CZAS DO NAJBLIŻSZEGO SPOTKANIA DOMOWEGO Trefl Sopot vs Legia Warszawa
Kup bilet
05 Lis

Pierwsza wyjazdowa porażka #sercasopotu. Legia Warszawa – Trefl Sopot 78:72

Pierwsza wyjazdowa porażka w sezonie 2020/2021 stała się faktem. W 12. kolejce Energa Basket Ligi Legia Warszawa pokonała Trefla Sopot 78:72 (20:13, 8:13, 23:22, 27:24). Najwięcej punktów dla żółto-czarnych zdobył Łukasz Kolenda. (18) 

Rywalizację w warszawskiej hali OSiR efektownym wsadem otworzył Dominik Olejniczak. Odpowiedział na to Jamel Morris i mieliśmy remis 2:2. W kolejnych minutach zespoły grały „punkt za punkt” aż do szóstej minuty meczu. Wtedy swoje oczka z rzędu dołożyli byli zawodnicy Trefla, Jakub Karolak i Grzegorz Kulka, co dało prowadzenie Legii 13:7. Sopocianie nie dali się jednak rozpędzić „Zielonym Kanonierom”. Efektowne akcje, a co ważne, skuteczne Dariousa Motena pozwoliły zminimalizować straty do zaledwie dwóch oczek. (15:13) Ostatnia minuta pierwszej kwarty należała jednak do Legii, która dzięki punktom Justina Bibbinsa i Dariusza Wyki prowadziła po inauguracyjnej części meczu 20:13.

Drugą kwartę oba zespoły rozpoczęły od bardzo szczelnej gry w defensywie. Przez trzy i pół minuty Legia zdobyła dwa oczka, a Trefl jeden, a wszystkie te punkty zostały zdobyte z linii rzutów wolnych. Dopiero rzut zza linii 6.75 metra autorstwa Łukasza Kolendy przerwał passę bez punktów z gry. (22:17) Na niespełna pięć minut do syreny oznaczającej przerwę w meczu kolejny efektowny wsad wykonał Darious Moten. Trefl miał szansę odrobić straty, ale ani Karol Gruszecki ani Michał Kolenda nie potrafili skutecznie rzucić za trzy. Legia potrafiła odpowiedzieć tylko jednym celnym rzutem wolnym Bibbinsa. Kolejną okazją dla Trefla była odważna akcja Łukasza Kolendy, który faulowany przez Earla Watsona miał jeszcze do dyspozycji rzut osobisty, ale przy wyniku 24:23 przestrzelił. Dopiero na dwie minuty przed końcem drugiej kwarty stołeczni zdobyli inauguracyjne punkty z gry w tej części meczu. Żółto-czarni jednak nie odpuszczali. Drugi raz za trzy trafił Łukasz Kolenda! Rozgrywający sopocian po tym rzucie miał już na swoim koncie 10 oczek. Był to ostatni punktowy akcent pierwszej połowy – na przerwę drużyny schodziły przy prowadzeniu Legii 28:26.

Pierwsze punkty po zmianie stron zdobył zawodnik Legii, Grzegorz Kamiński, ale kolejne sekundy należały do Trefla. Dwa razy po faulu Watsona rzuty wolne wykorzystał Dominik Olejniczak, a następnie odważnym wejściem pod kosz do remisu 30:30 doprowadził Karol Gruszecki. Żółto-czarni dobrze grali w obronie i dzięki temu w krótkim odstępie czasu mieli dwie okazje na punkty z kontry – wykorzystali je Łukasz Kolenda i Martynas Paliukenas, co dało sopocianom cztery oczka zapasu! (30:34) Nie czekał trener Legii Wojciech Kamiński, który poprosił o przerwę na żądanie. Nie zdało się to na wiele. Kolejną trójkę dołożył Łukasz Kolenda, a dodatkowo pierwsze takie trafienie zanotował też Darious Moten. Przewaga Trefla jednak znacznie nie rosła, gdyż całkowicie na swoje braki grę Legii wziął Justin Bibbins. Amerykański rozgrywający trafiał za trzy, a dodatkowo potrafił nawet zabrać piłkę pod koszem… Dominikowi Olejniczakowi. Zmobilizowało to stołecznych na ostatnie dwie i pół minuty trzeciej kwarty, gdy Trefl prowdził 48:40. Dwie skuteczne akcje przeprowadził Grzegorz Kulka, z linii rzutów wolnych punkt zdobył Bibbins, a kiedy na 40 sekund przed końcem kwarty za trzy trafił Przemysław Kuźkow, tablica wyników pokazywała rezultat 48:48. O czas poprosił Marcin Stefański, lecz po powrocie na parkiet niecelnie rzucił TJ Haws. Legia wykorzystała to bez skrupułów, a konkretnie jej lider, Justin Bibbins. Jego trójka na dziesięć minut przed końcem dała stołecznym prowadzenie 51:48.

Decydująca część gry zaczęła się od punktów Dominika Olejniczaka i Pawła Leończyka. (51:52) Za trzy odpowiedział Grzegorz Kulka, ale po chwili tym samym popisał się… kapitan „Leon”. Gospodarze nie odpuszczali. Kolejne oczko Kulki i trafienie Morrisa dało im trzy punkty zapasu na siedem minut przed końcem spotkania. Następne 120 sekund było bardzo nerwowe, a żadna z drużyn nie potrafiła umieścić piłki w koszu. Zrobił to dopiero Mariusz Konopatzki, który wykorzystał przyznane dwa rzuty wolne. Niestety, chwilę później pierwszą, ale jakże ważną skuteczną akcję trzypunktową przeprowadził Morris i „Zieloni Kanonierzy” prowadzili już 63:55. Fragment gry bez zdobyczy punktowej dla Trefla przełamał Martynas Paliukenas, ale gospodarze mieli w swoich szeregach Bibbinsa, który wykorzystał kolejne rzuty wolne. (67:59) Żółto-czarni jeszcze raz spróbowali przechylić zwycięstwa na swoją korzyść – za trzy trafili Łukasz Kolenda i Martynas Paliukenas, ale w międzyczasie wsadem popisał się Watson i Legia miała cztery oczka zapasu. Akcją decydującą o wyniku spotkania były dwie niecelne próby za trzy Łukasza Kolendy, nomen omen, najlepszego koszykarza Trefla w tym elemencie w rywalizacji z Legią. Warszawianie zdobywali kolejne punkty z linii rzutów wolnych i nawet udane akcje Dariousa Motena nie odebrały drużynie Wojciecha Kamińskiego zwycięstwa. Dla stołecznych czwartkowy triumf był ósmym zwycięstwem we własnej hali.

Legia Warszawa: Justin Bibbins 22, Grzegorz Kulka 14, Earl Watson 11, Jamel Morris 11, Jakub Karolak 6 oraz Grzegorz Kamiński 6, Dariusz Wyka 3, Przemysław Kuźkow 3, Mariusz Konopatzki 2, Adam Linowski 0

Trefl Sopot: Łukasz Kolenda 18, Martynas Paliukenas 14, Darious Moten 14, Karol Gruszecki 12, Dominik Olejniczak 7 oraz Paweł Leończyk 7, Michał Kolenda 0, TJ Haws 0

  • legia warszawa
  • relacja pomeczowa
  • trefl sopot

Nasze Drużyny

Sponsor Energa Basket Ligi

Sponsorzy tytularni

Sponsor strategiczny

Sponsor złoty

Oficjalny Bukmacher Klubu

Sponsorzy wspierający i techniczni

Patroni medialni