Milicicia, Michaela Ansleya, a także wypożyczył z Śląska Rafała Bigusa. Pierwszy był uznanym w polskiej lidze rozgrywającym, którego udało się przechwycić z Polonii Warszawa. Włodarzom Prokomu Trefla wpadł już w oko sezon wcześniej, gdy prowadził grę Cersanitu Nomi Kielce. W sezonie 2000/01 podpisał kontrakt z Polonią i już w czwartej kolejce grał mecz w Trójmieście. Prokom Trefl ostatecznie wygrał 77:71, ale 22 punkty Milicicia zapadły wielu osobom w pamięć.

Micheal Ansley to z kolei jedna z najbardziej barwnych postaci, które kiedykolwiek pojawiły się w w polskiej lidze. W NBA rozegrał 149 meczów, potem grał między innymi w Turcji i w Hiszpanii. Zasłynął nie tylko ze względu na swoje ponadprzeciętne poczucie humoru, ale przede wszystkim ze względu na świetną grę. Pomimo problemów z nadwagą, w ekstraklasie ciężko było znaleźć gracza, który mógłby się z nim równać pod względem zbiórek i walki pod koszem. Swoim doświadczeniem zawsze potrafił znaleźć sposób, aby wywalczyć piłkę dla siebie.

Jednym z kluczowych graczy w tej drużynie okazał się także niespodziewanie Rafał Bigus. Środkowemu Śląska przylepiono łatkę zawodnika, który spala się psychicznie w momencie pojawiania się na parkiecie. W Sopocie zupełnie się to nie potwierdziło i gdy tylko wypożyczony z Wrocławia zawodnik poczuł zaufanie ze strony trenera i dostawał dobre podania od rozgrywającego, z miejsca stał się jednym z lepszych centrów w lidze.


Sezon Prokom Trefl rozpoczynał w Hali AWFu w Gdańsku meczem o Superpuchar rozegranym 3 września 2000 roku. Było to o tyle ciekawe spotkanie, że po raz pierwszy oficjalnie rozegrane wg nowych zasad w koszykówce z podziałem meczu na cztery kwarty zamiast dwóch połów. Po emocjonującym spotkaniu lepsi okazali się Mistrzowie Polski z Wrocławia, którzy wygrali 67:66.

Swój debiut w Pucharze Koraca sopocianie zanotowali 29 września 2000 roku w meczu eliminacyjnym z niemieckim Avitos Giessen. Sopocianie dość łatwo wygrali pierwsze spotkanie z zespołem, w którym występował Michael Jordan (zbieżność nazwisk przypadkowa). W Polsce padł wynik 77:65 dla Prokomu Trefla. Rewanż okazał się większym wyzwaniem, ale pomimo porażki 74:85, to Prokom Trefl cieszył się z awansu. Sopocianie okazali się lepsi zaledwie o jeden mały punkt w dwumeczu. Znacznie mniej wymagający okazał się przeciwnik w drugiej rundzie eliminacji. Z austriackim Oberwart Gunners sopocianie już w pierwszym meczu na wyjeździe wygrali 87:72, a w rewanżu 106:55. Tym samym gracze trenera Kijewskiego zakwalifikowali się do rozgrywek grupowych.

W nich na drodze zespołu stanęły zespoły Hoopu Pruszków, BK Opava (Czechy) oraz Ricoh Amsterdam (Holandia). Dobra gra we własnej hali i trzy wysokie zwycięstwa wystarczyły, aby zakwalifikować się do kolejnej fazy grupowej dzięki korzystnemu bilansowi małych punktów. Sopocianie fazę grupową zakończyli z bilansem 3-3.

W 1/8 finału Prokom Trefl trafił na silnego rywala z Rosji, zespół Lokomotiwu Mineralne Wody. Rosjanie wygrali we własnej hali 78:71, ale w Trójmieście to Prokom Trefl dyktował warunki wygrywając 83:68. Niestety przygoda koszykarzy w europejskich pucharach skończyła się na ćwierćfinale. Bardziej doświadczony zespół Hemofarmu Vrsać wygrał już pierwszy mecz w Trójmieście 64:59, a w rewanżu kontrolował sytuację i wygrał 70:54. Pomimo porażki, sezon w Europie zakończył się dla sopocian sukcesem.

W rozgrywkach ligowych celem był upragniony awans do fazy play-off. Gracze Prokomu Trefla od początku sezonu chcieli zapewnić sobie przewagę i z pierwszych sześciu spotkać wygrali pięć. Na półmetku sezonu zasadniczego bilans nie był już jednak tak okazały i wynosił 9 zwycięstw i 5 porażek, a mógł być nawet gorszy, gdyby nie bardzo dobra gra Igora Milicicia w końcówkach meczów z Legią w Sopocie i Stalą w Ostrowie Wlkp.

W rundzie rewanżowej po wzmocnieniach i zgraniu nowych zawodników z resztą zespołu, sopocianie grali już dużo lepiej. W pewnym momencie zanotowali nawet serię sześciu meczów bez porażki. Pokonali między innymi Anwil Włocławek 84:65 na własnym parkiecie, a także wywieźli cenne punkty ze Stargardu Szczecińskiego. Po 28 kolejkach uplasowali się ostatecznie na czwartym miejscu z bilansem 19 zwycięstw i 9 porażek. Dzięki temu mieli przewagę własnego parkietu w pierwszej rundzie play-off.

Przez pierwszą rundę sopocianie przebrnęli bez porażki, ale i nie bez problemów. W porę zdążył się wyleczyć Josip Vranković, który zdobył 27 punktów w meczu otwierającym serię, zakończonym zwycięstwem Prokomu Trefla 82:80. Drugie spotkanie gracze trenera Kijewskiego wygrali 75:67. Po trzech kwartach wyjazdowego, trzeciego meczu, wydawało się, że losy rywalizacji są już rozstrzygnięte, ale Gospodarze zdołali prawie w całości zniwelować 17 punktów straty. Skończyło się jednak na strachu i zwycięstwie 75:73.

Na drodze do finału stanął Zepter Śląsk Wrocław. Niestety, osłabieni pod koszem sopocianie – bez kontuzjowanego Piotra Szybilskiego i nieobecnego z powodów formalnych Rafała Bigusa (klauzula w kontrakcie nie pozwalała mu wystąpić w meczach przeciwko drużynie, z której został do Sopotu wypożyczony) nie byli w stanie przeciwstawić się wielokrotnym mistrzom Polski. Zdołali jednak napędzić Mistrzom Polski stracha we Wrocławiu (73:69, 92:86). W Trójmieście brak klasycznego centra okazał się przeszkodą nie do przejścia i po porażce 62:75 rywale cieszyli się z awansu.

W serii o 3. miejsce Prokom Trefl pokonał Hoop Pruszków 3:1. Wypoczęty Rafał Bigus był nie do zatrzymania pod tablicami, a kolejne świetne mecze rozgrywał Josip Vranković. Sopocianie nie dali się zaskoczyć we własnej hali i po wygranych 76:71 oraz 72:70, jechali do Pruszkowa zakończyć serię. Pierwsze podejście zakończyło się niepowodzeniem (84:86), a rywale zdołali przedłużyć rywalizację do czwartego meczu. 13 mają 2001 roku wygrali jednak 73:67 i tym samym wywalczyli pierwszy w historii klubu medal – brązowy.

Drużyna z Pruszkowa nie miała zresztą w tym sezonie szczęścia do sopocian, z którymi przegrała także w finale Pucharu Polski. W turnieju Final Four w Słupsku Prokom Trefl pokonał gospodarzy w półfinale 76:73 i pruszkowian 81:72 w finale. Tym samym drużyna obroniła trofeum zdobyte rok wcześniej.

Kalendarz

Sezon 2001/2002

Zwiń

Skład: Igor Milicic, Alan Gregov, Petr Welsch, Bartosz Potulski, Darius Maskoliunas, Daniel Blumczyński, Josip Vrankovic, Dragan Markovic, Tomasz Wilczek, Gary Alexander, Michael Ansley, Tomasz Jankowski, Filip Dylewicz, Piotr Szybilski, Joe McNaull.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski, Mariusz Karol.

Był to jeden z najlepszych i najstabilniejszych sezonów w historii klubu. Po zdobyciu brązowego medalu, włodarze Prokomu Trefla stanęli przed trudnym zadaniem utrzymania podstawowego składu. Udało się to wykonać praktycznie w stu procentach, a nowi gracze wzmocnili drużynę na tyle, że udało się zakończyć rozgrywki kolejnym sukcesem. Sopocianie po raz drugi z rzędu zagrali także w Pucharze Koraca. Trenerem po raz kolejny został Eugeniusz Kijewski, a jego asystentem nadal był Mariusz Karol.

W drużynie udało się zatrzymać Josipa Vrankovicia, Michaela Ansleya, Dariusa Maskoliunasa, Igora Milicicia oraz Piotra Szybilskiego, czyli praktycznie wszystkich najlepszych zawodników z poprzednich rozgrywek. Jedynie Rafał Bigus powrócił do Wrocławia, po tym jak zakończył mu się okres wypożyczenia. Cennymi zmiennikami byli nadal Daniel Blumczyński oraz Tomasz Wilczek, a coraz większą rolę w drużynie odgrywał Filip Dylewicz.

Największym wzmocnieniem w nowym zespole był Joe McNaull. Amerykanin z polskim paszportem przeniósł się do Sopotu z mistrzowskiej drużyny z Wrocławia, co było jednym z największych hitów okresu transferowego. Popularny „Józek” idealnie pasował do taktyki Prokomu Trefla i choć problemy ze zdrowiem wykluczyły go z decydującej fazy rozgrywek i tak miał bardzo duży wkład w ostateczny sukces. Amerykanin był też jednym z ulubieńców publiczności.

Sopocianie postarali się o jeszcze jedno solidne wzmocnienie pod koszem. Z Włocławka po sześciu latach spędzonych w Nobilesie postanowił wyjechać Tomasz Jankowski. Silny skrzydłowy reprezentacji Polski podpisał dwuletni kontrakt z drużyną Prokomu Trefla i był cennym wzmocnieniem drużyny pod koszem. Jego znakiem rozpoznawczym był nietypowy rzut za trzy punkty, wykonywany zza pleców.

Skład uzupełniali gracze bałkańscy Dragan Marković i Alan Gregov. Pierwszy był typowym strzelcem i specjalistą od rzutów za trzy punkty, sprowadzonym z Partizana Belgrad. Drugi to znany w polskiej lidze rozgrywający. Chorwat zastąpił w drużynie reprezentanta Czech, Petra Welscha, który nie sprawdził się w Sopocie.

W czasie rozgrywek klub postarał się także o spektakularny powrót. Jako, że Piotr Szybilski przez cały sezon nie był w stanie wrócić do formy z poprzednich rozgrywek, klub wypożyczył go do Ślaska, a w jego miejsce w Sopocie ponownie pojawił się Gary Alexander. Amerykanin nie był już tak dominującym zawodnikiem jak w debiutanckim sezonie w Treflu, ale razem z Michaelem Ansleyem tworzył najpotężniejszy duet graczy podkoszowych w lidze.

Sezon tradycyjnie rozpoczął się meczem o Superpuchar. Gospodarzem byli Mistrzowie Polski z Wrocławia, ale nie przeszkodziło to graczom trenera Kijewskiego w rozgromieniu rywali 101:74. Szokowały rozmiary zwycięstwa, zważając na fakt, iż we wrocławskiej kadrze były takie nazwiska jak Michael Hawkins, Gintaras Einikis czy Andriej Fetisow. Sopocianie udowodnili jednak, że są doskonale przygotowani do sezonu i że zamierzają ponownie walczyć w sezonie 2001/02 o medale. Pierwszy w historii Superpuchar sopocianie wygrali 16 września 2001 roku, rewanżując się rywalom za porażkę rok wcześniej.

Dobrą formę z Superpucharu koszykarze potwierdzili od pierwszych spotkań w rozgrywkach ligowych i europejskich. Drugi występ w Pucharze Koraca sopocianie rozpoczęli w rundzie wstępnej, gdzie ich rywalem był czeski zespół BVV Brno. Prokom Trefl awans praktycznie zapewnił sobie w meczu wyjazdowym, który wygrał 103:84. Spotkanie w Sopocie zakończyło się pogromem 105:60.

Gracze trenera Kijewskiego jak burza przebrnęli także przez fazę grupową. Rywalami w grupie G były zespoły Mlekarnia Kunin (Czechy), Eurasu Jekaterinburg (Rosja) oraz Pivovarna Lasko (Słowenia). W pierwszych dwóch kolejkach Prokom Trefl grał na wyjeździe, ale z podróży wrócił z kompletem punktów po zwycięstwach w Novym Jicinie 96:88 oraz Jekaterinburgu 87:81. Trzy kolejne mecze odbyły się już w Hali 100-lecia i wszystkie zakończyły się wysokimi zwycięstwami 99:79 z Pivovarną, 107:89 z Mlekarną i 104:72 z Eurasem. Po pięciu wygranych z rzędu, ostatni mecz w Słowenii (przegrany 78:86) nie miał już znaczenia dla ostatecznej kolejności. Prokom Trefl wygrał grupę z bilansem 5-1.

Dobra passa trwała także w 1/8 finału, gdzie rywalem sopocian był mistrz Węgier, KK Kaposvar. W meczu wyjazdowym formą błysnęli Dragan Marković i Alan Gregov, którzy poprowadzili zespół do zwycięstwa 88:78. Mecz rewanżowy był bardziej wyrównany, ale sopocianie bardzo skutecznie bronili zaliczki z Węgier i wygrali 98:95. Awans opłacili jednak stratą do końca sezonu Joe McNaulla, który doznał poważnej kontuzji kolana.

W ćwierćfinale los znów złączył ścieżki Prokomu Trefla z Lokomotivem Mineralne Vody, z którym rok wcześniej polski zespół wygrał w 1/8 finału. Tym razem górą byli Rosjanie, którzy już pierwsze spotkanie wygrali 87:74. Mało kto spodziewał się jednak pogromu w meczu rewanżowym. Goście wygrali 93:66, a bohaterem dwumeczu był nie kto inny niż Goran Jagodnik, który tak spodobał się włodarzom sopockiej drużyny, że w kolejnym sezonie podpisał kontrakt w Sopocie. Przygoda w europejskich pucharach po raz drugi zakończyła się na ćwierćfinale.

Na krajowych boiskach sopocianie także od początku radzili sobie bardzo dobrze. Sezon rozpoczął się 20 września 2001 roku meczem z Legią Warszawa, wygranym 94:85. Prokom Trefl zaczął rozgrywki od serii sześciu spotkań bez porażki, wygrywając po drodze po bardzo zaciętym meczu z Anwilem 88:87 w Hali 100-lecia. Pierwszej porażki doznał dopiero w siódmej kolejce we Wrocławiu, gdzie gospodarze wygrali 84:82 po punktach w końcówce Gintarasa Einikisa. Na półmetku rozgrywek sopocianie wraz z wrocławianami zajmowali fotel lidera z bilansem 10 zwycięstw i jednej porażki.

Runda rewanżowa była dla graczy trenera Kijewskiego równie udana. Co prawda w czternastej kolejce nie udało się wygrać we Włocławku, a w dziewiętnastej sopocianie niespodziewanie przegrali w Stargardzie Szczecińskim, ale były to jedyne porażki w rundzie rewanżowej. Udało się za to pokonać w Hali 100-lecia Ideę Śląsk Wrocław 86:79, czy Degustą Stalą Ostrów Wlkp. 97:84. Po 22 kolejkach Prokom Trefl zajmował pierwsze miejsce w tabeli z bilansem 19-3 i trzema punktami przewagi nad resztą stawki.

Tuż przed przed zamknięciem okienka transferowego Gary Alexander zastąpił Piotra Szybilskiego, a tuż po zamknięciu okienka, kontuzji doznał Joe McNaull. To całkowicie wybiło sopocian z rytmu. Dwie porażki we własnej hali z Anwilem (73:78) i Ideą Śląskiem (66:68) już na starcie spowodowały, że przewaga wypracowana w sezonie zasadniczym została zniwelowana. W drugiej rundzie sopocianie wygrali zaledwie trzy z dziesięciu spotkań i szczęśliwie zakończyli zmagania na drugim miejscu z bilansem 22-10.

Długi i ciężki sezon dał o sobie znać już od pierwszych meczów play-off. Po dwóch spokojnych zwycięstwach z Legią 78:70 i 115:69, Prokom Trefl pojechał na mecze rewanżowe do stolicy bez kontuzjowanego Josipa Vrankovicia. Bez swojego lidera, sopocianie przegrali oba spotkania 75:87 oraz 65:71 i losy awansu rozstrzygnąć miał piąty mecz w Sopocie. Chorwat wrócił już do gry i pomógł drużynie odnieść zwycięstwo 82:72.

Półfinał z Anwilem był jednym z najbardziej pamiętnych w historii klubu. Włocławianie mieli bardzo silny zespół z Aleksandrem Kulem, Edem O’Bannonem i Armandsem Skele na czele. Udowodnili to już w pierwszym spotkaniu, wygrywając w Hali 100-lecia 78:69. Sopocianie wygrali drugi mecz 88:83, ale przed meczami we Włocławku byli w bardzo trudnej sytuacji. Ta się jeszcze pogorszyła po trzecim meczu, przegranym wysoko 64:86.

Czwarty mecz rozegrano 5 maja 2002 roku. W połowie trzeciej kwarty wydawało się, że Prokom Trefl może się pożegnać z marzeniami o finale, gdyż przegrywał już różnicą 15 punktów. Trener Eugeniusz Kijewski na parkiet wpuścił jednak Tomasza Wilczka, który w krótkim odstępie czasu trafił trzy trójki. To poderwało sopocian do walki i pozwoliło zniwelować straty. W nerwowej końcówce Alan Gregov miał okazję rozstrzygnąć losy meczu, ale wykorzystał tylko jeden rzut wolny doprowadzając do dogrywki. W niej bezbłędny był Igor Milicić, który w końcówce zapewnił Prokomowi Trefl zwycięstwo 83:79 i wyrównanie w serii.

Następnego dnia już o czwartej rano kibice zaczęli ustawiać się w kolejce po bilety na decydujący mecz w Hali 100-lecia. Obiekt przy ulicy Goyki pękał w szwach, a atmosfera na trybunach była gorąca jak nigdy. Cichym bohaterem całej serii był Tomasz Jankowski, który ze względu na kontuzje graczy podkoszowych, musiał się momentami mierzyć ze znacznie wyższym Aleksandrem Kulem. Kluczem do zwycięstwa okazał się system obrony polegający na podwajaniu gracza Anwilu. W końcówce piątego meczu „Jankes” trafił dwa razy za trzy punkty pieczętując zwycięstwo 81:69. Swoją radość z pokonania byłego klubu celebrował wskakując na bandy reklamowe przy parkiecie.

W pierwszym w historii klubu finale, sopocianie nie mieli już wystarczająco sił i graczy, aby móc nawiązać walkę o złoto. Kontuzja kostki Josipa Vrankovicia, nie wyeliminowała go co prawda z gry, ale dokuczała mu we wszystkich meczach. Ogromna determinacja Chorwata pozwoliła mu poprowadzić zespół do honorowego zwycięstwa w trzecim meczu 86:81. Wcześniej sopocianie przegrali dwa mecze we Wrocławiu 71:84 i 71:75. W czwartym meczu rozegranym w Hali 100-lecia kibice wierzyli jeszcze w wyrównanie serii, ale goście podrażnieni wcześniejszą porażką wygrali 75:61. Piąte spotkanie w Hali Mistrzów było już formalnością. Gospodarze po zwycięstwie 101:79 mogli świętować kolejne Mistrzostwo Polski. Dla Prokomu Trefla srebro było jednak ogromnym sukcesem, biorąc pod uwagę przeszkody, jakie zespół napotkał w drodze po medal.

Kalendarz

Sezon 2002/2003

Zwiń

Skład: Drew Barry, Jacek Krzykała, Darius Maskoliunas, Daniel Blumczyński, Josip Vrankovic, Goran Jagodnik, Dragan Markovic, Tomasz Wilczek, Tomas Masiulis, Filip Dylewicz, Tomasz Jankowski, Todd Fuller, Jiri Zidek, Joseph McNaull.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski, Ryszard Poznański.

Latem 2002 roku budowa składu przebiegła wyjątkowo sprawnie. Podczas gdy większość klubów miała dopiero zabierać się za zakupy, Prokom Trefl kończył kompletowanie składu. Drużynę tradycyjnie już oddano w ręce trenera Eurgeniusza Kijewskiego, a jego asystentem został Ryszard Poznański. Sukces odniesiony w poprzednich rozgrywkach spowodował, że skład z poprzedniego sezonu wymagał jedynie kilku wzmocnień, aby ponownie móc włączyć się w walkę o Mistrzostwo Polski.

Część zawodników miała już podpisane umowy na kolejny sezon, inni bez wahania je przedłużyli. W efekcie liderzy drużyny pozostali w Sopocie, a kibice nadal mogli podziwiać akcje wracającego po kontuzji Joe McNaulla, Josipa Vrankovicia, Dariusa Maskoliunasa, czy Dragana Markovicia. W Trójmieście pozostali także dwaj cenieni zadaniowi gracze, Tomasz Wilczek i Daniel Blumczyński. Filip Dylewicz co prawda rozpoczął rozgrywki w Prokomie Treflu, ale w połowie sezonu został wypożyczony do Old Spice Pruszków, gdzie miał gwarantowaną większą liczbę minut i możliwość nabrania doświadczenia.

Z ważnych graczy w drużynie, nowej umowy nie zaproponowano tylko Igorowi Miliciciowi, gdyż w klubie uznano, że potrzebny jest lepszy rozgrywający. Wybór padł na Drew Barry’ego, jednego z synów legendy NBA, Ricka Barry’ego. Amerykanin także grał w najlepszej lidze świata, ale nie zrobił tam wielkiej kariery. W Sopocie miał tak wielu zwolenników jak i przeciwników. Potrafił bowiem bardzo efektywnie rozgrywać ataki i podawać do kolegów z drużyny, ale popełniał przy tym stylu gry sporo strat i był kiepskim obrońcą. Jego zmiennikiem był sprowadzony z Wrocławia Jacek Krzykała.

Nauczony doświadczeniem poprzedniego sezonu, klub zainwestował w zawodników podkoszowych. Kontrakt z Prokomem Trefl podpisał najsłynniejszy czeski koszykarz, Jiri Zidek. Mierzący 213 cm wzrostu potężny center, także grał w NBA, ale największy sukces odniósł w Europie, gdy razem z Żalgirisem zdobywał Mistrzostwo Euroligi. Z tamtego okresu znał się zresztą doskonale z Dariusem Maskoliunasem. W Sopocie jednak rozczarował. Grał bardzo nierówno i przegrał rywalizację w pierwszej piątce z Joe McNaullem. Biorąc pod uwagę, że na Czecha nie zawsze można było liczyć, przed zamknięciem okresu transferowego pod koszem zakontraktowano także Todda Fullera.

Znacznie cenniejszym nabytkiem okazał się Tomas Masiulis. To kolejny nabytek z byłego mistrzowskiego składu Żalgirisu, który do Prokomu Trefla przeniósł się z ligi włoskiej. Reprezentant Litwy okazał się bardzo walecznym graczem, który bardzo profesjonalnie podchodził do swojego zawodu. W ataku punkty zdobywał głównie spod samego kosza po dobitkach, choć potrafił także przymierzyć z dystansu. Przez kilka kolejnych sezonów był podstawowym zawodnikiem od czarnej roboty na parkiecie, czym zaskarbił sobie sympatię kibiców.

Trzecim wielkim ruchem transferowym i zarazem najważniejszym, było ściągnięcie Gorana Jagodnika. Słoweniec włodarzom sopockiej drużyny wpadł w oko w ćwierćfinale Pucharu Koraca, w czasie meczów z rosyjskim Lokomotivem Mineralne Vody. Nowy skrzydłowy Prokomu Trefla był graczem kompletnym. Potrafił grać zarówno na obwodzie, jak i pod koszem, potrafił świetnie zbierać oraz pod względem warunków fizycznych nie miał równych na swojej pozycji. Do tego miał charakter typowego wojownika, który nigdy nie odpuszczał i za wszelką cenę chciał wygrywać.

Wicemistrzom Polski przysługiwało miejsce w nowych rozgrywkach europejskich, które nazwano Pucharem Mistrzów FIBA. Prokom Trefl trafił do grupy C w Konferencji Północnej, gdzie zmierzył się z Skonto Ryga (Łotwa), Avtodorem Saratow (Rosja), Mlekarną Kunin (Czechy), BDF Grodno 93 (Białoruś) oraz Alitą Alytus (Litwa). Przez fazę grupową przebrnął bez porażki, wygrywając dziesięć spotkań z rzędu średnio różnicą ponad 20 punktów. Najwyższe zwycięstwo sopocianie odnieśli w meczu w Hali 100-lecia z Avtodorem, wygrywając 110:68. Najniższe zwycięstwo miało miejsce w Rydze 97:83.

Zanim drużyny przystąpiły do kolejnej fazy rozgrywek, w Wilnie odbył się turniej Final Four Konferencji Północnej. Miał on znaczenie wyłącznie prestiżowe i nie wpływał w żaden sposób na kolejną fazę rywalizacji. Oprócz Prokomu Trefla, wzięły w nim udział zespoły Anwilu Włocławek, Uniksu Kazań (Rosja), Lietuvosu Rytas Wilno (Litwa). W półfinale sopocianie zmierzyli się z Uniksem Kazań i przegrali 80:114. W meczu o trzecie miejsce lepszy okazał się z kolei Anwil, który wygrał 78:65.

W fazie ogólnoeuropejskiej gracze trenera Kijewskiego trafili do grupy C, gdzie ich rywalami były zespoły BC Ourense (Hiszpania), EiffelTowers Nijmegen (Holandia) i BK Ventspils (Łotwa). Pierwszy mecz rozegrali we własnej hali gromiąc Hiszpanów 72:48. Bez szans pozostawili także EiffelTowers, wygrywając w Holandii 94:85. Porażka na Łotwie z Ventspils 81:97 ostudziła nieco nadzieje na wygranie grupy, ale na szczęście była to jedyna porażka w tej fazie rozgrywek. Kolejne trzy zwycięstwa z Ourense 82:66, EiffelTowers 87:86 oraz Ventspils 83:81 dały drużynie ostatecznie pierwsze miejsce i awans do ćwierćfinału.

Rywalem w kolejnej fazie rozgrywek byli pogromcy Anwilu Włocławek, JDA Dijon (Francja). W składzie tego zespołu występowali dwaj Polacy, Radosław Hyży i Piotr Ignatowicz. Sopocianie świetnie zagrali w meczu wyjazdowym wygrywając 74:70. W rewanżu byli jeszcze lepsi i już do przerwy mieli prawie 20 punktów przewagi. Ostatecznie wygrali 103:87. Tym samym znaleźli się w najlepszej czwórce całych rozgrywek.

Final Four rozegrano w Salonikach. Oprócz sopocian, zagrali w nim także Aris Saloniki(Grecja), Hemofarm Vrsac (Serbia i Czarnogóra) i Ventspils (Łotwa). W półfinale Prokom Trefl po raz trzeci w tym sezonie trafili na BK Ventspils. Tym razem zwycięstwo przyszło nadzwyczaj łatwo. Po 20 minutach sopocianie mieli 12 punktów przewagi. Do końca meczu prawie podwoili tą zaliczkę kończąc mecz wynikiem 79:57.

Wielki finał, rozegrany 4 mają 2003 roku przyniósł nie tylko wielkie emocje, ale i wielkie kontrowersje. Prokom Trefl grał w nim z gospodarzami turnieju i musiał w nim walczyć nie tylko z zespołem Arisu, ale i z 5 tysiącami fanatycznych greckich kibiców. W końcówce trzeciej kwarty gracze trenera Kijewskiego prowadzili już różnicą 11 punktów. Nie do zatrzymania był jednak Willie Solomon, który zdołał wyprowadzić zespół na prowadzenie 81:80 w ostatniej minucie.

Sześć sekund przed końcem meczu trafieniem za trzy punkty popisał się Darius Maskoliunas i wydawało się, że puchar pojedzie do Polski. Faulowany Willie Solomon trafił jeden wolny, a drugi celowo przestrzelił. Sopocianie popełnili błąd przy zastawieniu, a Miroslav Rajcević dobił piłkę po niecelnym rzucie kolegi. Grecy prowadzili 84:83, a parkiet zapełnił się kibicami świętującymi zwycięstwo.

Sopocianie mieli jednak jeszcze 1,5 sekundy na odpowiedź. Po kilku minutach parkiet oczyszczono z kibiców. Dragan Marković przerzucił piłkę przez cały parkiet do Tomasa Masiulisa. Litwin był faulowany przy próbie rzutu, ale sędziowie nie zdecydowali się użyć gwizdka. Kontrowersyjnych decyzji było zresztą w tym meczu znacznie więcej. 32 punkty dla zwycięzców zdobył Willie Solomon, a 25 punktów dla Prokomu Trefla rzucił Dragan Marković. Drugie miejsce pozostawiło pewien niedosyt ale i tak było jednym z największych sukcesów w historii polskiej koszykówki.

Na ligowych parkietach od początku sezonu Prokom Trefl pokazywał ogromną determinację, co przekładało się na wysokie zwycięstwa. Sezon dla sopocian tym razem zaczynał się na wyjeździe. 21 września 2002 roku rywalem w Lublinie był miejscowy Start. Wicemistrzowie Polski wygrali to spotkanie 90:73. Pierwsza porażka miała miejsce w piątej kolejce we Włocławku. Gospodarze wygrali 95:80.

Jak się później okazało, był to jedyny przegrany mecz sopocian w pierwszym etapie rozgrywek, którzy od szóstej kolejki wygrali aż 20 spotkań pod rząd! Najcenniejsze było zwycięstwo odniesione nad aktualnymi jeszcze Mistrzami Polski we Wrocławiu 95:92. Po 22 kolejkach sopocianie prowadzili w tabeli z bilansem 21:1. Bardzo dobry mecze Prokom Trefl rozegrał także w rewanżowym meczu z Anwilem Włocławek, wygrywając we własnej hali 86:73.

Niespodziewana porażka przyszła w 23. kolejce, w której gracze trenera Kijewskiego podejmowali w Hali 100-lecia Ideę Śląsk Wrocław. Goście wzięli rewanż za przegraną z pierwszego etapu wygrywając 85:82 i przerywając serię zwycięstw sopocian. Dwukrotnymi pogromcami Prokomu Trefla okazali się za to koszykarze Polonii, którzy we własnej hali wygrali, 99:93, a na wyjeździe 79:78.

Drugi etap rozgrywek był jednak dla wicemistrzów Polski bardzo udany. Po zaciętym meczu udało się zdobyć Halę Mistrzów we Włocławku i wygrać 75:71. To spotkanie praktycznie rozstrzygnęło losy pierwszego miejsca w tabeli. Zacięty mecz po raz kolejny obejrzeli także kibice we Wrocławiu, gdzie w meczu wymagającym dogrywki wynik spotkania rozstrzygnął rzut za trzy punkty Gorana Jagodnika. Sopocianie wygrali 71:70. Ostatecznie osiągnęli imponujący bilans 28 zwycięstw i 4 porażek.

Prokom Trefl jako jedyny musiał praktycznie do końca sezonu godzić rozgrywki pucharowe z ligowymi. Z tego powodu, pierwsza runda play-off z Komfortem Stargard Szczeciński została przeniesiona na późniejszy termin. Po powrocie z Salonik, sopocianie szybko rozprawili się jednak z rywalem 3:0, wygrywając kolejno 77:70, 86:51 i 88:67.

Długi sezon dał o sobie znać w półfinale. Dodatkowo Polonia była bardzo niewygodnym przeciwnikiem dla sopocian. Nikt się jednak nie spodziewał, że gracze trenera Kamińskiego dwukrotnie wygrają w Hali 100-lecia 85:77 oraz 76:75. Prokom Trefl znalazł się pod bramką, ale potrafił wyjść z opresji w meczach rewanżowych. W trzecim meczu wygrał 97:86, a w czwartym 89:74. Piąte spotkanie było już tylko formalnością i zakończyło się zwycięstwem 80:69. Półfinał z Polonią był jednak jednym z najtrudniejszych i najbardziej dramatycznych w historii klubu.

Emocji nie brakowało także w finale. Sopocianie mieli przewagę własnego parkietu, ale stracili ją już w pierwszym meczu, przegrywając z Anwilem 65:66. Punkty na wagę zwycięstwa zza linii 6,25 m zdobył Jeff Nordgaard. Jak się później okazało, był to kluczowy mecz dla całej rywalizacji. Bohaterem drugiego meczu został Jiri Zidek, który pierwsze spotkanie oglądał z trybun, gdyż nie mieścił się w składzie meczowym. Zastąpił kontuzjowanego Joe McNaulla i zdobył 19 punktów, prowadząc drużynę do zwycięstwa 70:59.

Trzecie spotkanie sopocianom zupełnie nie wyszło. Rywale kontrolowali wynik meczu praktycznie przez czterdzieści minut i wygrali pewnie 73:61. Niespodziewanie łatwo przyszło za to sopocianom zwycięstwo w meczu numer cztery. Świetnie grali Joe McNaull i Goran Jagodnik, którzy w sumie zdobyli 39 punktów. Prokom Trefl wygrał 86:72 i wyrównał stan rywalizacji na 2:2. Kiedy wszystko wskazywało już, że sopocianie są na dobrej drodze do zdobycia pierwszego mistrzowskiego tytułu, przegrali niespodziewanie piąty mecz w Sopocie 59:69.

Przed szóstym spotkaniem Włocławek był już gotowy na świętowanie. Gracze trenera Kijewskiego robili jednak wszystko co w ich mocy, aby odłożyć dekorację do siódmego spotkania. W czwartej kwarcie prowadzili już nawet 12 punktami. Końcówka należała jednak do gospodarzy, a w szczególności do Krisa Langa, który przyczynił się do odrobienia strat. 1,5 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry na tablicy był remis. Prokom Trefl miał więc szansę na przeprowadzenie zwycięskiej akcji. Piłkę z boku wybijał Dragan Marković i wyrzucił ją idealnie nad obręcz do Joe McNaulla. Amerykanin był bardzo bliski zdobycia zwycięskich punktów, ale piłka w ostatniej chwili wyślizgnęła mu się z rąk. W dogrywce gospodarze nie dali już sobie odebrać zwycięstwa. Nie pomogły 32 punkty Gorana Jagodnika.

Sezon 2002/03 zakończył się więc rozczarowaniem z powodu zdobycia srebrnego medalu w rozgrywkach krajowych i sukcesem jakim było wywalczenie drugiego miejsca w europejskich pucharach.

Kalendarz

Sezon 2003/2004

Zwiń

Skład: Jermaine Boyette, Travis Conlan, Filip Dylewicz, Gintaras Einikis, Goran Jagodnik, Dusan Jelic, Dragan Markovic, Tomas Masiulis, Darius Maskoliunas, Mark Miller, Piotr Moreń, Tomas Pacesas, Andrzej Pluta, Mirosław Radosevic, Mariusz Redek, Kebu Stewart, Tomasz Świętoński, Denis Vrsaljko.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski, Jacek Winnicki.

To był jeden z bardziej burzliwych sezonów w Sopocie. Po porażce w finale z Anwilem w klubie zdecydowano się na poważne zmiany w składzie. Stanowisko utrzymał co prawda trener Eugeniusz Kijewski, ale jego nowym asystentem został Jacek Winnicki, a z zespołem pożegnało się kilku bardzo ważnych zawodników. Letnie transfery nie do końca się udały, dlatego przez skład przewinęło się w sumie 18 koszykarzy. Kto by się spodziewał, że to właśnie w tym sezonie Prokom Trefl sięgnie po pierwsze złoto?

Przegrana seria z Anwilem skończyła w Prokomie Treflu pewien etap. Z drużyną pożegnali się zawodnicy do dziś uznawani za ikony sopockiego klubu: Josip Vranković i Darius Maskoliunas (ten drugi powrócił do zespołu w grudniu). Na przedłużenie umów nie mogli także liczyć Joe McNaull, Jiri Żidek, Drew Barry oraz wszyscy Polacy. To oznaczało bardzo dużą przebudowę składu, a jednym z założeń było odmłodzenie drużyny.

Na szczęście sezon wcześniej zadbano o to, aby kontrakty Gorana Jagodnika, Dragana Markovicia i Tomasa Masiulisa trwały dłużej i cała trójka pozostała w Sopocie w sezonie 2003/04. Z wypożyczenia z Pruszkowa powrócił z kolei Filip Dylewicz, który w nowej drużynie Prokomu Trefla miał odgrywać większą rolę, a z zespołu rezerw drużynę mieli wspierać Piotr Moreń i Mariusz Redek.

Pierwszymi wzmocnieniami przed sezonem byli Tomas Pacesas i Andrzej Pluta. Obaj w dużym stopniu przyczynili się do porażki sopocian w finale, dlatego trener Eugeniusz Kijewski uznał, że w kolejnych rozgrywkach warto ich mieć po swojej stronie, gdyż taki transfer nie tylko wzmacniał jego drużynę, ale zarazem osłabiał rywali.

Pod koszem pierwsze skrzypce miał odgrywać litewski środkowy Gintaras Einikis, który wcześniej zaliczył średnio udany epizod w Śląsku Wrocław. W Prokomie Treflu przez większość sezonu grał bardzo nierówno i często rozczarowywał, ale w finale pokazał klasę i nie miał sobie równych. Jego charakterystyczne rzuty hakiem do dzisiaj przywoływane są w dyskusjach kibiców. Bez niego sopocianie mogliby nie wywalczyć tytułu mistrzowskiego.

Niestety kolejne transfery przysporzyły sopocianom mniejszych, lub większych problemów. Michaił Michajłow nie przeszedł nawet testów medycznych, Miroslav Radosević ukrył przed klubem operację kręgosłupa i gdy tylko kontuzja zaczęła o sobie znowu dawać znać opuścił Sopot, z Travisem Conlanem i Kebu Stewartem były problemy pozasportowe, a Jermaine Boyette i Denis Vrsaljko nie spełnili oczekiwań na parkiecie.

Strzałem w dziesiątkę okazało się za to zatrudnienie Marka Millera już w trakcie sezonu. Amerykanin mierzył zaledwie 188 cm wzrostu , ale dzięki nieprzeciętnej skoczności od pierwszych spotkań zachwycał kibiców swoimi efektownymi wsadami. Jego atutem była też szybkość i to prawdopodobnie te dwa elementy spowodowały, że szybko stał się jednym z ulubieńców publiczności oraz jednym z najefektowniejszych zawodników w historii klubu. Drużynę Prokomu Trefla reprezentował w dwóch sezonach.

W trakcie rozgrywek do drużyny dołączył także Dusan Jelić, który miał wspomóc w walce podkoszowej Gintarasa Einikisa. Do zespołu, ku radości kibiców, powrócił również Darius Maskoliunas. Litwin spędził kilka miesięcy w Grecji, ale tuż po nowym roku znów założył zółto-czarną koszulkę Prokomu Trefla i w Sopocie zakończył swoją karierę zawodniczą po kolejnym sezonie. Było to zarazem ostatnie wzmocnienie mistrzowskiej jak się później okazało drużyny.

W sezonie 2003/04 sopocianie stanęli przed nowym wyzwaniem w europejskich pucharach. Wicemistrzostwo Polski zapewniło klubowi miejsce w Pucharze Uleb, nazywanym często zapleczem Euroligi. Prokom Trefl trafił do grupy F, gdzie jego rywalami byli Lietuvos Rytas Wilno (Litwa), Cholet Basket (Francja), Ionikos Ateny (Grecja), Croatia Split (Chorwacja) oraz Brighton Bears (Anglia).

Już pierwsza kolejka zmagań, rozegrana 11 listopada 2003 roku przyniosła ogromne emocje. Prokom Trefl do ostatnich sekund walczył w Wilnie z naszpikowanym gwiazdami Lietuvosem Rytas, ale ostatecznie przegrał 67:70. Była to jedyna porażka sopocian w pierwszej rundzie zmagań. Pozostałe spotkania koszykarze trenera Eugeniusza Kijewskiego kończyli efektownymi dwucyfrowymi zwycięstwami.

Rundę rewanżową sopocianie rozpoczęli od rewanżu na Lietuvosie Rytas, wygrywając 74:61 po jednym z najlepszych spotkań w sezonie. Porażkami zakończyły się za to wyjazdy do Francji i Chorwacji. Ta ostatnia przegrana kosztowała Prokom Trefl pierwsze miejsce w grupie. Z bilansem siedmiu zwycięstw i trzech porażek sopocianie do play-off przystąpili z drugiego miejsca w grupie.

W 1/8 finału sopocianie zmierzyli się z Hapoelem Jerozolima. Po pierwszym, wyjazdowym meczu, przegranym 67:77, Prokom Trefl był w bardzo trudnej sytuacji, ale wytrzymał presję i po fantastycznej pierwszej połowie meczu rewanżowego, wygranej 51:34 był jedną nogą w ćwierćfinale. W drugiej połowie katem sopocian po raz kolejny okazał się jednak Willie Solomon, który praktycznie w pojedynkę odrobił straty. Koszykarze trenera Kijewskiego wygrali co prawda 86:82, ale do awansu to nie wystarczyło i 17 lutego 2004 roku zakończyli swoją przygodę z europejskimi pucharami.

W Era Basket Lidze wielkim faworytem był Śląsk Wrocław, posiadający w składzie najlepszych polskich zawodników z Adamem Wójcikiem, Maciejem Zielińskim i Dominikiem Tomczykiem na czele. Prawdziwą gwiazdą drużyny był jednak Lynn Greer, który okazał się największym odkryciem sezonu 2003/04. W walkę o najwyższe cele włączył się tradycyjnie także Anwil Włocławek oraz Polonia Warszawa.

Sopocianie rozpoczęli rozgrywki 11 października 2003 roku w Hali 100-lecia meczem z Czarnymi Słupsk. Trefl wygrał to spotkanie oraz sześć kolejnych, sprawiając po drodze niespodziankę w meczu wyjazdowym we Wrocławiu. Prokom Trefl wygrał to spotkanie po fantastycznej czwartej kwarcie 86:82, a bohaterem został Goran Jagodnik, zdobywca 24 punktów i 10 zbiórek.

Serię sopocian przerwał dopiero Gipsar Stal Ostrów Wlkp, który wygrał z drużyną trenera Kijewskiego 108:98. W pierwszej rundzie zmagań Prokom Trefl przegrał także minimalnie w Warszawie z Polonią 75:78 oraz pokonał we własnej hali Anwil Włocławek 72:62. Dzięki temu ostatniemu zwycięstwu na koniec pierwszej rundy mógł się cieszyć z pozycji lidera z bilansem 9-2.

Rundę rewanżową Prokom Trefl rozpoczął od porażki w Słupsku 62:66. Równie zaskakująca była przegrana 76:80 z Unią/Wisłą Paged Tarnów. Na szczęście na tym limit wpadek się zakończył, a sopocianie pewnie kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa. Szczególnie we własnej hali gdzie w rundzie zasadniczej okazali się niepokonani. Zwycięstwa 86:81 z Ideą Śląskiem Wrocław oraz 87:65 z Polonią Warszawa pozwoliły utrzymać sopocianom miejsce w czołówce.

O pierwszym miejscu w tabeli decydowała ostatnia kolejka. Idea Śląsk pewnie wygrał w Bydgoszczy, więc aby utrzymać pozycję lidera Prokom Trefl musiał wygrać we Włocławku. Sopocianie w czwartej kwarcie prowadzili już dziewięcioma punktami, ale nie potrafili utrzymać tej przewagi i przegrali 61:68. W końcówce spotkania groźnej kontuzji przy faulu Gorana Jagodnika doznał Tomas Nagys, co dało początek konfliktowi, który na dobre wybuchł w półfinale.

Do play-off Prokom Trefl przystępował z drugiego miejsca, a pierwszą przeszkodą był Arcus Detal-Met Noteć. Zespół z Inowrocławia w tzw. preplay-off wyeliminował AZS Gaz Ziemny Koszalin. W starciu z wicemistrzami Polski był jednak bez szans. Po trzech gładkich zwycięstwach to sopocianie mogli się cieszyć z awansu do kolejnej rundy.

Półfinał z Anwilem był kolejnym dreszczowcem w historii klubu. Wszystko zaczęło się od pogromu w Hali 100-lecia 87:66. Sopocianie całkowicie zdominowali gości, a trener Urlep nie widząc szans na zwycięstwo, odpuścił końcówkę spotkania. Uśpiło to nieco czujność gospodarzy, którzy dali się zaskoczyć w drugim meczu. Anwil w drugim meczu zagrał dużo lepiej i po zaciętej końcówce i trafieniu za trzy Roberta Witki w kluczowym momencie meczu wygrał 75:70.

Po trzecim meczu wydawało się, że Anwil drugi sezon z rzędu wyjdzie zwycięsko z serii spotkań play-off z Prokomem Trefla. W Hali Mistrzów tym razem zespół trenera Urlepa pokazał siłę i wygrał 74:65. Na szczęście sopocianie wytrzymali próbę nerwów w czwartym meczu i wygrali 73:66, głównie za sprawą Gorana Jagodnika, który oprócz 24 punktów zanotował także 13 zbiórek. Słoweniec swoją postawą w Hali Mistrzów najlepiej odpowiedział na agresję z jaką musiał się zmagać ze strony włocławskich kibiców po incydencie z końcówki sezonu zasadniczego. Nerwów na wodzy nie potrafił za to utrzymać Donatas Zavackas, który za odepchnięcie trenera Kijewskiego został zdyskwalifikowany do końca sezonu.

Do finału Prokom Trefl wprowadził z kolei Tomas Pacesas, który w decydującym meczu osiem razy trafił za trzy punkty, w tym cztery razy w czwartej kwarcie. W decydującej części meczu koszykarze trenera Kijewskiego rzucili 27 punktów, dzięki czemu wygrali 80:70 i tym samym okazali się lepsi 3:2 w całej serii.

W finale czekała już uznawana za faworyta Idea Śląsk Wrocław. W Hali Ludowej gospodarze udowodnili, że nie bez przyczyny. Wrocławianie wygrali gładko 76:59, a do wygranej poprowadził ich Lynn Greer, który rzucił 20 punktów. W drugim meczu nie do zatrzymania był Mark Miller, a dużym wsparciem pod koszem okazał się Gintaras Einikis i to sopocianie wygrali 79:67. Bardzo dobre spotkanie rozegrał też Filip Dylewicz, który zanotował 9 punktów i 9 zbiórek. Od tego momentu gracze trenera Kijewskiego przejęli inicjatywę w tej serii i nie oddali jej już do końca.

W Hali 100-lecia wrocławianie byli bez szans. W trzecim meczu znów szalał Gintaras Einikis, który zdobył 23 punkty, a Goran Jagodnik dorzucił kolejnych 18 punktów. Sopocianie wygrali 89:80, ale po trzech kwartach prowadzili już różnicą 21 punktów. Czwarty mecz był bardziej wyrównany, ale zespołowa gra sopocian wystarczyła do odniesienia zwycięstwa 74:67. Po czterech meczach Prokom Trefl był o krok od upragnionego Mistrzostwa Polski.

Trudno się było jednak spodziewać, że wykona go już w kolejnym meczu. Koszykarze Idei Śląska po trzech porażkach z rzędu chcieli podjąć jeszcze jedną próbę wygrania tej serii. Świetnie zagrali jednak sopoccy Litwini wspomagani przez Gorana Jagodnika i Andrzeja Plutę i dzięki zwycięstwu 94:83, 19 mają 2004 roku, wznieśli po raz pierwszy w historii puchar za wywalczenie Mistrzostwa Polski.

W tym sezonie nie przyznawano oficjalnie nagrody MVP, ale ten finał miał tylu bohaterów, że trudno byłoby zdecydować się na jednego gracza. Nie do przecenienia była praca jaką w obronie wykonali Mark Miller i Darius Maskoliunas, aby zatrzymać Lynna Greera. Bardzo równo grał Goran Jagodnik, a pod koszem dość niespodziewanie błyszczał Gintaras Einikis. Tomas Pacesas, Andrzej Pluta i coraz odważniej grający Filip Dylewicz, także mieli ogromny udział w tym sukcesie. Kluczem do zwycięstwa było jednak to, że w najważniejszym momencie sezonu zespół funkcjonował jak dobrze naoliwiona maszyna.

Wywalczone w maju złoto uczciło na Monciaku tysiące kibiców. Przemarsz deptakiem w kierunku Molo stał się tradycją świętowania kolejnych sukcesów sopockiej koszykówki. Sezon 2003/04 był początkiem pięcioletniej dominacji klubu w polskiej ekstraklasie.

Kalendarz

Sezon 2004/2005

Zwiń

Skład: Tomas Pacesas, Darius Maskoliunas, Tomasz Świętoński, Istvan Nemeth, Mark Miller, Desmon Farmer, Mateusz Pietkiewicz, Adam Waczyński, Goran Jagodnik, Andrija Ciric, Mariusz Redek, Tomas Masiulis, Filip Dylewicz, Mariusz Bacik, Adam Wójcik, Harold Jamison, Joe McNaull, Janusz Mysłowiecki, Aleksandar Radojevic.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski, Jacek Winnicki.

To był jeden z najbardziej udanych sezonów w historii klubu. Po Mistrzostwie Polski udało się zatrzymać większość najważniejszych graczy z poprzedniego sezonu. Dzięki temu przez większą część sezonu skład był w miarę stabilny, a to okazało się kluczem do obrony złota. W europejskich pucharach Prokom Trefl po raz pierwszy wystąpił w prestiżowej Eurolidze i od razu osiągnął ogromny sukces, jakim był awans do Top 16 Euroligi.

Budowę i prowadzenie drużyny po raz kolejny powierzono duetowi Eugeniusz Kijewski – Jacek Winnicki. W zespole pozostali także Litwini Darius Maskoliunas, Tomas Masiulis i Tomas Pacesas, Słoweniec Goran Jagodnik oraz Amerykanin Mark Miller. Barwy sopockiej drużyny nadal reprezentował także Filip Dylewicz.

Trener Kijewski zawsze powtarzał, że chciał mieć w swojej drużynie Adama Wójcika. Jego życzenie spełniło się w 2004 roku, kiedy to popularny „Oława” podpisał kontrakt w Trójmieście. 34-letni wówczas zawodnik wciąż był najlepszym polskim graczem i zarazem najbardziej doświadczonych w rozgrywkach Euroligi. Przez trzy sezony spędzone w Sopocie był jednym z liderów drużyny zarówno na boisku, jak i poza nim i w dużym stopniu przyczynił się do kolejnych sukcesów trójmiejskiej koszykówki.

Pod koszem Wójcika wspierać miał znany z występów w Śląsku Wrocław i kilku klubach NBA Harold Jamison. Z Amerykaninem było jednak więcej problemów niż pożytku, dlatego jego przygoda w Trójmieście trwała bardzo krótko. Zastąpił go doskonale znany z występów w Prokomie Treflu Joe McNaull, ale problemy ze zdrowiem i formą stanęły mu na drodze, aby pozostać w drużynie. Sezon pod koszem kończyli więc sprowadzeni awaryjnie Mariusz Bacik i mierzący 220 cm wzrostu Aleksandar Radojević, który miał za sobą występy w NBA.

Kolejną nową gwiazdą Prokomu Trefla był Istvan Nemeth. Węgierski rzucający od początku zaskarbił sobie sympatię kibiców swoją przebojowością i efektowną grą. Był to zawodnik kompletny, który zawsze walczył po obu stronach parkietu i potrafił dać drużynie dodatkowy zastrzyk energii, gdy tego najbardziej potrzebowała. Na drodze do dłuższej kariery w Sopocie stanęły jednak problemy z plecami, ale i tak w ciągu dwóch sezonów spędzonych w Prokomie Treflu zdążył zapisać się z bardzo pozytywnej strony w pamięci kibiców.

Do Trójmiasta trafił także młody, obiecujący skrzydłowy Andrija Cirić, który po trzech sezonach zastąpił Dragana Markovicia. W połowie sezonu włodarze klubu byli także zmuszeni do zmiany na pozycji rzucającego. Z powodu kontuzji Polskę opuścił Mark Miller, a jego miejsce zajął Desmon Farmer. Amerykanin miał spore problemy z przestawieniem się na europejski styl koszykówki, dlatego na parkiecie pojawiał się sporadycznie. W sezonie 2004/05 swój debiut na parkietach ekstraklasy zanotował także Adam Waczyński, który w wieku 15 lat został najmłodszym zawodnikiem w historii polskiej ligi.

Wywalczone rok wcześniej Mistrzostwo Polski otworzyło sopocianom drzwi do Euroligi. Możliwość występów w tych elitarnych rozgrywkach wiązało się jednak z koniecznością spełnienia rygorystycznych warunków. Już po zakończeniu sezonu delegacja z klubu udała się do Barcelony, gdzie mieści się siedziba Uleb, aby przekonać organizatorów, że Prokom Trefl jest gotowy do występów w tych rozgrywkach. Na potrzeby Euroligi sopocianie musieli rozgrywać swoje mecze w gdańskiej Hali Olivia.

Pierwsze, historyczne spotkanie odbyło się na wyjeździe. W gorącej hali w Belgradzie 3 listopada 2004 roku sopocianie zmierzyli się z Partizanem i po meczu pełnym walki wygrali po zaciętej końcówce. Na siedem sekund przed końcem spotkania wsadem popisał się Adam Wójcik, który w całym meczu zdobył 15 punktów.

W drugiej kolejce Prokom Trefl nie zdołał wywalczyć zwycięstwa z Realem w Trójmieście, ale tydzień później znów zaliczył wygraną na ciężkim terenie. Sopocianie wygrali w Grecji z Olimpiakosem, głównie za sprawą świetnej postawy w czwartej kwarcie Andriji Ciricia, który w tej części gry zdobył 15 punktów. Kolejne dwa mecze z Efesem w Polsce i Estudiantes w Hiszpanii zakończyły się porażkami.

Pierwszą wygraną we własnej hali Prokom Trefl odniósł w szóstej kolejce. Był to zarazem jeden z najlepszych meczów w historii klubu. Do Hali Olivia przyjechało Climamio Bolonia, finalista Euroligi z poprzedniego sezonu, z takimi gwiazdami w składzie jak Gianluca Basile, Milos Vujanić, Ruben Douglas, czy Matjaz Smodis. Sopocianie nie przestraszyli się jednak rywala i dzięki 21 punktom i 10 zbiórkom Gorana Jagodnika, wygrali z włoską drużyną 78:68.

Tuż przed świętami gracze trenera Kijewskiego udali się na ostatni mecz pierwszej rundy do Zagrzebia. Pomimo porażki, sopocianie pierwszą rundę kończyli w dobrych humorach z bilansem 3-4. W rundzie rewanżowej kluczowe były mecze rozgrywane w Hali Olivia. W meczach wyjazdowych w Stambule, Madrycie i Bolonii Prokom Trefl i tak nie miał zbyt wielkich szans na zwycięstwo. Pokonanie Partizana i Olimpiakosu praktycznie przesądziło losy awansu.

Wcześniej żadna polska drużyna nie zdołała awansować do fazy Top 16. Sopocianom udało się to już za pierwszym podejściem, 26 stycznia 2005 roku, na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej. W meczu z Estudiantes w Gdańsku Prokom Trefl wygrał 78:74, a po 20 punktów rzucili Adam Wójcik i Istvan Nemeth. Na zakończenie zmagań sopocianie wygrali jeszcze z Ciboną i pierwszą część rozgrywek zakończyli świetnym bilansem 7-7.

W fazie Top 16 sopockiej drużynie przyszło się zmierzyć z Bennetonem Treviso, AEK Ateny i ponownie Efesem Pilsen Stambuł. To była dla Prokomu Trefla prawdziwa szkoła koszykówki. W sześciu meczach nie udało się wywalczyć nawet jednego zwycięstwa. Na słabszą postawę wpływ miały przede wszystkim kontuzje i zmęczenie. Znalezienie się wśród najlepszych szesnastu drużyn Euroligi było jednak ogromnym osiągnięciem.

W Era Basket Lidze na sopocian po prostu nie było mocnych. Prokom Trefl rozpoczął rozgrywki od pięciu zwycięstw z rzędu. Na inaugurację 16 października 2004 roku rozgromił w Hali 100-lecia Astorię Bydgoszcz 92:69 w meczu, w którym 21 punktów rzucił Goran Jagodnik. W kolejnych meczach sopocianie zostawiali na pokonanym polu zespoły z Krakowa, Ostrowa Wielkopolskiego, Warszawy i Słupska.

Gorycz porażki zawodnicy trenera Kijewskiego poznali dopiero w szóstej kolejce we Włocławku. Świetny występ zanotował Filip Dylewicz, który zdobył 15 punktów, ale to nie wystarczyło do odniesienia zwycięstwa. Anwil wygrał 68:61 dzięki bardzo dobrej grze w obronie i skuteczności Gintarasa Kadziulisa. Litwin zdobył dla swojej drużyny 16 punktów.

Po meczu w Hali Mistrzów sopocianie rozpoczęli jedną z najdłuższych serii zwycięstw w historii klubu, wygrywając 14 spotkań z rzędu w polskiej lidze. Nie było łatwo. Sopocianie nie bez problemów pokonali we własnej hali Deichmann Śląsk Wrocław, a w Starogardzie Gdańskim byli lepsi zaledwie o dwa punkty od Polpharmy. Na koniec rundy wygrali za to z PGE Turowem Zgorzelec 99:86, umacniając się na pozycji lidera z bilansem 10-1.

W rundzie rewanżowej kluczowe były zwycięstwa w Warszawie i Wrocławiu. W stolicy niezapomniany występ dał Mark Miller, który zdobył 28 punktów i zapewnił drużynie zwycięstwo 78:75. Niezastąpiony w końcówce meczu ze Śląskiem był z kolei Adam Wójcik. Środkowy Prokomu Trefla zdobył zwycięskie punkty w meczu, który sopocianie wygrali 74:73.

Dzięki tym zwycięstwom gracze trenera Kijewskiego na kilka kolejek przed końcem rundy mieli już zapewnione pierwsze miejsce w tabeli. Stąd do drużyny wdarło się rozluźniwnie, które wykorzystali zawodnicy Noteci Inowrocław i PGE Turowa Zgorzelec. Ostatecznie w sezonie zasadniczym sopocianie osiągnęli bilans 19-3.

Przez pierwsze dwie rundy Prokom Trefl przebrnął bez większych problemów. W ćwierćfinale Polpharma nie była w stanie nawiązać walki w żadnym z trzech spotkań. Pięciu spotkań sopocianie potrzebowali z kolei, aby poradzić sobie w półfinale z PGE Turowem. Kluczowe dla losów tej serii było zwycięstwo 83:75 w trzecim meczu. Przy stanie 3:0 mało kto wierzył, że zgorzelczanie są w stanie podjąć jeszcze walkę. Rywale wygrali co prawda czwarty mecz, ale w Sopocie w piątym spotkaniu nie dali PGE Turowowi szans.

Prokom Trefl po raz drugi w historii spotkał się więc w finale z Anwilem. Tym razem sopocianie pozwolili się zaskoczyć w pierwszym spotkaniu i po zaciętej końcówce wygrali 75:72. Bezbłędny był w tym meczu Filip Dylewicz, który zdobył 23 punkty i 5 zbiórek. Włocławianie odgryźli się w drugim spotkaniu. Jak na zawołania trafiał Joe Crispin, autor 8 trafień za trzy punkty na 14 prób. Anwil wygrał 85:75 i wyrównał stan rywalizacji. Nie pomogło 20 punktów zdobytych przez Gorana Jagodnika.

Trzeci mecz przeszedł do historii polskiej koszykówki i był prawdziwym popisem sopockiej defensywy. Anwil do przerwy miał na swoim koncie zaledwie 15 punktów. W trzeciej kwarcie dorzucił tylko sześć. Po 30 minutach gry miał ich więc 21, a tymczasem sam Adam Wójcik rzucił 23. W ostatniej kwarcie sopocianie nieco się rozluźnili, ale i tak zwycięstwo 70:41 było prawdziwym finałowym pogromem.

Dwa dni później podrażnieni włocławianie częściowo odegrali się na Prokomie Treflu. W drugiej połowie zawodnicy trenera Kijewskiego rzucili zaledwie 21 punktów i przegrali 57:77. Po czterech meczach w rywalizacji finałowej znów był remis. Kluczowy, piąty mecz finałów rozegrany w Hali 100-lecia sopocianie wygrali pewnie 77:63, a na parkiecie ponownie błyszczał Adam Wójcik, zdobywca 21 punktów i 7 zbiórek.

Kibice w Hali Mistrzów liczyli na przedłużenie serii do siódmego spotkania, ale losy Mistrzostwa Polski rozstrzygnęły się już w szóstym meczu. MVP finałów został Adam Wójcik, który przypieczętował tytuł 20 punktami, a Prokom Trefl pokonał Anwil 72:67. 1 czerwca 2005 roku na piersiach sopockich koszykarzy po raz drugi zawisły złote medale. Kluczem do zwycięstwa tej serii była defensywa, więc można powiedzieć, że znany z tego elementu trener Urlep został pokonany własną bronią.

Kalendarz

Sezon 2005/2006

Zwiń

Skład: Ali Bouziane, Rashid Atkins, Tomas Pacesas, Christian Dalmau, Istvan Nemeth, Jakub Bogusz, Adam Waczyński, Goran Jagodnik, Jeff Nordgaard, Tomas Masiulis, Filip Dylewicz, Paweł Podgalski, Adam Wójcik, Michael Andersen, Janusz Mysłowiecki, Adam Łapeta.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski, Jacek Winnicki.

Nowymi twarzami w sopockim klubie zostali portorykański combo guard Christian Dalmau, Amerykanin z polskim paszportem Jeff Nordgaard oraz duński środkowy Michael Andersen. Sezon w Sopocie rozpoczął jeszcze algierski obrońca Ali Bouziane, ale został dość szybko zastąpiony przez znanego już z polskich parkietów Rashida Atkinsa.

W sezonie zasadniczym Prokom Trefl przegrał tylko 4 mecze i zakończył pierwszą rundę z 3-punktową przewagą nad drugim Anwilem. W ćwierćfinale i półfinale nie dał żadnych szans odpowiednio Polpharmie Starogard Gdański i Czarnym Słupsk, wygrywając w obu przypadkach 3:0. W finale znów przyszło spotkać się z Anwilem. Włocławianie zdołali wygrać drugi mecz w Sopocie, ale pomysł z wystawieniem przeciwko Michałowi Ignerskiemu nominalnego silnego skrzydłowego Tomasa Masiulisa praktycznie rozstrzygnął o losach finału. Sopocianie wygrali oba mecze w Hali Mistrzów i po raz pierwszy mogli cieszyć się ze złotych medali na własnym parkiecie.

W Eurolidze początek rozgrywek był obiecujący. Prokom Trefl przegrał co prawda z Maccabi, ale w kolejnych spotkaniach pokonał Cibonę i po świetnym meczu Armani Jeans w Mediolanie. Potem przyszedł jednak kryzys. W kolejnych sześciu spotkaniach drużyna trenera Kijewskiego nie potrafiła udowodnić swojej wyższości. Tym samym szanse na awans do Top16 spadły do czysto matematycznych. Mimo ambitnej postawy w końcówce rozgrywek i bilansu 5-9, do awansu zabrakło jednego zwycięstwa.

Kalendarz

Sezon 2006/2007

Zwiń

Skład: Rashid Atkins, Justin Hamilton, Tomas Pacesas, Christian Dalmau, Donatas Slanina, Przemysław Zamojski, Jasmin Hukic, Jeff Nordgaard, Filip Dylewicz, Tomas Masiulis, Adam Wójcik, Huseyin Besok, Michael Andersen, Adam Łapeta.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski, Jacek Winnicki.

Sukcesy na polskim podwórku nie wystarczały kibicom i włodarzom sopockiego klubu. Dlatego w kolejnym sezonie postarano się o kolejne wzmocnienia, aby spróbować wykonać kolejny krok w rozgrywkach Euroligi. Do składu trafili atletyczny obrońca Justin Hamilton, superstrzelec Donatas Slanina, solidny skrzydłowy Jasmin Hukic i doświadczony center Huseyin Besok. Takich znanych nazwisk w jednej drużynie PLK, nie było od wielu lat.

Na początku sezonu w Eurolidze Prokom Trefl nie błyszczał formą, ale na szczęście nie przeszkadzało mu to w odnoszeniu zwycięstw. Z Hali Olivia z kwitkietm wyjeżdżały francuskie Le Mans oraz rosyjskie Dynamo Moskwa. Potem przyszła co prawda niespodziewana porażka z drużyną Marcina Gortata – RheinEnergie, ale gracze trenera Kijewskiego szybko odrobili tą stratę wywożąc zwycięstwo z Bolonii. Awans do fazy Top16 przypieczętowały zwycięstwa nad Le Mans oraz RheinEnergie w rundzie rewanżowej. Tam czekał już na nasz zespół Efes Pilsen Stambuł, z którym sopocianie nie potrafili wygrać od początku przygody z Euroligą. Tym razem się udało i to na wyjeździe. Niestety było to jedyne zwycięstwo w tej fazie rozgrywek.

W lidze polskiej sopocianie przegrali aż pięć spotkań, ale nie przeszkodziło im to w zajęciu pierwszego miejsca przed play-off. Jeśli spytać się kibiców, jakie wydarzenie wywarło na nich największe wrażenie w play-offach 2007 roku, bez wątpienia wskażą oni półfinałową serię z Anwilem Włocławek. Obie drużyny solidarnie wygrywały mecze na swoich parkietach i o awansie do finału decydował ostatni, siódmy mecz. Tam zespół Alesa Pipana prowadzony m.in przez byłych zawodników Prokomu Trefla – Andrzej Plutę i Gorana Jagodnika, do ostatniej minuty walczył łeb w łeb z gospodarzami. O zwycięstwie i awansie przesądził rzut za 3 w ostatniej minucie wykonany przez Huseyina Besoka.

W finale Prokom Trefl pokonał już bez większych problemów Turów Zgorzelec, mimo że w pierwszy mecz rozstrzygnął się dopiero po dogrywce. Niesamowicie waleczna drużyna Saso Filipovskiego nie dość, że potrafiła zniwelować kilkupunktową stratę w ostatnią minutę, to jeszcze stanęła przed szansą wygrania inauguracyjnego pojedynku! Dragisa Drobnjak przestrzelił jednak oba rzuty wolne na 2 sekundy przed końcem.

Kalendarz

Sezon 2007/2008

Zwiń

Skład: Travis Best, Christos Charissis, Igor Milicic, Mustafa Shakur, Tim Kisner, Dajuan Wagner, Donatas Slanina, Przemysław Zamojski, Adam Waczyński, Milan Gurovic, Krzysztof Roszyk, Simonas Serapinas, Mateusz Kostrzewski, Filip Dylewicz, Tomas Masiulis, Thomas van den Spiegel, Ruben Wolkowyski, Pape Sow, Adam Łapeta.
Trenerzy: Eugeniusz Kijewski/Tomas Pacesas, Dawid Dedek.

Piąte złoto trafiło do Sopotu w dramatycznych okolicznościach. Zaczęło się wprawdzie od budowy składu opierającego się na gwiazdach światowego basketu – żółto-czarne barwy reprezentować mieli m.in. doświadczony rozgrywający z długoletnią przeszłością w NBA Travis Best, mistrz olimpijski z polskimi korzeniami, Argentyńczyk Ruben Wolkowyski, młoda gwiazda amerykańskiej koszykówki Dajuan Wagner czy mistrz Euroligi w barwach CSKA Moskwa Thomas van den Spiegel.Największą gwiazdą sopockiego składu był jednak serbski gwiazdor Milan Gurovic.

Szybko okazało się jednak, że zatrudnienie gwiazd nie wystarczy do odnoszenia sukcesów w Europie. W czasie sezonu odeszli Best, Wolkowyski i van den Spiegel, a po siedmiu latach w Sopocie z funkcji pierwszego trenera zrezygnował Eugeniusz Kijewski, którego na stanowisku trenera zastąpił Tomas Pacesas.W ich miejsce pojawili się Igor Milicić, Tim Kisner, Pape Sow i Simonas Serapinas. Sopocianie fatalnie rozpoczęli rozgrywki Euroligi. Z dziesięciu spotkań wygrali zaledwie jedno. Dopiero końcówka sezonu zasadniczego okazała się bardziej udana, ale na walkę o Top16 było już jednak zdecydowanie za późno. Ostatecznie przygoda z Euroligą zakończyła się bilansem 4-10.

Prokom Trefl miał także problemy w lidze polskiej, gdzie pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym sensacyjnie wywalczył PGE Turów Zgorzelec. Cichymi bohaterami dramatycznej serii finałowej byli zmiennicy senegalski środkowy Pape Sow, litewski skrzydłowy Simonas Serapinas, wracający do Sopotu rozgrywający Igor Milicic oraz Krzysztof Roszyk. Liderem drużyny był jednak Gurovic, który w ostatnim meczu w Zgorzelcu rzucił 35 punktów (rekord finałów PLK). Wcześniej sytuacja zmieniała się jednak bardzo szybko. PGE Turów wygrał dwa pierwsze mecze w Zgorzelcu. Prokom Trefl odpowiedział dwoma wygranymi w Hali 100-lecia, ale czwarte zwycięstwo nie przyszło łatwo. Już w pierwszej połowie Milan Gurović wdał się w bójkę z Thomasem Kelatim za co został odesłany do szatni. Bez swojego lidera sopocianie zagrali jednak lepiej i po trafieniu za trzy Serapinasa równo z syreną wyrównali stan rywalizacji. Serbski snajper został zdyskwalifikowany na jeden mecz i nie zagrał w piątym meczu w Zgorzelcu. Prokom Trefl wygrał jednak dzięki niesamowitemu występowi Filipa Dylewicza (późniejszy MVP finałów). Szósty mecz padł łupem rywali, ale ostatnie słowo należało do Prokomu Trefla, który wywalczył piąty medal do kolekcji.

 

Kalendarz

Sezon 2009/2010

Zwiń

Skład: Saulius Kuzminskas, Michał Hlebowicki, Lawrence Kinnard, Paweł Kowalczuk, Łukasz Ratajczak, Paweł Malesa, Marcin Stefański, Gintaras Kadziulis, Iwo Kitzinger, Cliff Hawkins, George Tsintsadze, Marcin Makander, Jakub Kietliński, Jakub Załucki, Daniel Wilkusz, Igor Trela.
Trenerzy: Karlis Muiznieks, Adam Prabucki.

Po latach owocnej współpracy i wielu sukcesach doszło do rozstania z jednym twórców potęgi Prokomu Trefla Sopot, Ryszardem Krauze, który postanowił kontynuować swoje dzieło w Gdyni. W Sopocie z kolei została drużyna, która powróciła do korzeni. Prezes Wierzbicki postawił sobie za cel tworzenie drużyny, w której ważną rolę pełniliby Polacy. Mimo że skład nowego Trefla był budowany tuż przed rozpoczęciem rozgrywek, udało się pozyskać wartościowych zawodników takich jak Iwo Kitzinger, Marcin Stefański, Saulius Kuzminskas, czy Gintaras Kadziulis. Po 10 latach żółto-czarną koszulkę ponownie założył Paweł Kowalczuk, a w połowie sezonu w Sopocie ponownie pojawił się także Michał Hlebowicki. Skład uzupełniali dwaj Amerykanie. Doświadczony rozgrywający Cliff Hawkins i debiutujący w Europie skrzydłowy Lawrence Kinnard.

Przed sezonem mało kto stawiał na naszą drużynę. Wiele osób twierdziło, że gracze trenera Muiznieksa mogą mieć problemy z awansem do play-off. Wyniki szybko zweryfikowały takie opinie, a Trefl od początku był w czołówce tabeli. Choć nie udało się wygrać meczu z Asseco Prokomem, czy Anwilem, nasi zawodnicy mieli 100% skuteczność w spotkaniach, w których byli faworytem. Dzięki temu przed play-off zajmowali czwartą pozycję.

W ćwierćfinale na drodze Trefla stanął naszpikowany gwiazdami PGE Turów Zgorzelec. Przewaga własnego parkietu i ogromna determinacja sopocian pozwoliła zakończyć tą serię w czterech meczach. W półfinale czekał już Asseco Prokom. Zespół z Gdyni wygrał co prawda trzy mecze z rzędu i awansował do finału, ale żadne z tych zwycięstw nie przyszło mu łatwo. W drugim meczu w Gdyni Trefl przegrał dopiero po dogrywce.

W meczach o brązowy medal zabrakło najlepszego gracza Trefla, Sauliusa Kuzminskasa. Kłopoty z okiem miał Marcin Stefański, a z mięśniami achilesa Michał Hlebowicki. Nasz zespół, choć rozbity kontuzjami, podjął walkę i dwukrotnie był bardzo bliski zwycięstwa w Starogardzie Gdańskim. Ostatecznie jednak to rywale wywalczyli brąz, wygrywając serię 2-1. Sezon, mimo braku krążka na piersiach graczy, był dużym sukcesem.

Kalendarz

Sezon 2010/2011

Zwiń

Skład: Filip Dylewicz, Adam Waczyński, Marcin Stefański, Paweł Kikowski, Paweł Malesa, Giedrius Gustas, Lorinza Harrington, Lawrence Kinnard, Dragan Ceranić, Slobodan Ljubotina, Michał Hlebowicki, Jermaine Beal, Daniel Szymkiewicz, Łukasz Jaśkiewicz
Trenerzy: Karlis Muiznieks, Adam Prabucki

Po oddaniu latem do użytkowania największej i najnowocześniejszej hali w Polsce – ERGO ARENY, stała się ona nowym domem sopockiej drużyny. Już w pierwszym sezonie w tym obiekcie udało się podwoić frekwencję na meczach Trefla, a derbowe spotkanie z Asseco Prokomem obejrzało 10015 kibiców co jest nowym rekordem ilości kibiców na jednym meczu ligowym we wszystkich dyscyplinach halowych.

W składzie drużyny nastąpiły poważne roszady. W porównaniu do poprzedniego sezonu udało się co prawda utrzymać sztab szkoleniowy oraz przedłużyć umowy z Marcinem Stefańskim i Lawrencem Kinnardem, ale reszta składu była zupełnie inna. Nie znaczy to jednak, że nieznana sopockim kibicom. Przede wszystkim udało się sprowadzić z powrotem do Sopotu ikonę Trefla, jaką jest Filip Dylewicz. Do drużyny powrócił także jeden z najbardziej perspektywicznych zawodników ligi – Adam Waczyński. Polski trzon składu uzupełnił wracający z przygody z Olimpiją Ljubljana Paweł Kikowski.

Z graczy zagranicznych kluczową rolę w zespole mieli odgrywać reprezentant Litwy, Giedrius Gustas oraz doświadczony serbski środkowy Dragan Ceranić. Na początku sezonu w drużynie byli także Michał Hlebowicki oraz Jermaine Beal, ale już po kilku kolejkach zastąpili ich Lorinza Harrington oraz Slobodan Ljubotina.

Sezon regularny sopocianie zakończyli na trzecim miejscu. Kilka porażek z drużynami z dołu tabeli na początku rozgrywek spowodowało, że Trefl długo musiał odrabiać straty. Końcówka sezonu zasadniczego należała już jednak do sopocian i po sześciu zwycięstwach w siedmiu ostatnich meczach, udało się wywalczyć trzecią pozycję.

W pierwszej rundzie Trefl trafił na silny zespół z Włocławka. Po dwóch meczach w ERGO ARENIE był remis 1-1 i wiele wskazywało na to, że rywalizacja będzie wymagała maksymalnej liczby spotkań. Sopocianie po dwóch emocjonujących spotkaniach, które wymagały dogrywek wygrali jednak w Hali Mistrzów i awansowali do półfinału. Tam czekał już na nich PGE Turów. Rywale mieli przewagę własnego parkietu, ale Trefl wygrał już pierwszy mecz w serii. Po czterech meczach był jednak remis 2-2. W kluczowym piątym meczu sopocianie prowadzili w końcówce już różnicą sześciu punktów, ale zryw gospodarzy w ostatnich sekundach dał im upragnioną wygraną. Trefl odgryzł się we własnej hali gromiąc rywali, ale w decydującym siódmym meczu w Zgorzelcu, zabrakło sił do odniesienia zwycięstwa. PGE Turów wygrał serię 4-3 i awansował do finału. W meczach o brąz sopocianie zmęczeni wcześniejszą rywalizacją i przeżywający problemy z kontuzjami przegrali w dwóch meczach z Energą Czarnymi Słupsk. Tym samym Trefl po raz drugi z rzędu sezon kończył na czwartym miejscu.

Kalendarz

Sezon 2011/2012

Zwiń

Skład: Filip Dylewicz, Adam Waczyński, Marcin Stefański, Łukasz Koszarek, Łukasz Wiśniewski, John Turek, Saulius Kuzminskas, Vonteego Cummings, Jermaine Mallett, Chris Burgess, Jamelle Horne, Daniel Szymkiewicz, Wojciech Fraś, Kacper Stalicki, David Brembly
Trenerzy: Karlis Muiznieks, Audrius Prakuraitis

Po dwóch bardzo udanych sezonach zakończonych awansem do półfinału, w klubie poczyniono starania, aby w kolejnych rozgrywkach zespół stanął na upragnionym podium. W Treflu postawiono na ewolucję i po raz trzeci z rzędu zespół poprowadził Łotysz Karlis Muiznieks. Jego asystentem został Litwin Audrius Prakuraitis.

Latem ważne kontrakty mieli Adam Waczyński i Marcin Stefański. Ten pierwszy jeszcze w czasie sezonu przedłużył umowę o kolejne dwa lata, do końca sezonu 2013/14. Kwestią formalności było także uzgodnienie warunków kontraktu z Filipem Dylewiczem. Kapitan Trefla nie zamierzał opuszczać Sopotu, a i w klubie nikt nie mógł sobie wyobrazić drużyny bez tego gracza.

Pierwszym przełomowym krokiem okazało się sprowadzenie do Sopotu Łukasza Koszarka. Rozgrywający reprezentacji Polski od początku został nie tylko liderem Trefla, ale i gwiazdą całej ligi. Choć w końcówce sezonu ustąpił Filipowi Dylewiczowi miejsca w klasyfikacji najlepszych strzelców, to w asystach, przechwytach i skuteczności w rzutów za trzy punkty był już bezkonkurencyjny.

W Sopocie pojawili się także John Turek i Łukasz Wiśniewski. Z początku wydawało się, że obaj będą graczami uzupełniającymi, pomagającymi drużynie przede wszystkim w defensywie. Szybko okazali się jednak idealnymi zawodnikami do taktyki trenera Muiznieksa i razem z Filipem Dylewiczem, Łukaszem Koszarkiem i Adamem Waczyńskim tworzyli przez całe rozgrywki trzon drużyny.

Na ławce trener Trefla mógł przede wszystkim liczyć na Marcina Stefańskiego, a w póżniejszym okresie do zespołu dołączyli także Jermaine Mallett, Saulius Kuzminskas oraz Vonteego Cummings. Wszyscy ci gracze miewali lepsze i gorsze okresy, ale każdy z nich dołożył swoją cegiełkę do sukcesów drużyny. W środku sezonu drużynę opuścili Jamelle Horne oraz Chris Burgess. Już początek sezonu pokazał jak wielki potencjał drzemie w tej drużynie. Sopocianie wygrali 10 z 11 spotkań sparingowych, a jedynej porażki doznali bez kadrowiczów, którzy walczyli w tym czasie w Mistrzostwach Europy na Litwie. Trefl triumfował między innymi w turnieju Kasztelan Cup we Włocławku oraz Investgas Sopot Cup 2011 rozgrywanym w ERGO ARENIE.

Chwilą zwątpienia były dwie minimalne porażki we Włocławku i Słupsku na początku sezonu, odniesione w ten sam sposób. Nasi gracze prowadzili w obu meczach przez 39 minut, aby pozwolić wydrzeć sobie zwycięstwo równo z końcową syreną. W pierwszej rundzie sopocianie przegrali także z Siarką Jezioro Tarnobrzeg oraz Śląskiem Wrocław.

Na plus zapisać jednak można przede wszystkim zwycięstwo z PGE Turowem w ERGO ARENIE. Wiele wskazywało, że Trefl to spotkanie przegra, ale heroiczna postawa w ostatnich sekundach meczu i trafienie za trzy punkty Łukasza Wiśniewskiego równo z syreną, dało ostatecznie dogrywkę. W niej Trefl nie dał już rywalom szans. Nasi gracze z dobrej strony zaprezentowali się także w Zielonej Górze, gdzie po wyrównanym meczu pokonali Zastal.

To był tak naprawdę przełomowy mecz dla koszykarzy z Sopotu. Po zwycięstwie w hali CRS, nasi gracze wygrali jeszcze 12 z kolejnych 13 spotkań ligowych, gromiąc po drodze Anwil Włocławek i pewnie wygrywając z Energą Czarnymi. Górą byli także w kolejnym dreszczowcu z PGE Turowem, tym razem w Zgorzelcu. Jedyna porażka przytrafiła się naszym graczom tuż po nowym roku w Kołobrzegu. Ostatecznie Trefl po sezonie zasadniczym zajął pierwsze miejsce z bilansem 21-5 i trzema punktami przewagi nad pozostałymi drużynami.

W międzyczasie w Zielonej Górze odbył się turniej finałowy Pucharu Polski. Trefl wywalczył sobie prawo udziału w tym wydarzeniu po pokonaniu w ćwierćfinale zespół Energi Czarnych. W półfinale na drodze sopocian stanął PGE Turów Zgorzelec. Po świetnym meczu całej drużyny po raz trzeci z rzędu w rywalizacji tych drużyn, górą byli nasi koszykarze. W finale czekali za to zawodnicy Zastalu Zielona Góra. Po jednym z najlepszych występów w sezonie Łukasza Koszarka i oni musieli jednak uznać wyższość Trefla. Tym samym 19 lutego 2012 roku Puchar Polski, po raz piąty w historii naszego klubu powędrował do Sopotu.

Lekki kryzys przyszedł wraz z rozpoczęciem drugiego etapu sezonu zasadniczego. Sopocianie już na starcie przegrali w Hali Gryfia w Słupsku, a później dwukrotnie z Asseco Prokomem i w Zielonej Górze z Zastalem. Pomimo słabszej formy, nasi gracze potrafili wychodzić z opresji, jak chociażby w pamiętnym meczu w ERGO ARENIE, w którym zwycięstwo Treflowi rzutem za trzy równo z syreną dał Łukasz Koszarek. Do historii przejdzie też kolejne w tych rozgrywkach wysokie zwycięstwo nad Anwilem, pomimo braku trzech graczy pierwszej piątki. W sumie sopocianie z bilansem 27-9 po dwóch etapach wywalczyli sobie drugie miejsce przed play-off.

Walkę o medale sopocianie rozpoczęli niespodziewanie od porażki z Śląskiem Wrocław. Mecz wyjątkowo rozegrano w Hali 100-lecia, ale w tym obiekcie pomimo częstych treningów, naszej drużynie grało się bardzo ciężko. Kiedy Trefl wygrał wyraźnie drugi mecz, wydawało się, że nic złego w tej serii się już nie wydarzy. Wrocławianie wygrali jednak niespodziewanie trzecie spotkanie, stawiając naszą drużynę pod ścianą. Na szczęście w dwóch kolejnych meczach niespodzianki już nie było i sopocianie mogli cieszyć się z kolejnego awansu do półfinału.

Tam czekał już PGE Turów Zgorzelec, który wyeliminował koszykarzy Anwilu. Powtórzył się scenariusz z pierwszej rundy i znów w meczu rozpoczynającym serię górą byli goście. Rywale zaskoczyli naszych zawodników skutecznością w pierwszej połowie i straty okazały się za duże, aby można było je odrobić. W drugim meczu dobra postawa Filipa Dylewicza wystarczyła jednak do wyrównania serii. Przed meczami w Zgorzelcu był więc remis. Kapitan Trefla był także bohaterem trzeciego meczu, a w czwartym przyłączyli się do niego koledzy, gromiąc gospodarzy i wygrywając całą serię 3:1.

Wielki finał wzbudził wielkie emocje w całym Trójmieście. Co prawda w dwóch pierwszych meczach nasi koszykarze nie nawiązali walki, ale szybko zrewanżowali się gromiąc Asseco Prokom w trzecim pojedynku. Czwarty mecz, jak się później okazało, był kluczowy dla całej serii. Po bardzo wyrównanym spotkaniu górą byli goście. Niewiele osób twierdziło, że ze stanu 1:3 Trefl będzie w stanie się jeszcze podnieść. Nasi koszykarze pokazali jednak charakter i po raz pierwszy w historii wywieźli wygraną z Gdyni. W meczu numer sześć kolejny historyczny występ zanotował Filip Dylewicz, który w drugiej połowie trafił pięć trójek i pomógł Treflowi wyrównać stan rywalizacji. W decydującym spotkaniu gospodarze prowadzili już 23 punktami, ale ambicja sopocian dała po raz kolejny o sobie znać. Trefl zniwelował straty do dwóch punktów i miał nawet szansę na wyrównanie, ale gospodarze nie pozwolili sobie ostatecznie wydrzeć zwycięstwa. Trefl Sopot sezon zakończył 6 czerwca 2012 roku z wicemistrzostwem Polski.

 

Kalendarz

Sezon 2012/2013

Zwiń

Skład: Filip Dylewicz, Adam Waczyński, Frank Turner, Marcin Stefański, Michał Michalak, Piotr Dąbrowski, Mateusz Jarmakowicz, David Brembly, Sime Spralja, Kurt Looby, Maurice Acker, Ronald Davis, Lorinza Harrington;
Trenerzy: Żan Tabak/Mariusz Niedbalski, Krzysztof Szablowski

Po świetnym sezonie 2011/12, awansie do finału i obronie Pucharu Polski, kibice liczyli na nowe wyzwania. Tym bardziej, że klub miał powrócić do europejskich pucharów i wziąć udział w rozgrywkach Eurocup. Już budowa nowej drużyny przysporzyła jednak sporo problemów. Srebrni zawodnicy Trefla mogli liczyć na rynku na spore podwyżki, przekraczające możliwości klubu i tak Łukasz Koszarek przeniósł się do Gdyni, John Turek wrócił do Niemiec, a Łukasz Wiśniewski wybrał ofertę z Koszalina.

Po trzech latach klub zdecydował się także zakończyć współpracę z trenerem Karlisem Muiznieksem. Jego miejsce zajęła jedna z największych legend chorwackiej koszykówki, Żan Tabak. Chorwat był na początku swojej kariery trenerskiej, ale bardzo szybko pokazał profesjonalizm na najwyższym światowym poziomie i zjednał sobie cały zespół. Niestety po trzech miesiącach szkoleniowiec Trefla otrzymał życiową ofertę z Caja Laboral Vitoria i opuścił Sopot. Drużynę do końca rozgrywek prowadził jego asystent Mariusz Niedbalski.

Ważne kontrakty z klubem mieli Filip Dylewicz oraz Adam Waczyński. Z początku wydawało się, że zespół opuści również Marcin Stefański, który podpisał kontrakt ze Śląskiem, ale zespół z Wrocławia ostatecznie nie przystąpił do rozgrywek, a skrzydłowy Trefla przedłużył ostatecznie umowę z klubem na dwa kolejne sezony.

Pierwszym sukcesem klubu było podpisanie trzyletniego kontraktu z Michałem Michalakiem, jednym z najbardziej utalentowanych polskich graczy młodego pokolenia i wicemistrza Świata z Hamburga. Gracz przeszedł do Sopotu z ŁKS-u Łódź, gdzie był liderem drużyny. W Treflu miał pełnić rolę rezerwowego i wzbogacić rotację polskich zawodników. Hitem transferowym miał być także powrót do Sopotu Przemysława Zamojskiego.

Reprezentant Polski w grudniu opuścił jednak zespół. Powodem były zaległości w wypłatach. Z początku gracz zgodził się na proponowane przez klub warunki wyrównania zaległości, ale potem zmienił zdanie i z dnia na dzień opuścił klub, zrywając jednocześnie warunki kontraktu. W efekcie został zawieszony, co doprowadziło do sporu. Kilka tygodni później zawodnik zgłosił się do klubu z prośbą o polubowne zakończenie sprawy i doszło do ugody. W Treflu już jednak nie zagrał.

Ważną postacią w sopockiej drużynie był także Frank Turner. Amerykanin do Polski trafił z Holandii, gdzie sezon wcześniej sięgnął po tytuł mistrzowski. Miał zaledwie 178 cm wzrostu, ale brak wzrostu nadrabiał szybkością i sprytem. Potrafił zdobywać seryjnie punkty przeciw znacznie wyższym obrońcom, zawsze starając się przedostać jak najbliżej kosza.

Jego przeciwieństwem był Sime Spralja, jeden z najbardziej nietypowych graczy w historii klubu. Chorwat w Treflu grał jako środkowy, ale nie mógł się pochwalić ani dużą ilością zbiórek, ani skutecznością w grze tyłem do kosza. Był za to niezwykle skuteczny w rzutach z dystansu i zazwyczaj swojej szansy na punkty szukał za linią 6,75 m.

Polską część składu uzupełnili Mateusz Jarmakowicz, Piotr Dąbrowski i David Brembly. Ten pierwszy nie dotrwał jednak do końca sezonu i został wypożyczony do Radomia. W sezonie przygotowawczym z drużyną trenował także Maurice Acker, którego szybko zastąpił jednak doskonale znany sopockim kibicom Lorinza Harrington. Tuż przed sezonem do drużyny dołączył także Amerykanin Kurt Looby, a w czasie rozgrywek skład uzupełnił Ronald Davis.

Przygoda w Eurocup była dla sopocian wyjątkowo krótka. Trefl trafił do grupy śmierci z drużynami, które poziomem nie odstawały od zespołów euroligowych. W ERGO ARENIE była więc możliwość zobaczenia tak klasowych drużyn jak Galatasaray Stambuł (Turcja), Lokomotiv Kubań (Rosja) oraz BC Donieck (Ukraina), ale szanse na nawiązanie walki były od początku iluzoryczne.

Już pierwszy mecz rozegrany 7 listopada 2012 roku pokazał sopocianom, że o awansie mogą jedynie pomarzyć. Galatasaray, w którego składzie grali tacy zawodnicy jak Henry Domercant, David Hawkins, Milan Macvan, czy Jamont Gordon pewnie wygrało w ERGO ARENIE 94:65. Bez szans Trefl był także w Kubaniu.

Żółto-czarnym udało się za to nawiązać walkę w obu meczach z drużyną z Ukrainy. W Doniecku Filip Dylewicz rzutem równo z końcową syreną uratował dogrywkę. W dodatkowym czasie gospodarze się jednak wybronili i wygrali 92:87. Tydzień później byli już jednak bez szans. Trefl po świetnej czwartej kwarcie pewnie wygrał 77:67, odnosząc jedyne zwycięstwo.

Dwa ostatnie mecze z Galatasaray i Lokomotivem ponownie zakończyły się wysokimi porażkami sopocian i tym samym Trefl musiał się pożegnać z europejskimi pucharami. Bilans 1-5 z pewnością nie był sukcesem, ale patrząc na klasę rywali, trudno było oczekiwać lepszego wyniku. Zwycięzcą całych rozgrywek został Lokomotiv.

W rozgrywkach ligowych sopocianie pomimo różnych problemów potrafili utrzymać w miarę równą formę przez kilka miesięcy gry i dążyli od wygranej do wygranej. W pierwszym etapie kluczem do wysokiej pozycji były pewne zwycięstwa z drużynami z dołu tabeli. Treflowi w zasadzie nie przytrafiały się wpadki w spotkaniach, w których byli faworytem.

Sezon rozpoczął się 29 września 2012 roku od meczu w ERGO ARENIE z Polpharmą Starogard Gdański, który żółto-czarni pewnie wygrali 87:65. Z pierwszych siedmiu meczów, Trefl wygrał aż sześć, w tym w Zielonej Górze ze Stelmetem 84:72 i u siebie z PGE Turowem po dogrywce 80:76. Jedyna porażka przytrafiła się po bardzo zaciętym meczu w Koszalinie.

Po raz drugi gorycz przegranej sopocianie poczuli dopiero w drugiej połowie listopada, kiedy przegrali w Słupsku z Energą Czarnymi. Było to ostatnie spotkanie, w którym trenerem był Żan Tabak. Tydzień później, sopocianie wyraźnie przegrali we Włocławku z Anwilem, a na początku grudnia nie udało im się zdobyć gdyńskiej hali w derbach i przegrali 81:82. Pierwszą rundę udało się jednak zakończyć z bardzo dobrym bilansem 9 zwycięstw i 4 porażek.

W rundzie rewanżowej Treflowi brakowało nieco szczęścia. Najpierw po zdecydowanie najciekawszym meczu w całym sezonie i dogrywce musieli uznać wyższość Stelmetu w ERGO ARENIE 106:108, a kilka dni później doznali porażki w Zgorzelcu po szczęśliwym rzucie za trzy punkty równo z syreną Piotra Stelmacha.

Warto odnotować także zwycięstwo żółto-czarnych nad Anwilem 91:74, a także rewanż z Asseco 78:65 w obecności 7500 kibiców. We własnej hali gracze trenera Niedbalskiego nie byli w stanie pokonać za to Energi Czarnych, z którymi przegrali 63:83. Pierwszy etap nasi koszykarze zakończyli z bilansem 14 zwycięstw i 8 porażek. Pozwoliło to zająć czwarte miejsce ze stratą jednego punktu do lidera.

Znacznie bardziej udany był Trefla drugi etap rozgrywek TBL. Trefl zaczął od mocnego uderzenia wygrywając kolejno w Zgorzelcu 86:81, Gdyni 73:72 i Zielonej Górze 77:68. Potem jednak musiał zmierzyć się z pierwszym kryzysem w efekcie czego przegrał w ERGO ARENIE z Anwilem 67:79, Energą Czarnymi 59:64 i PGE Turowem 74:82. Na szczęście okres słabszej gry udało się przezwyciężyć i zmagania w sezonie zasadniczym sopocianie zakończyli czterema kolejnymi zwycięstwami ze Stelmetem, Anwilem, Asseco Prokomem i Energą Czarnymi.

Ostatecznie Trefl w szóstkach osiągnął bilans 7-3, a w całym sezonie regularnym 21-11. W drugim etapie sopocianie byli niepokonani w spotkaniach wyjazdowych, dzięki czemu przed startem play-off mogli się pochwalić bilansem 10 zwycięstw i 6 porażek w meczach poza ERGO ARENĄ. W domu nasi gracze wygrali 11 z 16 spotkań. Ostatecznie Trefl zajął drugie miejsce w tabeli i w ćwierćfinale trafił na AZS Koszalin.

Po tylu miesiącach ciężkiej pracy i dobrej gry, ciężko było zrozumieć to co stało się w pierwszej rundzie. Zespół Trefla w rywalizacji z AZS kompletnie się zaciął. Sopocianie grali bardzo niedokładnie i chaotycznie, nie dzielili się piłkę i nie realizowali założeń taktycznych. Co prawda udało się jeszcze wygrać pierwszy mecz w ERGO ARENIE 81:72, ale trzy kolejne padły już łupem rywali.

Drugi mecz od początku nie układał się po myśli Trefla. Goście prowadzili przez większość spotkania i tylko zryw w samej końcówce pozwolił odrobić straty i doprowadzić do dogrywki. W niej zabrakło już sił, aby pokonać AZS. Rywale wygrali 91:87 i wyrównali stan rywalizacji, ale to koszalinianie mieli w tym momencie przewagę własnego parkietu.

Na wyjeździe sopocianie byli bardzo blisko przedłużenia serii w obu meczach. W trzecim meczu o zwycięstwie gospodarzy zadecydował błąd w defensywie sopocian w ostatniej akcji spotkania, po której Paweł Leończyk wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 63:62. W czwartym spotkaniu robił co mógł Adam Waczyński, który zdobył 29 punktów i zapewnił drużynie zwycięstwo, ale w niej gospodarze po raz kolejny okazali się lepsi 84:79. Sopocianie zakończyli więc niespodziewanie sezon 5 maja 2013 roku.

Trefl po raz pierwszy w historii zakończył rywalizację na ćwierćfinale. Złożyło się na to wiele czynników. Problemy w czasie sezonu, liczne zmiany w składzie, słabsza forma liderów w play-off, a także zwyczajny pech. W końcu dwa z trzech przegranych meczów do rozstrzygnięcia wymagały dogrywki, a kolejny kończył zwycięski rzut w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry. Jedna akcja po stronie sopocian w jednym z tych meczów mogła spowodować, że sezon trwałby dalej.

Na pocieszenie sopocianom został obroniony w lutym Puchar Polski. Gra w europejskich pucharach spowodowała, że żółto-czarni przystępowali do rywalizacji od ćwierćfinału. Wygrali w nim 79:72 z Anwilem we Włocławku, dzięki 24 punktom Sime Spralji. W turnieju Final Four w Koszalinie, żółto-czarni najpierw rozgromili PGE Turów 90:76, a w finale, 10 lutego 2013 roku, pokonali AZS 64:59 zdobywając szósty w historii klubu Puchar Polski.

Kalendarz

Sezon 2013/2014

Zwiń

Skład: Adam Waczyński, Paweł Leończyk, Michał Michalak, Marcin Stefański, Sarunas Vasiliauskas, Lance Jeter, Simas Buterlevicius, David Brembly, Yemi Gadri-Nicholson, Krzysztof Roszyk, Paweł Dzierżak, Łukasz Jaśkiewicz
Trenerzy: Darius Maskoliunas, Mariusz Niedbalski

Sezon 2012/13 żółto-czarni kończyli z Pucharem Polski i Superpucharem Polski, ale odpadnięcie w play-off już w ćwierćfinale i problemy pozasportowe spowodowały, że nie można było zaliczyć tamtych rozgrywek do udanych. Latem w klubie trzeba było podjąć kilka ciężkich decyzji. Zdecydowanie najtrudniejszą z nich była konieczność rozstania z Filipem Dylewiczem, który przeniósł się do PGE Turowa Zgorzelec.

Nieco na osłodę po utracie legendarnego zawodnika naszej drużyny, w Treflu pojawił się pięciokrotny medalista w barwach naszej drużyny, Darius Maskoliunas. Litwin, który w sezonie 2004/05 kończył karierę zawodniczą w sopockim klubie, tym razem wracał w charakterze trenera. I razem z Mariuszem Niedbalskim stworzyli jeden z najbardziej zgranych sztabów szkoleniowych w lidze.

Nowym liderem drużyny został Adam Waczyński, który już w końcówce poprzedniego sezonu aspirował do tej roli. Przez trzy wcześniejsze sezony, skrzydłowy Trefla, z roku na rok się rozwijał, ale to sezon 2013/14 był dla niego prawdziwym sprawdzianem. I trzeba powiedzieć, że udźwignął ten ciężar, gdyż w najważniejszych momentach sezonu wygrywał Treflowi mecze.

Świetnym ruchem okazało się także ściągnięcie do Sopotu Pawła Leończyka, który w dużym stopniu przyczynił się do wyeliminowania sopocian w ćwierćfinale sezon wcześniej. Już w żółto-czarnych barwach był zdecydowanie najrówniej grającym zawodnikiem drużyny, a solidność i spokój jaki prezentował na parkiecie dały drużynie bardzo ważny atut w starciach podkoszowych. Jego zmiennikiem był ulubieniec sopockiej publiczności, Marcin Stefański, który został nowym kapitanem drużyny i tradycyjnie dawał drużynie zastrzyk energii, gdy ta tego potrzebowała najbardziej.

Sporym ryzykiem było obsadzenie pozycji rzucającego dwoma młodymi zawodnikami. Michał Michalak i David Brembly mieli w tym sezonie swoje okresy gry lepszej i słabszej, ale bez wątpienia przyczynili się do sukcesu na koniec sezonu. Podobnie jak Krzysztof Roszyk, który wspomógł drużynę swoim doświadczeniem. Rodzimą część składu uzupełniali Paweł Dzierżak i Łukasz Jaśkiewicz.

Na jedynce i piątce klub zakontraktował graczy zza granicy. W pierwszej części sezonu nie do zatrzymania byli Yemi Gadri-Nicholson i Sarunas Vasiliaskas, którzy świetnie ze sobą współpracowali, a ich pick’n’rolle były potężną bronią Trefla. W miarę trwania rozgrywek ich gra była jednak coraz lepiej rozpracowywana przez rywali, a coraz większą rolę odgrywali Lance Jeter i Milan Majstorović. To oni odgrywali większą rolę w decydujących meczach sezonu.

Nie można zapominać także o Simasie Buterleviciusie, który dołączył do drużyny w trakcie sezonu w ramach uzupełnienia składu. Litwin był jedną z kluczowych postaci ćwierćfinału z Energą Czarnymi, gdyż w pięknym stylu zatrzymał lidera słupszczan Rodericka Trice’a.

Sezon sopocianie rozpoczęli od ponownego wywalczenia Superpucharu Polski. 9 października 2014 roku żółto-czarni zaskoczyli wszystkich wygrywając z ze zdecydowanym faworytem, Stelmetem Zielona Góra, w jego hali 76:71. Bohaterem meczu był Sarunas Vasiliauskas, który trafił sześć trójek i zakończył mecz z 20 punktami.

W Hali CRS Trefl rozpoczynał także dwa tygodnie później rywalizację ligową. Tym razem lepsi okazali się gospodarze 90:88, którzy wygrali po dogrywce. Dodatkowego czasu gry wymagało także spotkanie we Włocławku, gdzie skuteczność z dystansu w najważniejszych momentach meczu pozwoliła pokonać Anwil Włocławek 90:80. Na początku grudnia Trefl udał się do Słupska, gdzie po bardzo zaciętym meczu musiał uznać wyższość Energi Czarnych 77:81.

Były to jedyne wyjazdowe mecze Trefla do końca roku. W styczniu żółto-czarni przegrali jeszcze w zaległym meczu pierwszej rundy z PGE Turowem. Pozostałe spotkania tej części sezonu odbyły się w Sopocie. Tak nietypowy terminarz to wynik Lekkoatletycznych Mistrzostw Świata, które przez prawie trzy miesiące zamknęły bramy do ERGO ARENY.

Zanim jednak obiekt na granicy Gdańska i Sopotu został opanowany przez lekkoatletów, zawodnicy trenera Maskoliunasa świetnie spisywali się we własnej hali. Siedem kolejnych zwycięstw u siebie pozwoliło Treflowi zakończyć pierwszą rundę na trzecim miejscu z bilansem 8-2 (pomimo zaległego meczu z PGE Turowem) .

Rundę rewanżową żółto-czarni rozpoczęli od kolejnej wygranej we własnej hali. Do ERGO ARENY przyjechał PGE Turów, a rewelacyjnie grający Paweł Leończyk wybił rywalom zwycięstwo z głowy. Trefl wygrał to spotkanie 85:74. Seria zwycięstw dobiegła końca tydzień później, gdy w pierwszym meczu w 2014 roku lepszy okazał się Stelmet Zielona Góra 66:85.

Ta porażka nie wpłynęła jednak na postawę sopocian w kolejnych meczach. Żółto-czarni kontrolowali sytuację, a konsekwentne ogrywanie drużyn z dołu tabeli na wyjeździe oraz pięć wygranych z rzędu na przełomie stycznia i lutego pozwoliło naszym graczom umocnić się na trzecim miejscu. Kluczowe były wygrane w Hali 100-lecia z Anwilem Włocławek 77:70 i Energą Czarnymi Słupsk 89:72, które zapewniły drużynie miejsce w górnej szóstce. Do włączenia się do walki o czołowe lokaty, zabrakło dwóch zwycięstw w ostatnich wyjazdowych meczach pierwszego etapu z Śląskiem i Asseco.

W szóstkach rywalizacja rozpoczęła się bardzo obiecująco. Sopocianie wrócili z dwoma punktami ze Zgorzelca po zwycięstwie 77:74. Blisko wygranej sopocianie byli także w meczu ze Stelmetem w Hali 100-lecia, ale po ogromnych emocjach i dogrywce goście wygrali 89:88. Nie pomogło 25 punktów Lance’a Jetera.

Po dwóch świetnych meczach, przyszło rozczarowanie w postaci porażki z Rosą w ERGO ARENIE 73:84. Bezbłędni koszykarze Trefla byli za to w meczach z Anwilem i Energą Czarnymi. Z tymi drużynami udało się wygrać zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Już na kilka kolejek przed końcem było przesądzone, że sopocianie do play-off przystąpią z trzeciej pozycji i w pierwszej rundzie zmierzą się z drużyną ze Słupska.

Początek tej serii nie zapowiadał takich emocji. Przebieg obu spotkań w ERGO ARENIE był bardzo podobny. Mecze były wyrównane, ale w decydujących minutach Sarunas Vasiliauskas trafiał za trzy punkty i odbierał gościom nadzieję na wygraną. Nasi gracze wygrali odpowiednio 77:71 i 83:75. Przed meczami w Słupsku byli w wymarzonej sytuacji.

W Hali Gryfia zawsze gra się bardzo ciężko. Szczególnie w play-off. Słupszczanie wykorzystali atut własnej hali, aby wyrównać stan rywalizacji. Trefl miał szansę na wygranie każdego z tych meczów, ale przespał trzecią kwartę i w rezultacie przegrał 56:69 oraz 62:73. Trudno było odżałować szczególnie tego czwartego spotkania, w którym nasi gracze mieli już 15 punktów przewagi. W każdym razie o awansie do półfinału decydowało piąte spotkanie w ERGO ARENIE.

Ten mecz przeszedł do historii nie tylko sopockiej koszykówki, ale i całej ligi. Żółto-czarni przez trzy kwarty grali fatalnie po obu stronach parkietu i o mały włos nie zakończyłoby się to pożegnaniem z marzeniami o półfinale. Na sześć minut przed końcem spotkania rywale prowadzili aż 18 punktami. Sygnał do odrabiania strat dał Paweł Leończyk, a trzy trójki Adama Waczyńskiego przywróciły Trefla do gry. W ostatniej minucie sopocianie w końcu wyszli na prowadzenie, a potem wybronili dwie kolejne akcje. ERGO ARENA eksplodowała z radości. Takiego meczu w historii naszego klubu jeszcze nie było.

W półfinale czekał już Stelmet Zielona Góra. Mistrzowie Polski kontrolowali pierwszy mecz i zasłużenie wygrali 79:75. W drugim inicjatywę przejęli nasi zawodnicy. Zagrali świetny mecz w defensywie i po raz pierwszy w sezonie pokonali Stelmet Zielona Góra 73:67, a duża w tym zasługa Lance’a Jetera, który zaliczył 13 punktów, 11 zbiórek i 5 asyst.

W ERGO ARENIE ponownie do głosu doszli gracze trenera Uvalina. Zagrali z pełnym zaangażowaniem i pokonali Trefla 94:69. Odpowiedź żółto-czarnych była równie mocna. Zespołowa koszykówka i walka o każdy centymetr parkietu to dwa czynniki, które dały wygraną 71:57. Decydującą kwartę sopocianie wygrali aż 24:8 i tym samym przedłużyli serię do piątego meczu. Niestety w Zielonej Górze gospodarze nie dali się już zaskoczyć po raz trzeci i pewnie wygrali 86:65.

Naszym graczom pozostało więc zakończyć ten udany sezon wywalczeniem brązowego medalu. I tu nie było jednak łatwo. Rosa po raz kolejny zaskoczyła naszych graczy w ERGO ARENIE  i wygrała pierwszy mecz 76:75. Trefl udowodnił jednak, że stojąc pod ścianą potrafi sobie poradzić z presją. Wygrał mecz w Radomiu 73:60, a następnie decydujące starcie w Hali 100-lecia 76:56 i po raz drugi w historii klubu zakończył rozgrywki na trzecim miejscu. Brązowe medale zawisły na szyjach sopocian 4 czerwca 2014 roku.

Śmiało można powiedzieć, że to co było w tym sezonie do ugrania, żółto-czarni ugrali. Do finalistów ze Zgorzelca i Zielonej Góry, posiadających w składzie prawie same gwiazdy, sopocianom mimo wszystko trochę brakowało, pozostałych rywali udało się wyprzedzić dzięki konsekwentnej i równej grze przez cały sezon.

Warto pamiętać także o sukcesach naszej młodzieży. Sopocianie regularnie przywozili medale w różnych kategoriach wiekowych i nie inaczej było w tym roku. Bezkonkurencyjna okazała się drużyna do lat 18, która w całym sezonie nie przegrała ani jednego spotkania i pewnie sięgnęła po złoty medal w turnieju finałowym we Wrocławiu. Zespół do lat 20 wrócił do Trójmiasta z brązowym medalem. Po srebro sięgnęli tymczasem młodzi koszykarze UKS 7 Trefl Sopot.

 

Kalendarz

Sezon 2014/2015

Zwiń

Skład: Paweł Leończyk, Michał Michalak, Marcin Stefański, Sarunas Vasiliauskas, Tautvydas Lydeka, DeShawn Painter, Eimantas Bendzius, Marcin Dutkiewicz, Sławomir Sikora, Willie Kemp, Bojan Popović, Paweł Dzierżak, Grzegorz Kulka, Artur Włodarczyk, Jakub Koelner
Trenerzy: Darius Maskoliunas/Mariusz Niedbalski, Krzysztof Roszyk

Sezon 2014/15 należał do tych wyjątkowo trudnych dla klubu i jego kibiców. Zespół w ciągu roku musiał zmagać się z wieloma problemami takimi jak krótka rotacja, kontuzje, czy zmiana trenera, co spowodowało, że Trefl na przemian potrafił zaskoczyć faworyta, ale i przegrać z niżej notowanym zespołem. Na szczęście mimo przeciwności losu sopocianie zdołali zrealizować swój plan minimum jakim był awans do play-off, ale o jego osiągnięcie musieli walczyć do ostatniej kolejki.

Po zakończeniu sezonu 2014/15 z zespołem pożegnał się Adam Waczyński, który otrzymał szansę grania w najlepszych europejskich rozgrywkach w Hiszpanii i został jednym z najlepszych strzelców swojej drużyny. Zespół opuścił także Lance Jeter, który w lidze holenderskiej otrzymał nagrodę MVP sezonu. David Brembly z powodzeniem występował w lidze niemieckiej. Simas Buterlevicius wrócił na Litwę, a Milan Majstorović kontynuował karierę na Węgrzech.

Brązowi medaliści w większości rozjechali się w różne strony świata, a Trefl musiał budować zespół od podstaw. Kontrakty na kolejny sezon mieli podpisane Michał Michalak i Paweł Leończyk i to wokół tych dwóch graczy miał być zbudowany zespół na kolejny sezon. Leon już w poprzednich rozgrywkach dał się poznać jako zawodnik na którym zawsze można polegać i który zawsze gra na wysokim poziomie. Dla Michała Michalaka miał to być z kolei rok przełomowy i z gracza drugoplanowego miał stać się jednym z liderów.

Kibiców ucieszyła wiadomość o przedłużeniu kontraktu na kolejne dwa lata z Marcinem Stefańskim, który nadal pełnił w drużynie funkcję kapitana. Pierwszym zakontraktowanym nowym graczem był Marcin Dutkiewicz, który rozegrał bardzo dobry poprzedni sezon w Słupsku, ale niestety przerwała go kontuzja kolana. To spowodowało, że nowy nabytek Trefla stracił kilka pierwszych kolejek kolejnego sezonu. Polską część rotacji uzupełnili Sławomir Sikora, a także najzdolniejsi gracze z drużyn młodzieżowych: Grzegorz Kulka, Paweł Dzierżak oraz Artur Włodarczyk.

Ciężar zdobywania punktów miał spaść w dużym stopniu na skrzydłowego Eimantasa Bendziusa. Litwin po kilku sezonach spędzonych głównie na ławce Lietuvosu postanowił przenieść się do drużyny, gdzie mógł liczyć na odpowiednią liczbę minut i miał możliwość dalszego rozwoju. Jego umiejętność seryjnego zdobywania punktów wielokrotnie ratowała zespół w tym sezonie.

Kolejnym mocnym punktem drużyny był Tautvydas Lydeka. Klub było stać w tym sezonie na podpisanie kontraktu tylko z jednym klasycznym środkowym, a zatrudniony przed rozpoczęciem sezonu DeShawn Painter się nie sprawdził. Stąd już w pierwszych tygodniach doszło do zmiany. Litwin dał drużynie możliwość gry pick’n’roll oraz zabezpieczył zespół na tablicach, a wraz z jego przyjściem zespół zaczął odnosić zwycięstwa.

Pozycję rozgrywającego także obsadzili obcokrajowcy. Pierwszym rozgrywającym ponownie został Sarunas Vasiliauskas, a na jego zmiennika wybrano Williego Kempa. Trenerzy bardziej widzieli Amerykanina na pozycji rzucającego, dlatego w lutym do zespołu dołączył także Bojan Popović, co w kluczowym momencie walki o ósemkę dało drużynie dodatkowy impuls.

W sztabie szkoleniowym doszło do dwóch ważnych zmian. Najpierw kończący karierę zawodniczą Krzysztof Roszyk zastąpił na stanowisku asystenta trenera Mariusza Niedbalskiego, a w połowie sezonu trener Niedbalski powrócił, aby zastąpić Dariusa Maskoliunasa na stanowisku pierwszego szkoleniowca. Trenerem przygotowania fizycznego nadal był Tobiasz Grzybczak, trenerem odnowy biologicznej Aleksander Walda, a kierownikiem drużyny Maciej Jeszka.

Już przygotowania do rozgrywek były mocno utrudnione. Trener Darius Maskoliunas i Sarunas Vasiliauskas do samego końca walczyli z Litwą na Mistrzostwach Świata, a Marcin Dutkiewicz kończył rehabilitację po kontuzji kolana. Przy krótkiej rotacji sopocian takie straty w okresie przygotowawczym znacznie utrudniły zarówno treningi jak i rozgrywanie sparingów.

Odbiło się to także na początku rozgrywek, w których sopocianie wygrali zaledwie jedno z pięciu pierwszych spotkań. Sezon rozpoczął się dla żółto-czarnych 4 października 2014 roku w Dąbrowie Górniczej. MKS wyszedł na parkiet mocno skoncentrowany, ale znacznie lepsza gra Trefla po przerwie dała zwycięstwo z beniaminkiem 83:67. Niestety kolejne mecze zakończyły się porażkami. Sopocianie przegrali kolejno ze Śląskiem Wrocław, AZS Koszalin, Asseco Gdynia i KING Wilkami Morskimi Szczecin.

Na przełamanie trzeba było poczekać do listopada. Już do Szczecina zespół pojechał z Tautvydasem Lydeką, który zastąpił słabo spisującego się DeShawna Paintera, ale dopiero we Włocławku nowy nabytek Trefla zaprezentował pełnię swoich umiejętności. Zdobył 14 punktów i 12 zbiórek, a żółto-czarni rozgromili we Włocławku Anwil 87:56.

W kolejnym meczu w ERGO ARENIE Trefl nie był faworytem spotkania ze Stelmetem. Wicemistrzowie Polski narzucili wysokie tempo i próbowali złamać sopocian już w pierwszej połowie, ale seria trójek pozwoliła gospodarzom zachować nadzieje na zwycięstwo. Po zmianie stron gracze trenera Maskoliunasa poprawili obronę i zagrali konsekwentnie w ataku. Szybko wypracowali przewagę i po najlepszym meczu w sezonie pokonali zielonogórzan 81:77. Na deser Trefl udał się do Słupska, gdzie w Hali Gryfia pokonał przeżywający kryzys zespół Energi Czarnych.

Wydawało się, że dzięki tym zwycięstwom Trefl odrobił wszystkie straty z początku sezonu i łapie wiatr w żagle. Niestety w kolejnych tygodniach zaczął przeplatać dobre występy ze słabymi. Zanotował niespodziewaną porażkę na własnym parkiecie z Jeziorem Tarnobrzeg, ale za to przywiózł dwa punkty z gorącej hali w Kutnie.

O sporym pechu mógł mówić Marcin Stefański, który dwa razy pod rząd skręcił kostkę, co go wyłączyło z gry na prawie dwa miesiące. Trefl tymczasem wygrał bez większych problemów z Polskim Cukrem, ale po bardzo słabej pierwszej połowie w Radomiu, stracił szansę na zwycięstwo z Rosą. Rok zakończył się szalonym meczem z Polpharmą zakończonym wynikiem 119:115 dla sopocian po dogrywce.

Tuż po Sylwestrze żółto-czarni udali się do Zgorzelca. PGE Turów, który przeniósł się przed sezonem do nowej hali, był dotąd niepokonany w lidze. Treflowi także mało kto dawał szansę na przerwanie tej serii, szczególnie po pierwszej połowie przegranej różnicą aż 18 punktów. W drugiej połowie sopocianie zaczęli jednak rzucać do kosza rywali całymi seriami i szybko odrobili większość strat. Zachowali także więcej zimnej krwi w końcówce, a zwycięskie punkty w ostatnich sekundach zdobył Michał Michalak zapewniając drużynie zwycięstwo 104:103 i kończąc imponującą serię Mistrzów Polski.

Na półmetku rozgrywek Trefl miał bilans 9 zwycięstw i 6 porażek, gdyż na koniec pierwszej części sezonu udało się pokonać w ERGO ARENIE Wikanę Start Lublin 111:94 po kolejnym dobrym występie w ataku.

Niestety tej skuteczności zabrakło w kolejnych spotkaniach, a kryzys przełożył się na pięć przegranych spotkań z rzędu. Wszystko zaczęło się od porażki po wyrównanym meczu w ERGO ARENIE z MKS Dąbrową Górniczą. Później przyszły trzy wyraźne przegrane mecze ze Śląskiem Wrocław, AZS Koszalin i w Gdyni z Asseco. Seria przedłużyła się do pięciu w kolejnym spotkaniu we własnej hali z KING Wilkami Morskimi. Po tym ostatnim spotkaniu w klubie podjęto decyzję o rozstaniu się z trenerem Dariusem Maskoliunasem, a drużynę oddano ponownie w ręce Mariusza Niedbalskiego. Przed szkoleniowcem postawiono cel awansu do play-off, które przy bilansie 9-11 nagle stało się zagrożone.

Zmiana szkoleniowca zbiegła się w czasie z przerwą na rozgrywki Pucharu Polski. W turnieju rozgrywanym w Gdyni z udziałem ośmiu najlepszych drużyn TBL, żółto-czarni zmierzyli się w ćwierćfinale z AZS Koszalin. Świetne spotkanie rozegrał Paweł Leończyk, który zaliczył 24 punkty i 6 zbiórek. Sopocianie trzy minuty przed końcem byli blisko doprowadzenia do remisu przy stanie 73:70, ale ostatecznie rywale nie pozwolili sobie odebrać wygranej. Niestety spotkanie było pechowe dla Marcina Dutkiewicza, który w czwartej kwarcie złamał rękę. Mimo tych okoliczności sopocianie mogli być zadowoleni ze swojej postawy, gdyż zaprezentowali się znacznie lepiej niż w poprzednich tygodniach, a sam mecz okazał się wkrótce punktem zwrotnym, który pozwolił wygrać kluczowe mecze w walce o play-off.

Pierwszy z nich został rozegrany już tydzień później w Hali 100-lecia. Anwil Włocławek był pierwszą drużyną aspirującą do wyrzucenia Trefla z ósemki. Na szczęście sopocianie już w pierwszej połowie rozstrzygnęli losy spotkania i po raz drugi w sezonie pewnie pokonali zespół z Kujaw, tym razem 72:60. Niestety ta sztuka nie udała się w kolejnych meczach ani z Energą Czarnymi, ani Stelmetem. Kolejne dwa punkty udało się wywieźć dopiero z Tarnobrzega i to pomimo kontuzji kostki Pawła Leończyka w pierwszej połowie spotkania.

Skrzydłowy Trefla nie był w stanie wystąpić także w arcyważnym meczu z Polfarmexem Kutno, kolejnym pretendentem do ćwierćfinału. Tym razem spotkanie nie ułożyło się już tak łatwo, ale konsekwentna gra w czwartej kwarcie oraz rewelacyjna postawa Sławka Sikory (17 pkt, 6 zb) pozwoliła pokonać gości 90:83. Tydzień później w Toruniu sopocianie mogli rozstrzygnąć na własną korzyść losy awansu, ale ostatecznie ulegli Polskiemu Cukrowi 85:93.

Tym samym do samego końca musieli kontrolować sytuację w tabeli i nie mogli sobie pozwolić na ani jedną wpadkę. Porażki z wyżej notowanymi drużynami z Radomia i Zgorzelca na szczęście nie mogły pokrzyżować żółto-czarnym planów, ale za to spotkania w Starogardzie Gdańskim i Lublinie trzeba było już bezwzględnie wygrać. W obu meczach Trefl zagrał z maksymalną koncentracją i w pełni kontrolował wydarzenia na boisku, pieczętując tym samym swój awans do play-off z bilansem 14 zwycięstw i 16 porażek.

W ćwierćfinale na sopocian czekali już Mistrzowie Polski ze Zgorzelca. PGE Turów od początku serii pokazał mistrzowską klasę i pewnie wygrał oba spotkania we własnej hali. Żółto-czarni próbowali się odegrać w ERGO ARENIE, ale ostatecznie sił starczyło im na wyrównaną walkę tylko w pierwszej połowie. Po zmianie stron naszpikowana gwiazdami drużyna trenera Rajkovicia zadała decydujący cios, kończąc przygodę żółto-czarnych w sezonie 2014/15.

Kolejny sukces na długiej liście dopisali sopoccy juniorzy. Trefl okazał się bezkonkurencyjny w kategorii do lat 20 pokonując w finale turnieju rozgrywanego w Gdyni Asseco. MVP turnieju otrzymał Grzegorz Kulka. Z kolei kadeci z UKS 7 Trefl Sopot wrócili z Radomia z brązowym medalem. Wszystkie drużyny sopockie ponownie zakwalifikowały się do turniejów finałowych w swoich kategoriach wiekowych.

Kalendarz

Sezon 2015/2016

Zwiń

Skład: Tyreek Duren, Anthony Ireland, Paweł Dzierżak, Piotr Śmigielski, Josip Bilinovac, Paweł Krefft, Marcin Dutkiewicz, Sławomir Sikora, Michał Kolenda, Grzegorz Kulka, Grzegorz Surmacz, Rafał Stefanik, Marcin Stefański, Ater Majok, Jakub Motylewski, Nenad Misanović
Trenerzy: Zoran Martić, Marcin Kloziński, Krzysztof Roszyk

Sezon 2015/2016 był z pewnością zupełnie nowym doświadczeniem dla sopockich kibiców. Wobec planu restrukturyzacji klubu, władze klubu zdecydowały się znacząco przebudować drużynę, co znalazło odzwierciedlenie w postawionych drużynie celach sportowych. Zadaniem dla odmłodzonej ekipy był nie konkretny wynik, lecz ambitna walka w każdym spotkaniu.

Funkcję pierwszego trenera objął doświadczony Słoweniec Zoran Martić, którego asystentami zostali znani w Sopocie Marcin Kloziński i Krzysztof Roszyk. W zespole pozostali kapitan Marcin Stefański, skrzydłowy Marcin Dutkiewicz, a także młodzieżowi reprezentanci Polski – Paweł Dzierżak, Grzegorz Kulka i Artur Włodarczyk. Pierwszym wzmocnieniem składu przed nowym sezonem został Piotr Śmigielski. Wkrótce do drużyny dołączyli też doświadczony podkoszowy Grzegorz Surmacz, młody polski skrzydłowy Rafał Stefanik i dynamiczny chorwacki obrońca, Josip Bilinovac. Na newralgicznych pozycjach rozgrywającego i centra klub postawił na Amerykanina Tyreeka Durena i Australijczyka Atera Majoka. Skład wzmocnili też młodzi zawodnicy z grup juniorskich Trefla Sopot – obrońca Paweł Krefft, skrzydłowy Michał Kolenda oraz środkowy Jakub Motylewski.

Żółto-czarni rozpoczęli sezon bardzo pechowo. Po serii dobrych występów w przedsezonowych sparingach, tuż przed startem Tauron Basket Ligi kontuzji doznali kluczowi zawodnicy – Ater Majok i Piotr Śmigielski. Osłabiony zespół wysoko przegrał u siebie pierwszy mecz z Asseco Gdynia (51:73), połączony z uroczystymi obchodami 20-lecia sopockiej koszykówki. Niestety, zła inauguracja wyraźnie podcięła sopocianom skrzydła, a przedłużająca się absencja Majoka nie ułatwiała wejścia na właściwy tor. Wobec problemów zdrowotnych kluczowego gracza, klub sprowadził zastępstwo w postaci Nenada Misanovicia, jednak serbski gigant (218 cm) nie był w stanie odmienić oblicza drużyny i po miesiącu rozstał się z zespołem. Wkrótce po nim, z Treflem pożegnał się Grzegorz Surmacz, którego kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. Artur Włodarczyk przeniósł się z kolei na zasadzie wypożyczenia do I-ligowego GTK Gliwice.

Problemem graczy trenera Zorana Marticia były przede wszystkim źle rozgrywane decydujące fragmenty spotkań. Zastanawiająco często sopocka drużyna po trzydziestu kilku minutach dobrej gry traciła zwycięstwo dosłownie w ostatnich sekundach. W całym sezonie zdarzyło się tak aż ośmiokrotnie, w tym cztery razy z rzędu w początkowej fazie rozgrywek!

Pierwsze zwycięstwo w sezonie Trefl odniósł dopiero na początku grudnia, pokonując u siebie AZS Koszalin. Po końcowej syrenie tego meczu na parkiecie długo trwał taniec radości sopocian, którzy mogli poczuć się jak gdyby „po długiej ciąży urodzili słonia” (żartobliwa metafora trenera Marticia z konferencji prasowej). W tym samym miesiącu żółto-czarni pokonali jeszcze Polfarmex Kutno i Start Lublin, co pozwoliło im odbić się od dna ligowej tabeli. Na włączenie się do walki o play-off było to jednak za mało, zwłaszcza, że w kolejnych miesiącach nad zespołem nadal ciążyła klątwa fatalnych końcówek. W połowie sezonu klub stanął przed alternatywą: natychmiastowe, poważne zmiany w składzie lub dalsza, cierpliwa praca z odmłodzonym składem. Władze Trefla zdecydowały się na drugą opcję, z myślą o rozwoju mniej doświadczonych graczy.

I gdyby wskazać jeden, zdecydowany pozytyw w ligowych występach sopocian, byłyby to właśnie spory udział w grze młodych koszykarzy. Dużo minut od trenera Marticia regularnie otrzymywali Grzegorz Kulka i Paweł Dzierżak, a swoje szanse otrzymywali również Paweł Krefft, Michał Kolenda, Rafał Stefanik i Jakub Motylewski. Każdy z wymienionych graczy poczynił wyraźne postępy, do czego przyczyniły się z pewnością trudne pojedynki z dużo bardziej doświadczonymi rywalami, którzy nie godzili się na żadną taryfę ulgową. I choć w grze „młodych wilków” nie brakowało błędów, ich ambitna postawa pozwala patrzeć w przyszłość z optymizmem. Dodajmy, że w rundzie zasadniczej TBL Trefl był zespołem, w którym zawodnicy w wieku 21 lat i młodsi rozegrali zdecydowanie najwięcej minut i zdobyli najwięcej punktów.

Kibice żółto-czarnych długo czekali na zwyżkę formy swoich ulubieńców, ale ta nadeszła dopiero w końcówce rundy zasadniczej. W marcu nastąpiła ważna zmiana na pozycji rozgrywającego. Umowa Tyreeka Durena została rozwiązana, a zastępcą Amerykanina został jego rodak, Anthony Ireland. Filigranowy (175 cm) playmaker szybko zaadaptował się w zespole i już po kilku występach był niekwestionowanym liderem ofensywnym sopockiej drużyny. Dzięki jego trafieniu w ostatniej sekundzie meczu ze Startem w Lublinie Trefl odniósł swoje pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w sezonie. Wkrótce potem w Hali 100-lecia Sopotu koszykarze trenera Marticia sensacyjnie pokonali Anwil Włocławek i rozgromili Stal Ostrów Wielkopolski. W obu tych spotkaniach Trefl był ekipą na miarę oczekiwań fanów – ambitną, skuteczną i grającą zespołową koszykówkę. Gdy runda zasadnicza dobiegła końca, aż szkoda było, że sopocianie nie mogą dalej korzystać z fali wznoszącej, na której się znaleźli. Trefl Sopot zakończył sezon na 15. miejscu w ekstraklasie z bilansem 8 zwycięstw i 24 porażek, co oznaczało brak awansu do play-off.

Na pociechę sopockim kibicom pozostały tradycyjnie dobre wyniki żółto-czarnej młodzieży. Zdecydowanie najlepszy wynik – mistrzostwo Polski U16 – osiągnęli kadeci UKS 7 Trefl Sopot, czyli klubu będącego bezpośrednim młodzieżowym zapleczem ekstraklasowego Trefla. Juniorzy Trefla Sopot zajęli czwarte miejsce na mistrzostwach Polski U18, z kolei juniorzy starsi (U20) uplasowali się na szóstej pozycji. W finale mistrzostw Polski U14 znaleźli się także młodzicy UKS „Siódemki”, którzy wywalczyli czwarte miejsce.
Trefl Sopot 2015/2016

Kalendarz

Sezon 2016/2017

Zwiń

Skład: Filip Dylewicz, Anthony Ireland, Łukasz Kolenda, Jakub Karolak, Michał Kolenda, Grzegorz Kulka, Bartosz Majewski, Tyler Laser, Nikola Marković, Artur Mielczarek, Jakub Motylewski, Marcin Stefański, Piotr Śmigielski, Maciej Żmudzki, Paweł Dzierżak, Paweł Krefft, Pedja Stamenković. Trenerzy: Zoran Martić, Marcin Kloziński, Krzysztof Roszyk.

Sezon 2016/2017 był dla kibiców i koszykarzy Trefla pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji: powrót ikony klubu – Filipa Dylewicza, zmiana trenera i przede wszystkim, pasjonująca walka o awans do fazy play-off. Te wydarzenia są idealną ilustracją tamtych rozgrywek, które stanowiły dobry prognostyk na przyszłość.

Przy budowie składu na sezon 2016/2017 władze klubu postawiły na kontynuowanie projektu, który rok wcześniej rozpoczął trener Zoran Martić. Słoweńcowi udało się namówić do dalszej współpracy Marcina Stefańskiego, dla którego był to ósmy sezon w barwach sopockiej drużyny. Kolejna grupa młodych graczy pukała do składu, lecz po okresie przygotowawczym z zespołem pożegnali się Paweł Dzierżak i Paweł Krefft, szukając większej liczby minut. Swoją pozycję w zespole konsekwentnie umacniał inny utalentowany zawodnik – Michał Kolenda. Do grona sopockiej młodzieży dołączyli ponadto: Łukasz Kolenda, Bartosz Majewski, Jakub Karwowski i Maciej Żmudzki. Pozytywną informacją dla kibiców był fakt, że na newralgicznej pozycji rozgrywającego ponownie zameldował się Anthony Ireland, który już w poprzednim sezonie pokazał, że ma zadatki na lidera. Równie istotnie było pozostanie w zespole Piotra Śmigielskiego. Szukając wzmocnień działacze chcieli pozyskać zawodników, mających stanowić o sile zespołu Pierwszy nad morze z Koszalina przywędrował Artur Mielczarek, który przez lata wyróżniał się wzorową etyką pracy, uchodząc za specjalistę od defensywy. Polską rotację wzmocnił również Jakub Karolak. Młody gracz przybył do Trefla z zamiarem rozwinięcia swoich umiejętności, po tym, jak dostawał szanse w PGE Turowie, często wychodząc na parkiet w pierwszej piątce. Strefę podkoszową wzmocnił ograny w Europie Serb – Nikola Marković, mając odgrywać rolę podstawowego środkowego. Prawdziwą „bombę transferową” stanowił powrót do Sopotu ikony klubu – Filipa Dylewicza, który po dwóch latach nieobecności wrócił do Sopotu. Wobec odejścia Pawła Dzierżaka konieczne było obsadzenie pozycji rezerwowego rozgrywającego. Początkowo do drużyny dołączył Serb, Pedja Stamenković, lecz po kilku meczach został odesłany do domu. Zastąpił go Amerykanin – Tyler Laser, który dokończył rozgrywki. W okresie przygotowawczym nasza drużyna radziła sobie ze zmiennym szczęściem, ale najważniejsze, że obyło się bez poważniejszych kontuzji.

Sezon zaczął się od trudnego wyzwania, jakim było starcie z mistrzowską ekipą Stelmetu. Pomimo ambitnej postawy, to goście cieszyli się ze zwycięstwa. Premierowa wygrana Trefla przypadła na wyjazdowy mecz ze Stalą. Potem przyszedł mały kryzys, który został przełamany w najlepszym momencie, czyli podczas derbów Trójmiasta. Ta ważna dla kibiców wygrana dodała animuszu koszykarzom, którzy od tego momentu zanotowali cztery zwycięstwa z rzędu. I gdy wydawało się, że to dobry prognostyk na dalszą część sezonu, pojawiła się kolejna obniżka formy, która skutkowała pięcioma porażkami z kolei. Wówczas żółto-czarni legitymowali się bilansem 9 zwycięstw i 10 porażek. Po tak trudnym okresie dość niespodziewanie pokonali ówczesnego lidera z Torunia. Dobra gra zaowocowała awansem do turnieju finałowego Pucharu Polski. Tam jednak, pomimo ambitnej pogoni, nasz zespół musiał uznać wyższość rewelacyjnego Miasta Szkła Krosno, odpadając już na etapie ćwierćfinału.

W rozgrywkach młodzieżowych podopieczni Krzysztofa Roszyka rywalizowali w mistrzostwach Polski do lat 20, które odbyły się w Gdyni. Zespół dowodzony przez braci Kolendów uplasował się na 5. miejscu, pozostawiając po sobie dobre wrażenie. Zespół U18 z kolei uzyskał czwarte miejsce w kraju. Warto zwrócić uwagę na liczne sukcesy w innych kategoriach wiekowych. Kadeci UKS 7 cieszyli się z brązowego medalu mistrzostw Polski, a nie zabrakło również osiągnięć na arenie międzynarodowej. Drużyny U15 i U16 uzyskały awans do Dywizji A w europejskiej lidze EYBL – nazywaną młodzieżową Euroligą. Ponadto koszykarze z UKS 7 Sopot zdobyli łącznie sześć tytułów mistrza Pomorza.

27 marca 2017 roku to ważna data dla losów sezonu 2016/2017. Wówczas, pomimo realnej szansy na awans do fazy play-off, z powodów osobistych ze swojej posady zrezygnował trener Zoran Martić. Jego całościowy bilans podczas blisko dwuletniej pracy w Treflu to: 57 rozegranych meczów, 21 zwycięstw, 36 porażek. Słoweniec zostawił podopiecznych na 11. miejscu w ligowej tabeli. Zastąpił go ówczesny asystent, Marcin Kloziński, który w debiucie musiał uznać wyższość Energa Czarnych Słupsk. Później było już tylko lepiej. Koszykarze odzyskali radość z gry, czego efektem były zwycięstwa z niżej notowanymi rywalami z Kutna i Koszalina oraz prestiżowy triumf w derbach nad Asseco. Wobec lepszej postawy nasz zespól do końca walczył o wejście do czołowej ósemki. Niestety w ostatniej kolejce musiał uznać wyższość zwycięscy rundy zasadniczej, Anwilu Włocławek, ostatecznie kończąc sezon tuż „pod kreską”, czyli na 9. miejscu. Głównym powodem takiego stanu rzeczy były zbyt duże wahania formy, jakie na przestrzeni całych rozgrywek zaprezentowali gracze Trefla.

Drugoligowe rezerwy Trefla stanowiły doskonały poligon doświadczalny dla graczy, którzy rzadziej otrzymywali szansę gry w pierwszym zespole. Głównymi postaciami w ekipie Krzysztofa Roszyka byli Michał i Łukasz Kolendowie oraz Grzegorz Kulka. Ostatecznie zespół Trefla II uplasował się na 8. miejscu w swojej grupie II ligi.

Pomimo braku realizacji postawionego przed sezonem celu, dobra końcówka rundy zasadniczej, wynikająca ze zmiany trenera mogła napawać optymizmem. Nowa jakość, jaką do gry zespołu wprowadził Marcin Kloziński pozwala mieć nadzieję, że Trefl już w kolejnych rozgrywkach usadowi się w górnych rejonach tabeli.

Kalendarz

Sezon 2017/2018

Zwiń

Skład: Steve Zack, Łukasz Kolenda, Brandon Brown, Piotr Śmigielski, Bartosz Majewski, Nikola Marković, Filip Dylewicz, Jakub Karolak, Marcin Stefański, Obie Trotter, Sebastian Walda, Jakub Motylewski, Grzegorz Kulka, Patryk Pułkotycki, Jermaine Love, Michał Kolenda, Maciej Żmudzki, Artur Mielczarek.
Trenerzy: Marcin Kloziński, Krzysztof Roszyk

Sezon 2017/2018 upłynął pod znakiem kontuzji, ale Trefl do ostatniego meczu walczył o awans do play-offów. Przed rozgrywkami do zespołu dołączyli dwaj zawodnicy, którzy od początku sezonu prezentowali się bardzo dobrze – Steve Zack z miejsca stał się czołowym centrem ligi, a Brandon Brown dobrze prowadził grę Trefla. W rozgrywaniu pomagał 18-letni Łukasz Kolenda, który był odważnie wprowadzany do zespołu przez trenera Marcina Klozińskiego. Debiut w PLK zaliczył również 17-letni Sebastian Walda.

W pierwszej rundzie sezonu 2017/2018 znakomicie rozwijał się talent Jakuba Karolaka, który swoją świetną grą dał Treflowi wygraną w derbach i zaczął być poważnym kandydatem do gry w kadrze narodowej. Kolejną młodość przeżywał również Filip Dylewicz – skrzydłowy sopocian w listopadzie zagrał po raz 600. w polskiej ekstraklasie, co do tej pory udało się tylko trzem koszykarzom.

W dalszej części sezonu kontuzje Brandona Browna i Artura Mielczarka wpłynęły na obniżkę formy sopocian. Aby wrócić na właściwe tory, w zespole zostały wprowadzone zmiany. Od razu po urazie Browna do ekipy dołączył Jermaine Love. W styczniu doszło jednak do większych roszad – ekipę opuścił Nikola Marković, a dołączył jeden z najlepszych rozgrywających poprzedniego sezonu w polskiej lidze – Obie Trotter. To właśnie nowy gracz z miejsca stał się liderem zespołu i poprowadził „serce Sopotu” do zwycięstwa w meczu z mistrzem Polski – Stelmetem. W późniejszym czasie do ekipy Trefla powrócił jeszcze wypożyczony wcześniej Grzegorz Kulka, a sopocka drużyna zanotowała doskonały moment w lutym i marcu, kiedy to zawodnicy Marcina Klozińskiego uzyskali pięć zwycięstw z rzędu i zadomowili się na miejscu w czołowej ósemce.

Mimo serii wygranych sytuacja w tabeli wciąż wyglądała tak, że Trefl potrzebował kolejnych punktów, żeby pozostać na miejscu gwarantującym awans do fazy play-off. W trzech ostatnich spotkaniach sopocianie mieli za rywali liderów z Włocławka, wicemistrzów Polski z Torunia oraz bezpośredniego rywala w walce o ósemkę – King Szczecin. W tych starciach Trefl potrzebował minimum dwóch wygranych, aby zapewnić sobie awans do play-offów. Pierwsza przeszkoda została pokonana, Anwil wyjechał z ERGO ARENY z porażką. Później nastąpiły jednak przegrane z Polskim Cukrem i szczecinianami, a „serce Sopotu” zajęło w końcowej tabeli 10. miejsce. Ostatni mecz sezonu, przeciwko Kingowi był 500. występem Filipa Dylewicza w barwach Trefla.

Kalendarz

Sezon 2018/2019

Zwiń

Skład: Łukasz Kolenda, Ian Baker, Piotr Śmigielski, Ovidijus Varanauskas, Sebastian Walda, Marcin Stefański, Phil Greene IV, Grzegorz Kulka, Sasa Zagorac, Patryk Pułkotycki, Michał Kolenda, Jonte Flowers, Damian Jeszke, Paweł Leończyk, Milan Milovanović, Benjamin Didier-Urbaniak, Sebastian Rompa


Trenerzy: Marcin Kloziński, Jukka Toijala, Marcin Stefański

Przed sezonem 2018/2019 w zespole Trefla doszło do kilku zmian w składzie. Ekipę znad Zatoki Gdańskiej opuścili Filip Dylewicz, Artur Mielczarek, Jakub Karolak, Obie Trotter, Jermaine Love, Steve Zack, z kolei karierę koszykarską zakończył Marcin Stefański. Pożegnanie popularnego „Stefana” odbyło się podczas pierwszego meczu sopocian w sezonie 2018/2019 – wtedy wieloletni kapitan „serca Sopotu” po raz ostatni w roli koszykarza wyszedł na ligowy parkiet, a koszulka z numerem 10 została zastrzeżona i zawisła pod dachem ERGO ARENY. Nowym kapitanem Trefla został Paweł Leończyk, który powrócił do Sopotu po kilku sezonach przerwy. Poza „Leonem” do ekipy sopockiej dołączyli Milan Milovanović, Vernon Taylor, Ian Baker i Damian Jeszke.

Sezon 2018/2019 rozpoczął się od meczu z brązowym medalistą Energa Basket Ligi – Polskim Cukrem Toruń. Sopocianie dowodzeni przez Marcina Klozińskiego, pomimo osłabień spowodowanych kontuzjami, do końca walczyli z faworytami, przegrywając zaledwie czterema punktami. W pierwszym spotkaniu zabrakło Milovanovicia i Bakera, a gdy oni wrócili do zdrowia, to ze składu wypadli Michał Kolenda i Piotr Śmigielski. Brak dwóch ważnych graczy przełożył się na krótszą rotację i problemy kondycyjne zespołu. Wynikiem tego były porażki, które doprowadziły najpierw do zmiany trenera, a następnie do zatrudnienia nowych, doświadczonych zawodników. W listopadzie Marcina Klozińskiego zastąpił Fin Jukka Toijala – szkoleniowiec mający na koncie medale ligi fińskiej i rumuńskiej. Z kolei w grudniu do ekipy „serca Sopotu” dołączyli Saša Zagorac oraz Jonte Flowers, mający wzmocnić rywalizację w drużynie i dodać jej niezbędnego doświadczenia.

Pomimo wzmocnień sytuacja zdrowotna, a także sytuacja w tabeli nie uległy większym zmianom. Pech nie opuszczał koszykarzy Trefla, którzy w żadnym spotkaniu nie mogli zagrać w pełnym, optymalnym składzie. To doprowadziło do kolejnych transferów – najpierw do drużyny dołączył litewski rozgrywający Ovidijus Varanauskas, a w połowie marca zespół wzmocnił Phil Greene IV. Doszło też do zmiany trenera – na stanowisku szkoleniowca Jukkę Toijalę zastąpił Marcin Stefański, który już w swoim drugim meczu doprowadził zespół do ważnego zwycięstwa z MKS-em Dąbrowa Górnicza.

W kolejnym starciu #sercesopotu mierzyło się ze Stelmetem Enea BC Zielona Góra. Spotkanie pod hasłem „Meczu Kaszubskiego” zgromadziło na trybunach ERGO ARENY aż 8791 kibiców, co było rekordem frekwencji tego sezonu Energa Basket Ligi i najlepszym wynikiem od siedmiu lat w całej polskiej koszykówce. Sopocianie walczyli do końca z niesamowicie silnym rywalem, niesieni głośnym dopingiem tysięcy gardeł. Ostatecznie jednak to goście odnieśli wygraną 90:85.

Żółto-czarni dzielnie walczyli o ligowy byt. Co prawda następne starcie, wyjazdowy mecz z GTK Gliwice, zakończył się porażką 77:75, ale 30 marca Trefl triumfował w derbach Pomorza przeciwko Polpharmie 82:71. Niestety, w następnych czterech meczach sopocianie musieli uznać wyższość rywali i przed ostatnią kolejką sezonu zasadniczego wciąż nie byli pewni utrzymania w Energa Basket Lidze. O wszystkim miał zadecydować mecze 30. kolejki. Trefl musiał nie tylko wygrać w Koszalinie z miejscowym AZS-em, ale również liczyć na porażkę Miasta Szkła Krosno w Gliwicach.

28 kwietnia 2019 roku o godzinie 17:45 rozpoczęły się decydujące spotkania. Zespół Marcina Stefańskiego od początku spotkania z AZS-em narzucił swój styl gry i po pierwszej kwarcie miał już 10 oczek zapasu. Kolejne szesnaście dołożył w drugich dziesięciu minutach, dzięki czemu na przerwę schodził z wynikiem 61:35. Ponadto dobre wieści spływały do Koszalina z Gliwic, gdzie GTK prowadziło 61:46. To jeszcze bardziej zmobilizowało żółto-czarnych, którzy zwyciężyli pozostałe części meczu i ostatecznie triumfowali 102:67. W tym samym czasie zespół Miasto Szkła próbował odwrócić losy rywalizacji z gliwiczanami, ale ich próba zakończyła się niepowodzeniem. Trefl Sopot z utrzymaniem!

Kalendarz

Sezon 2019/2020

Zwiń

Skład: Łukasz Kolenda, Benjamin Didier-Urbaniak, Carlos Medlock, Daniel Ziółkowski, Jeff Roberson, Mateusz Kruszkowski, Martynas Paliukenas, Wiktor Jaszczerski, Mikołaj Kurpisz, Witalij Kowalenko, Nana Foulland, Darious Moten, Michał Kolenda, Błażej Kulikowski, Paweł Leończyk, Sebastian Rompa, Cameron Ayers


Trenerzy: Marcin Stefański, Krzysztof Roszyk

Rozgrywki 2018/2019 Trefl Sopot rozpoczął od zwycięstwa. 28 września w ERGO ARENIE zespół Marcina Stefańskiego pewnie pokonał faworyzowaną drużynę King Szczecin 90:79. Z kolejnych sześciu spotkań zawodnicy reprezentujący miasto Sopot wygrywali aż pięciokrotnie. Szerokim echem szczególnie odbiło się wyjazdowe zwycięstwo nad zespołem mistrza Polski i ówcześnie uczestnikiem elitarnej Ligi Mistrzów, Anwilem Włocławek, 86:84. Rok 2019 sopocianie zakończyli widowiskowym zwycięstwem nad HydroTruckiem Radom 84:83. Żółto-czarni mogli cieszyć się z dziewiątego triumfu w sezonie po rzucie za trzy punkty w ostatniej sekundzie meczu.

Dzięki dobrym rezultatom drużyna Marcina Stefańskiego zapewniła sobie miejsce w Suzuki Pucharze Polski. Zanim rozpoczęły się zmagania w stolicy, zespół rozegrał prestiżowe spotkania w ERGO ARENIE – derbowy mecz z Asseco Arką Gdynia oraz pojedynek z mistrzem Polski, Anwilem Włocławek. Koszykarska rywalizacja przyciągnęła do hali szeroką publikę. Na trybunach podczas meczu z Asseco zasiadło 4561 osób, zaś w trakcie spotkania z włocławianami drużyny dopingowane były przez 4702 kibiców! Obie gry charakteryzowały się walką przez pełne 40 minut, jednak ostatecznie to rywale wychodzili z nich zwycięsko.

W pierwszych dwóch miesiącach 2020 roku w drużynie Trefla Sopot doszło do trzech roszad kadrowych. Na początku stycznia zespół opuścił Karol Kamiński, który na zasadzie rozwiązania umowy za porozumieniem stron przeniósł się do pierwszoligowego Górnika Wałbrzych, zaś amerykański koszykarz Jeff Roberson wrócił do Stanów Zjednoczonych z powodów osobistych. Nowym zawodnikiem Trefla został Martynas Palinauskas. Litwin dołączył do sopockiej drużyny po wygaśnięciu umowy z Polpharmą Starogard Gdański. 26-latek w sezonach był wybierany najlepszym obrońcą rundy zasadniczej Energa Basket Ligi w sezonach 2017/2018 i 2018/2019.

Przygoda seniorów sopockiego klubu z pucharowymi zmaganiami zakończyła się na meczu ćwierćfinałowym z liderem tabeli Energa Basket Ligi, Stelmetem Enea BC Zielona Góra. Historyczny wyczyn osiągnęła za to drużyna Trefla Sopot do lat 20. Młodzi koszykarze w półfinale rozgrywek pokonali Exact Systems Śląsk Wrocław 78:74, zaś w decydującym meczu po arcyciekawym widowisku triumfowali 79:77 nad Asseco Arką Gdynia i zdobyli pierwszy Młodzieżowy Puchar Polski. Najbardziej wartościowym zawodnikiem turnieju został środkowy Trefla Sopot, Szymon Zapała. Dodatkowo Trefl Sopot U-20 został wicemistrzem Młodzieżowych Mistrzostw Polski.

Luty drużyna seniorów zakończyła przekonującym wyjazdowym zwycięstwem nad GTK Gliwice 99:71. Na początku kolejnego miesiąca kadra sopockiej drużyny została wzmocniona. Nowym zawodnikiem Trefla został amerykański skrzydłowy Darious Moten. Koszykarz walnie przyczynił się do triumfu sopocian 86:76 nad WKS-em Śląsk Wrocław zdobywając 16 punktów, do których dołożył 5 zbiórek i 2 bloki. Niestety, był to ostatni mecz Trefla w rozgrywkach 2019/2020. Z powodu pandemii koronawirusa rozgrywki Energa Basket Ligi 2019/2020 zostały najpierw zawieszone, a 18 marca została podjęta decyzja o ich zakończeniu. Trefl Sopot został sklasyfikowany na 6. miejscu!

 

Kalendarz

Sezon 2020/2021

Zwiń

Skład: Łukasz Kolenda, Wiktor Jaszczerski, Daniel Ziółkowski, Nuni Omot, Martynas Paliukenas, TJ Haws, Dominik Olejniczak, Witalij Kowalenko, Patryk Pułkotycki, Darious Moten, Michał Kolenda, Hubert Łałak, Paweł Leończyk, Łukasz Klawa, Karol Gruszecki, Sebastian Rompa, Nikola Radičević
Trenerzy: Marcin Stefański, Krzysztof Roszyk

Już w czerwcu Trefl Sopot rozpoczął przygotowania do sezonu 2020/2021, którego inauguracja została zaplanowana na końcówkę sierpnia. Klub kompletowanie drużyny rozpoczął od informacji o przedłużeniu kontraktu z trenerem Marcinem Stefańskim, a następnie komunikował przedłużenie współpracy z zawodnikami, którzy występowali w żółto-czarnych barwach w rozgrywkach 2019/2020. W kadrze pozostali – kapitan Paweł Leończyk, który przedłużył umowę do 2023 roku, a także Michał Kolenda, Darious Moten, Witalij Kowalenko, Martynas Paliukenas i Łukasz Kolenda.

Na początku lipca klub ogłosił premierowy transfer nowego zawodnika, a został nim reprezentant Polski, Dominik Olejniczak. Wykorzystując zasięgi, jakie niesie wieść o nowym koszykarzu, Trefl Sopot postanowił także rozpocząć akcję #SerceDlaSopotu. Ta oraz każda kolejna grafika transferowa zawierała informacje nie tylko o graczu, ale również przedstawiała jednego z podopiecznych schroniska dla zwierząt Sopotkowo. W ten sposób klub chciał poruszyć ważny temat adopcji zwierząt i zachęcić do niej. Akcja zakończyła się powodzeniem, gdyż przedstawiane przez Trefla Sopot psy w niedługim czasie znalazły nowy dom. Jeżeli chodzi o aspekt sportowy – kadrę pierwszej drużyny, oprócz wspomnianego Dominika, wzmocnili także Karol Gruszecki, czyli kolejny z reprezentantów naszego kraju oraz amerykański rozgrywający, TJ Haws.

Od 15 lipca do 28 sierpnia koszykarze Trefla Sopot przygotowywali się do rozgrywek 2020/2021. W tym czasie sopocka drużyna rozegrała siedem sparingów, a sześć z nich kończyło się naszym zwycięstwem. Rozgrywki Energa Basket Ligi zespół #sercasopotu zainaugurował od domowego spotkania przeciwko aktualnemu mistrzowi Polski, Zastalowi Enea BC Zielona Góra. Po zaciętej rywalizacji żółto-czarni musieli uznać wyższość rywali w stosunku 71:76.

Na swój pierwszy wyjazdowy mecz zespół #sercasopotu czekał do 12 września. Wówczas nasi koszykarze wystąpili w Hali Mistrzów, gdzie zmierzyli się z Anwilem Włocławek. Drużyna Marcina Stefańskiego zaprezentowała się ze świetnej strony i pokonała przeciwników 89:74. Do końca miesiąca Trefl rozegrał jeszcze trzy spotkania u siebie i z dwóch z nich wyszedł zwycięsko. Niestety, mecz przeciwko Arged BMSlam Stali Ostrów Wielkopolski, był ostatnim spotkaniem z udziałem Trefla Sopot, w którym udział mogli wziąć kibice. Wynikało to z treści rozporządzenia Rady Ministrów dotyczącego ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów oraz zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Dziesiąty miesiąc roku był bardzo intensywny dla drużyny Trefla Sopot, która w ciągu 31 dni rozegrała sześć spotkań. Trzy z nich zakończyły się zwycięstwem żółto-czarnych, a w trzech meczach Trefl Sopot musiał uznać wyższość rywali. Zespół Marcina Stefańskiego pokonał HydroTruck Radom, Enea Astorię Bydgoszcz oraz Polski Cukier Toruń, zaś lepsi od sopocian byli tym razem gracze Pszczółki Startu Lublin, GTK Gliwice i Kinga Szczecin.

Listopad gracze Trefla Sopot rozpoczęli od wyjazdu do wówczas niepokonanej na własnym parkiecie Legii Warszawa. Sopocianie postawili gospodarzom trudne warunki, ale końcówka meczu należała do stołecznych, którzy ostatecznie wygrali 78:72. Gracze Marcina Stefańskiego okazję na rehabilitację mieli już pięć dni później i zrobili to z pełnym powodzeniem. W ERGO ARENIE Trefl pewnie pokonał WKS Śląsk Wrocław 79:60. Ostatnim meczem żółto-czarnych w pierwszej rundzie sezonu zasadniczego Energa Basket Ligi 2020/2021 było wyjazdowe spotkanie w Dąbrowie Górniczej. Wyprawa do województwa śląskiego zakończyła się sukcesem – Trefl wygrał 81:72.

Od meczu z MKS-em do kolejnej ligowej potyczki koszykarze Trefla mieli aż 32 dni przerwy. Był to jednak intensywny okres. Trzech zawodników naszego klubu – Łukasz Kolenda, Karol Gruszecki i Dominik Olejniczak udali się do hiszpańskiej Walencji, aby w reprezentacyjnych barwach walczyć o eliminacje do EuroBasketu 2022. Dodatkowo klub w porozumieniu ze sztabem szkoleniowym zdecydował wzmocnić kadrę drużyny. Nowym zawodnikiem, na zasadzie wypożyczenia z tureckiego Tofasu Bursa, został pochodzący z Sudanu Południowego amerykański skrzydłowy Nuni Omot.

Nowy koszykarz Trefla zadebiutował w żółto-czarnych barwach 18 grudnia, gdy nasz zespół rozpoczął rundę rewanżową sezonu zasadniczego 2020/2021. Sopocianie co prawda przegrali wtedy z PGE Spójnią Stargard 63:83, ale kolejne trzy spotkania – z Asseco Arką Gdynia, Polpharmą Starogard Gdański i Anwilem Włocławek, kończyły się zdecydowanym zwycięstwem żółto-czarnych! Następne mecze drużyna Marcina Stefańskiego rozgrywała ze zmiennym szczęściem. Koszykarze z Trójmiasta potrafili wygrać na wyjeździe z mocnym WKS-em Śląsk Wrocław czy pokonać na własnym parkiecie HydroTruck Radom, lecz w spotkaniach z Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski i GTK Gliwice górą byli rywale.

Pozycja w ligowej czołówce dała Treflowi przepustkę do udziału w Suzuki Pucharu Polski 2021, który w dniach 11-14 lutego został rozegrany w Hali Globus w Lublinie. Żółto-czarni rozpoczynali turniej w piątek 12 lutego meczem ćwierćfinałowym z Legią Warszawa. Drużyna Trefla Sopot rozegrała kapitalny mecz i nie dała szansy rywalowi pokonując stołecznych 92:56. W meczu o wielki finał żółto-czarni stoczyli zacięty bój, ale ostatecznie przegrali z PGE Spójnią Stargard 73:84. W czasie trwania turnieju dwóch koszykarzy sopockiego klubu wzięło też udział w indywidualnych konkursach. Darious Moten zajął 3. miejsce w konkursie wsadów, zaś Michał Kolenda był czwarty w konkursie rzutów za trzy punkty.

W ostatni dzień lutego drużyna Trefla Sopot rozgrywała mecz w ramach 26. kolejki ligowych zmagań. Sopocianie udali się do Szczecina, gdzie zmierzyli się z miejscowym Kingiem. Rywale mieli duże aspiracje, a ich plany potwierdzał ściągnięcie do zespołu Macieja Lampego, czyli jednego z najwybitniejszych polskich koszykarzy. Środkowy Kinga w meczu z Treflem zdobył 21 punktów, ale drużyna Marcina Stefańskiego realizowała konsekwentnie swój plan i ostatecznie to żółto-czarni przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę, triumfując 83:81.

5 marca, po 42 dniach przerwy, Trefl Sopot wrócił do ligowych zmagań w ERGO ARENIE. W hali na granicy Sopotu i Gdańska stawiła się Legia Warszawa. Stołeczni przyjechali do Trójmiasta żądni rewanżu za lutowy ćwierćfinał Suzuki Pucharu Polski, kiedy to koszykarze Trefla pewnie pokonali Legię 92:56. Wyrównany mecz w ERGO ARENIE ostatecznie zakończył się udanym rematchem warszawian, którzy zwyciężyli 81:74. W spotkaniu po raz pierwszy dla Trefla Sopot zagrał serbski rozgrywający, Nikola Radiĉević, którego zakontraktowanie klub ogłosił 26 lutego.

Cztery dni później żółto-czarni byli już w Lublinie, gdzie odrabiali ligowe zaległości z 22. serii gier. Mecz Pszczółka Start Lublin – Trefl Sopot był wyrównany przez 37 minut, ale ostatnie 180 sekund gry należało do sopocian! Triumf 91:80 zapewnił klubowi pierwsze od sezonu 2014/2015 miejsce w fazie play-off Energa Basket Ligi. Wśród żółto-czarnych podwójnie mógł świętować kapitan zespołu, Paweł Leończyk, dla którego spotkanie w Lublinie było 500. meczem na poziomie polskiej ekstraklasy koszykarskiej.

Końcówka runda zasadnicza była popisem żółto-czarnych. Trefl kolejno triumfował nad MKS Dąbrową Górniczą, Polskim Cukrem Toruń i Enea Astorią Bydgoszcz, dzięki czemu, z bilansem 19-11, zakończyliśmy tę część sezonu na 5. miejscu. Jedno zwycięstwo więcej miał na swoim koncie WKS Śląsk Wrocław i to sklasyfikowani na czwartej pozycji „Wojskowi” byli ćwierćfinałowym rywalem sopocian.

Seria do trzech zwycięstw rozpoczęła się od dwóch spotkań we Wrocławiu. W premierowej rywalizacji Śląsk zwyciężył pierwsze trzy kwarty i na 10 minut przed końcem spotkania prowadził 59:47. Dopiero ostatnia część, głównie za sprawą Łukasza Kolendy, padła łupem sopocian. Żółto-czarni zbliżyli się nawet na cztery punkty różnicy (72:68), ale w finałowej minucie chłonde głowy zachowali gracze Śląska, którzy ostatecznie obronili wywalczoną przewagę, triumfując 76:71. Druga odsłona lepiej rozpoczęła się dla sopocian, którzy po 8. minutach prowadzili 18:10. Niestety, w końcówce premierowej kwarty udany pościg przeprowadzili gospodarze i doprowadzili do wyrównania 20:20. Podobny przebieg miała druga część spotkania – przewaga Trefla została w całości odrobiona pod koniec kwarty, a ponadto trójka Elijaha Stewarta dała Śląskowi prowadzenie 37:35. Po zmianie stron nie było wątpliwości, która drużyna była tego dnia lepsza. Żółto-czarni nie mieli wiele do powiedzenia w starciu ze wspomnianym Stewartem i jego kolegami. Amerykański skrzydłowy zakończył mecz z 35 punktami, a jego drużyna triumfowała 91:72.

Po meczu #2 ćwierćfinałowe zmagania przeniosły się do ERGO ARENY. W Poniedziałek Wielkanocny koszykarze obu drużyn stoczyli zacięty bój, który swój finał miał dopiero w dodatkowym czasie gry. Ostatecznie górą wyszli z niego sopocianie – na 4 sekundy przed końcem dogrywki rzut oddał Nuni Omot, piłka „zatańczyła” na koszu, ale do niego nie wpadła i kiedy wydawało się, że za chwilę zawodnicy rozpoczną drugą część dogrywki, nad kosz wrocławski „nadleciał” Dominik Olejniczak i zapakował piłkę z góry! Sędziowie sprawdzili te zagranie korzystając z powtórki video i ostatecznie zaliczyli punkty, co dało Treflowi zwycięstwo 93:91 i przedłużyło szanse na awans do półfinału. Kolejny mecz „o wszystko” był rozgrywany dwa dni później. W ERGO ARENIE ponownie oglądaliśmy zaciekłą batalię i jeszcze raz po 40 minutach gry mieliśmy na tablicy remis. Niestety, tym razem dodatkowe pięć minut należało do gości. Drużyna WKS Śląska  zwyciężyła 83:81, co ostatecznie rozstrzygnęło sopocko-wrocławską rywalizację. „Wojskowi” awansowali do półfinału, w którym zmierzą się z Enea Zastalem BC Zielona Góra, zaś Trefl Sopot zakończył rozgrywki 2020/2021 na 5. miejscu.

Nasze Drużyny

Sponsor Energa Basket Ligi

Sponsorzy tytularni

Sponsor strategiczny

Sponsor złoty

Oficjalny Bukmacher Klubu

Sponsorzy wspierający i techniczni

Patroni medialni